głównie z Bochenka Słowa Bożego, apologetyka
Blog > Komentarze do wpisu

O odejściu z zakonu o. Jacka Krzysztofowicza czyli o celibacie i spożywaniu krwi

Paweł Bartosik pisząc o odejściu z zakonu o. Jacka Krzysztofowicza chciał przy okazji upiec  swoją „kiełbaskę” i pouczyć katolików, jako bardzo niebiblijny i okrutny (sic!) jest celibat wymagany od duchownych Kościoła katolickiego. W swoim wpisie wspomniał świadectwa porzucających kapłaństwo, którzy pisali o tym, jako „o wyzwoleniu się z więzów”. Dla wzmocnienia wagi swojej wypowiedzi przywołał biblijny cytat: "Chrystus wyzwolił nas, abyśmy w tej wolności żyli. Stójcie więc niezachwianie i nie poddawajcie się znowu pod jarzmo niewoli" (Ga 5, 1). Problem polega na tym, że jest tam mowa o wyzwoleniu się z Prawa Starego Przymierza, a nie z celibatu, który nie był znany w ST. Dopiero Nowy Testament pozytywnie ukazuje dziewictwo i bezżenność (celibat). Dlatego to raczej podważanie celibatu jest wracaniem do Starego Przymierza i braniem na siebie jarzma, z którego wyzwolił nas Chrystus.

 

Ten wpis jest odpowiedzią na jego tekst. Składa się z trzech części. 1) Najpierw ukażę znaczenie celibatu w Kościele, 2) następnie odpowiem na niektóre jego zarzuty, a na zakończenie 3) pokażę „elastyczność” hermeneutyki biblijnej Pawła Bartosika.

 

1. Nowy Testament zawiera pochwałę  dziewictwa i celibatu, w odróżnieniu od Starego, który widział w tym hańbę i znak Bożego przekleństwa. Bezżeństwo dla królestwa Bożego chwali sam Pan: „Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni” (Mt 19:12 BT). Dosłownie: „którzy dla królestwa Bożego wykastrowali się”. I zdając sobie sprawę, że te słowa są trudne do zrozumienia, dodaje: „Kto może pojąć, niech pojmuje!”

 

Podobnie św. Paweł w 1 Kor 7 pisze o wyższości dziewictwa nad życiem małżeńskim. Dziewictwo jest radą ewangeliczną, nie zaś nakazem. Nie było ono nakazem nawet dla przyjmujących święcenia kapłańskie, bo jest napisane:

 

„Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nie przebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz, dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością. Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży” (1 Tm 3, 2-5 BT).

 

„Diakoni niech będą mężami jednej żony, rządzący dobrze dziećmi i własnymi domami” (1 Tm 3, 12 BT).

 

„W tym celu zostawiłem cię na Krecie, byś zaległe sprawy należycie załatwił i ustanowił w każdym mieście prezbiterów. Jak ci zarządziłem, [może nim zostać]  jeśli ktoś jest nienaganny, mąż jednej żony, mający dzieci wierzące, nie obwiniane o rozpustę lub niekarność” (Tt 1, 5-6 BT).

 

Zarówno w stosunku do biskupów, jak i prezbiterów i diakonów powtarza się określenie „mąż jednej żony”. Nie chodzi tu o zakaz poligamii, bo małżeństwo monogamiczne obowiązywało wszystkich. Chodziło o to, że święceń nie mógł przyjąć ktoś, kto był zamężny dwa razy, oraz to, że kapłan, któremu umierała żona, nie mógł zawrzeć ponownego małżeństwa. W czasach apostolskich celibat nie był wymagany, ale wkrótce rozpowszechnił się zwyczaj stawiana tego wymagania kandydatom do stanu duchownego.

