RSS
niedziela, 29 stycznia 2012
PRAWDZIWI KREWNI JEZUSA

31 Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. 32 Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie». 33 Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i którzy są braćmi?» 34 I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. 35 Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką». (Mk 3,31-35 Biblia Tysiąclecia)

SYNTEZA

Maryja była błogosławiona, bardziej dzięki wierze w Chrystusa, niż poprzez to, że zrodziła Jego ciało. Była błogosławiona, dlatego że zachowywała słowo Boże, a nie tylko dlatego, że Go urodziła. Bliskość Maryi wobec Jezusa jako naturalnej matki, na niewiele by się przydała do zbawienia, gdyby nie poczęła Chrystusa w swoim sercu. W tym fragmencie chodzi o to, by postrzegać pokrewieństwo ziemskie w relacji do pokrewieństwa niebieskiego (Augustyn). Do rodziny Pana należą wszyscy ci, którzy pełnią wolę Ojca (Klemens Rzymski).

 

3,32 Przyszli Jego Matka i bracia

UPORZĄDKOWANIE RELACJI DO RODZINY. [Pan] powiedział, że do Jego rodziny należy tylko ten, kto czyni wolę Jego Ojca (por. Mt 12,47-50; Mk 3,32-35; Łk 8,20-21). Oczywiście w swej łasce zaliczył do nich samą Maryję, bowiem i ona czyniła wolę Ojca. W ten sposób najlepszy i Boski Nauczyciel w porównaniu z niebieskim pokrewieństwem odrzucił matczyne imię, które przywołano Mu jako osobiste i własne […]. Nie bądź więc niewdzięczny, odpłać twojej matce wdzięcznością, odpłać tym, co duchowe za to, co cielesne; tym, co wieczne za to, co doczesne. AUGUSTYN, LIST 243,9-10

 

3,34 Oto moja Matka i moi bracia

PRZYNALEŻNOŚĆ DO RODZINY. Oddajmy Mu więc chwałę nie tylko ustami, ale i sercem, aby nas przyjął jako synów. Powiedział Pan przecież: „Braćmi są ci, co czynią wolę Ojca mego” (Mt 12,50; Mk 3,35; Łk 8,21). Tak więc, bracia moi, czyńmy wolę Ojca, który nas powołał do życia i pójdźmy raczej za cnotą. KLEMENS RZYMSKI, 2 LIST DO KORYNTIAN 9-10

 

3,35 Kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką

CZY MARYJA BYŁA BLIŻEJ NIEGO JAKO MATKA CZY JAKO WIERZĄCA? Czego innego naucza nas, jeśli nie przedkładania naszych duchowych korzeni nad cielesne pokrewieństwo? Naucza też, że ludzie nie są szczęśliwi, jeśli ze świętymi i sprawiedliwymi łączy ich [tylko] pokrewieństwo ciała, lecz jeśli wiąże ich wierność i naśladowanie ich nauki i obyczajów. Maryja zatem była szczęśliwsza, przyjmując wiarę w Chrystusa, niż poczynając Chrystusa w ciele. A gdy pewna kobieta powiedziała: „Błogosławione łono, które Cię nosiło”, On odpowiedział: „Owszem, ale błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je” (Łk 11,27-28). Wreszcie, cóż pomogło to pokrewieństwo braciom Chrystusa, to jest krewnym według ciała, którzy nie uwierzyli w Niego? (por. J 7,4). Również Maryi nie pomogłoby matczyne pokrewieństwo, jeśli nie nosiłaby Chrystusa bardziej w sercu niż w łonie (por. Mt 3,8-10; Łk 11,27-28; Rz 9,1-8). AUGUSTYN, O ŚWIĘTYM DZIWICTWIE 3 (*)

----------------

(*) OJCOWIE KOŚCIOŁA KOMENTUJĄ BIBLIĘ, EWANGELIA WEDŁUG ŚW. MARKA, str. 39-40, wydawnictwo APOSTOLICUM (Ten tom jest pierwszym z planowanej serii: http://www.apostolicum.pl/shop/okk/wykaz.html )