 

„Celibat oznacza bezżenność. Mnisi, mniszki i osoby zakonne wyrażają to zobowiązanie ślubem. „W Kościele rzymskim celibatu wymaga się od kandydatów do kapłaństwa; stałym diakonom nie wolno zawierać małżeństwa po przyjęciu święceń. Wśród katolików obrządku wschodniego istnieje również duchowieństwo żonate. Kapłani i diakoni prawosławni są zazwyczaj żonaci, nie mogą jednak zawierać małżeństwa — nawet jeśli owdowieją — po otrzymaniu święceń. Biskupi wschodni muszą być bezżenni”. Tak swoim stylem życia dają świadectwo, że istnieje Królestwo Niebieskie, czyli Bóg. Tą formą życia opowiadają się całkowicie za Jezusem Chrystusem i całe swoje życie oddają do Jego dyspozycji. Wybierając celibat nie chodzi Kościołowi jedynie o stronę praktyczną: wolność, czas, ruchliwość, łatwiejsza sytuacja w wypadku prześladowań. Celibat ma sens chrystologiczny i apostolski. Rezygnacja z rzeczy dobrych, dla większych: z rodziny, miłości małżeńskiej, aby wszystkie siły oddać Bogu.

Celibat nie jest dogmatem. Zrodził się w Kościele bardzo wcześnie jako zwyczaj umotywowany biblijnie. Od początku zalecał go Kościół. „Najnowsze badania dowiodły, że początki tego zwyczaju sięgają znacznie odleglejszych czasów, niż wskazywały na to dotychczasowe znane źródła —mianowicie II wieku”. Synod w Elwirze (Granada, ok. 300 — 303 r.) w Hiszpanii podaje cenną wskazówkę o dyscyplinie w Kościele. Oficjalne zarządzenie o celibacie wyższego kleru podają dwa kanony tegoż synodu: „Kan. 27. Niech biskup lub jakikolwiek inny duchowny trzyma przy sobie co najwyżej rodzoną siostrę lub córkę poświęconą Bogu, żadnej zaś obcej niewiasty. Takie jest zarządzenie Synodu. Kan. 33. Synod zabrania stanowczo, aby biskupi, kapłani i diakoni, oraz wszyscy duchowni będący w służbie ołtarza, współżyli z żonami swoimi i mieli dzieci. Kto by zaś to czynił, powinien być pozbawiony godności duchownej”. Decyzje synodu powtarza list św. Syrycjusza papieża do Himeriusa, bpa Tarragony w Hiszpanii (385). Papież rozszerzył to prawo na cały Zachód (385). Potwierdzili je Innocenty I (401-417), Leon I Wielki (446) i Grzegorz Wielki (591). W X w., zwanym „ciemnym wiekiem”, różnie było z praktyką. Od XI wieku upowszechnienie celibatu było jednym z celów reformy kościelnej. Kwestię tę podjęły synody w Pawii (1022) i Bourges (1031) oraz papież Leon IX (1049 — 1054) i papież Grzegorz VII (1073-1085). „Punktem zwrotnym w utrwalaniu celibatu było uznanie na Soborze Laterańskim II (1139) wyższych święceń kapłańskich za przeszkodę do zawarcia małżeństwa, a na przełomie XII / XIII w. uznano tę przeszkodę za zrywającą. Obowiązek zachowania celibatu przez duchownych Kościoła łacińskiego został potwierdzony przez Sobór Watykański II, nauczanie papieży oraz dokumenty Kościoła”.” (Skąd się wziął celibat?).

 

„Doskonała i dozgonna powściągliwość, zalecana przez Chrystusa Pana ze względu na Królestwo niebieskie, a w ciągu wieków, jak również i w naszych czasach, przez wielu chrześcijan chętnie przyjęta i chwalebnie zachowywana, była zawsze uważana przez Kościół za rzecz wielkiej wagi, szczególnie dla życia kapłańskiego. Jest ona bowiem znakiem, a zarazem bodźcem miłości pasterskiej i szczególnym źródłem duchowej płodności w świecie. Nie jest wymagana jednak przez kapłaństwo z jego natury, jak to okazuje się z praktyki Kościoła pierwotnego i tradycji Kościołów Wschodnich, gdzie oprócz tych, którzy z daru łaski ze wszystkimi biskupami wybierają zachowanie celibatu, występują również bardzo zasłużeni prezbiterzy żonaci. Gdy więc ten święty Sobór zaleca kościelny celibat, wcale nie zamierza zmieniać tej odmiennej dyscypliny, która jest prawnie uznana w Kościołach Wschodnich, a wszystkich, którzy w małżeństwie przyjęli prezbiterat, z wielką miłością zachęca, by trwając w świętym powołaniu, całkowicie i wielkodusznie nadal poświęcali swoje życie trzodzie im powierzonej.
Celibat z wielu względów odpowiada kapłaństwu. Całe bowiem posłannictwo kapłana poświęcone jest służbie nowego człowieczeństwa, które Chrystus, zwycięzca śmierci, wzbudza przez Ducha swego w świecie i które ma swój początek "nie z krwi ani z żądzy ciała, ani też z woli ludzkiej, ale z Boga" (J 1,13). Przez dziewictwo zaś lub celibat zachowywany ze względu na Królestwo niebieskie, prezbiterzy są poświęcani Chrystusowi z nowych i wyjątkowych powodów, łatwiej, niepodzielnym sercem trwają przy Nim, z większą swobodą w Nim i przez Niego poświęcają się służbie Boga i ludzi, sprawniej służą Jego Królestwu i dziełu nadprzyrodzonego odrodzenia i stają się w ten sposób zdatniejszymi do przyjęcia szerszego ojcostwa w Chrystusie. W ten sposób więc wyznają przed ludźmi, że chcą się poświęcić niepodzielnie powierzonemu sobie zadaniu, a mianowicie poślubienia wiernych jednemu mężowi i okazania ich Chrystusowi jako dziewicę czystą. I tak przywołują na pamięć to tajemnicze małżeństwo ustanowione przez Boga i mające w przyszłości być w pełni objawione, przez które Kościół posiada jedynego Oblubieńca Chrystusa” („Presbyterorum ordinis”, 16).

 

W tych dwóch ostatnich zdaniach jest zawarta aluzja do słów Pana z Ewangelii według św. Mateusza zacytowanych na początku. „Niezdatni do małżeństwa” to εὐνοῦχοι (czyt.: eunuchoi) czyli „eunuchy”. Eunuch to kastrat, którego opiece powierzano żony królewskie. Eunuch na dworze królewskim nie troszczył się o własną żonę i rodzinę, bo ich nie miał. Ten człowiek był niezdolny do małżeństwa, bo ludzie uczynili go takim  – został wykastrowany. Analogicznie, kapłan to człowiek, któremu powierzono troskę o Oblubienicę Chrystusa – i dla Oblubienicy Chrystusa sam uczynił się duchowym eunuchem. Jest czymś odpowiednim, aby kapłan nie mając żony i dzieci „niepodzielnie poświęcił się powierzonemu sobie zadaniu” – trosce o Oblubienicę swego Pana – Kościół i jego dzieci.

 

2. Odpowiedzi na niektóre zarzuty Pawła Bartosika.

a) Paweł Bartosik: „Ojciec Jacek jest jedną z wielu pobożnych ofiar nakładania przez Kościół na jego duchownych jarzma, którego nie nakłada na żadnego człowieka Bóg: jarzma konieczności wyrzekania się jednego z najważniejszych ludzkich powołań przez tych, którzy powinni je afirmować, wychwalać, cieszyć się nim - będąc przykładem dla wiernych w Kościele”.

 

Nie jest prawdą, że Kościół narzuca „jarzmo” celibatu na kogokolwiek. Kapłaństwo i życie zakonne jest sprawą Bożego powołania i WOLNEJ odpowiedzi człowieka. Trzeba więc raczej powiedzieć, że Kościół wymaga podjęcia wyboru, który ma być dokonany w całkowitej wolności od jakiekolwiek nacisku.

 

b) Na zakończenie wspomnianego wpisu na potwierdzenie swoich wniosków kalwinista podaje biblijny cytat:

„Duch zaś otwarcie mówi, że w czasach ostatnich niektórzy odpadną od wiary, skłaniając się ku duchom zwodniczym i ku naukom demonów. [Stanie się to] przez takich, którzy obłudnie kłamią, mają własne sumienie napiętnowane. Zabraniają oni wchodzić w związki małżeńskie, [nakazują] powstrzymywać się od pokarmów, które Bóg stworzył, aby je przyjmowali z dziękczynieniem wierzący i ci, którzy poznali prawdę. Ponieważ wszystko, co Bóg stworzył, jest dobre, i niczego, co jest spożywane z dziękczynieniem, nie należy odrzucać. Staje się bowiem poświęcone przez słowo Boże i przez modlitwę”  (1 Tm 4, 1-5 BT).

 

Stosowanie tych słów do praktyki celibatu w Kościele jest absurdalne. Trudno traktować na serio taki zarzut. Ale skoro się pojawia, trzeba na niego odpowiedzieć. Tych słów nie można stosować do Kościoła katolickiego. Dlaczego? Kościół nikomu nie zabrania wchodzić w związki małżeńskie, ani też nikomu nie nakazuje celibatu czy dziewictwa. Celibat nie oznacza pogardy dla małżeństwa. Wręcz odwrotnie, jest jego pochwałą. Bo Bogu można składać ofiarę tylko z tego, co jest dobre. Pośrednio więc celibat i ślub czystości jest pochwałą małżeństwa.

 

Podobnie piątkowa wstrzemięźliwość od mięsa nie oznacza, że mięso uważane jest za coś złego czy nieczystego.

 

3. Elastyczność hermeneutyki biblijnej Pawła Bartosika.

W dyskusji pod tym wpisem na jego blogu napisał:

 

„Widzisz. Kościół nie może "majstrować" przy tym co jasne i oczywiste.

Sprawa w zasadzie jest bardzo prosta.

Biblia stawia bezżenność jako sprawę osobistego powołania i indywidualnego wyboru. Pan Jezus mówi o ludziach, którzy dobrowolnie podjęli taką decyzję. Podobnie ap. Paweł. (…)

Pismo Święte nigdzie nie naucza, że powołanie do bycia duchownym oznacza jednocześnie powołanie do życia w celibacie. Te dwa powołania mogą, choć NIE MUSZĄ iść ze sobą w parze.

Bóg w 1 Liście Tymoteusza 3 oraz Liście do Tytusa 1 mówi wyraźnie: duchownym WOLNO mieć żonę i dzieci.

Kościół Rzymskokatolicki w opozycji do tych fragmentów mówi: duchownym NIE WOLNO mieć żony i dzieci. (…)

Wypowiedzi Kościoła powinny natomiast tyczyć:
- interpretacji tego, co napisane (a nie znoszenia tego)
- zastosowania tego, co napisane (a nie postępowania tak, jakby Biblia nic na ten temat nie mówiła).”

 .

Odpowiadam: Każda wypowiedź jest niczym miecz obosieczny; ma konsekwencje także dla tego, który je wypowiada. Zastosujmy zasady Pawła Bartosika dotyczące prawa i sposobu interpretacji Pisma św. przez Kościół.

Pismo św.:
19 Dlatego ja sądzę, że nie należy nakładać ciężarów na pogan, nawracających się do Boga,
20 lecz napisać im, aby się wstrzymali od pokarmów ofiarowanych bożkom, od nierządu, od tego, co uduszone, i od krwi. (…)
28 Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne.
29 Powstrzymajcie się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu. Dobrze uczynicie, jeżeli powstrzymacie się od tego. Bywajcie zdrowi!»
(Dz 15, 19-29 BT)


Paweł Bartosik
: „Widzisz. Kościół nie może ‘majstrować’ przy tym co jasne i oczywiste.

Wypowiedzi Kościoła powinny natomiast tyczyć:
- interpretacji tego, co napisane (a nie znoszenia tego)
- zastosowania tego, co napisane (a nie postępowania tak, jakby Biblia nic na ten temat nie mówiła)”


*****
Teraz pytania do autora tych zasad:
1. Czy wskazania na temat spożywania krwi są wystarczająco jasne i oczywiste?
2. Czy Twoje zasady stosujesz również wobec tego fragmentu Dziejów Apostolskich?
3. Jeśli zaś stosujesz je TYLKO odnośnie celibatu duchownych, a w tym miejscu odnośnie spożywania mięsa – nie, to jak uzasadnisz taką hermeneutykę biblijną, która raz obowiązuje, innym razem nie?

czwartek, 17 stycznia 2013, niebieski519

Polecane wpisy