środa, 25 stycznia 2012

Było to prawie trzy lata temu. Na kalwinistycznym forum, jeden z moderatorów, sam kalwinista, zadał mi pytanie odnośnie stanowiska Kościoła wobec katolików przechodzących na protestantyzm. Czy opuszczający Kościół automatycznie podpadają pod jego klątwę? Co Kościół naucza, jeśli chodzi o możliwość ich zbawienia? Odpowiedziałem, że Kościół naucza o sumieniu. Ostateczną instancją jest sumienie zainteresowanego. Wszystko zależy od motywów danego człowieka, czyli czy w swoim sercu uważa on/ona, że to, co czyni jest dobre i słuszne.

kalwinista napisał: (...) to samo tyczy się np. również i mnie gdyż w duszy uważam, że to co piszę i rozgłaszam jest dobre i słuszne.


Na takie pytanie, trzeba odpowiedzieć twierdząco. Dobrze czynisz, jeśli działasz zgodnie z Twoim sumieniem. Jeśli w głębi serca spostrzegasz coś jako dobro – dobrze czynisz idąc za tym. To może dotyczyć wystąpienia z Kościoła katolickiego, wyznawania innej wiary, rozpowszechniania nauki przeciwnej do tego, co uczy Kościół, itd. W Ewangelii według św. Jana czytamy: J 9:22 Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Taki los spotykał każdego, kto idąc za głosem sumienia, uznał Jezusa za Mesjasza. Wielu stawało i staje przed dylematem. Albo iść za głosem sumienia tracąc przyjaciół, albo nic nie zmieniać i utracić spokój sumienia. Idący za głosem sumienia zyskuje spokój, ale często traci przyjaciół, rodzina się go wyrzeka, musi zrezygnować z kariery zawodowej. To właściwie nie zmieniło się w środowisku żydowskim przez całą historię aż do naszych czasów. Jeśli nawet nie chodzi o formalną klątwę synagogi, to często rodzina i przyjaciele nie akceptują nawrócenia na chrześcijaństwo. U muzułmanów jest jeszcze gorzej. Za nawrócenie na chrześcijaństwo grozi konwertycie śmierć z ręki najbliższych członków rodziny.

Nie można powiedzieć, że jest to całkiem łatwe w obrębie samego chrześcijaństwa, przy nawróceniach z protestantyzmu na katolicyzm i odwrotnie. W niektórych środowiskach jest to związanie z utratą dawnych przyjaciół.

kalwinista napisał: Niestety podstawy, które podałeś nie są wystarczające wg. mnie do wyciągnięcia wniosków, które wyciągnąłeś albo musisz przyznać, że dosłownie każdy Protestant odrzucając waszą "tradycję" jest de facto usprawiedliwiony z tych rzuconych anathem, gdyż na pewno każdy jest przekonany, że jest to dobre i słuszne.


Mam nadzieję, że nie sfałszuję nauki Kościoła katolickiego w tej sprawie, upraszczając ją w ten sposób: Człowiek ma obowiązek podążania za swoim sumieniem, nawet jeśli ono jest błędne. Z drugiej strony ma on obowiązek kształtowania swego sumienia, czyli dążenia do prawdy - badania, czy jego pragnienia są z Boga, czy podążanie za nimi jest dobre. Jeśli więc Ty jako protestant, w swoim sumieniu jesteś przekonany, że Kościół katolicki nie jest prawdziwym Kościołem Chrystusa i opuszczenie go jest dla Ciebie tym, czego oczekuje Pan Bóg, czynisz słusznie opuszczając Kościół, nawet jeśli obiektywnie jest to złe.

Powiesz, że Twoim motywem była miłość do Pana, naturalne dążenie do prawdy i że kiedy odkryłeś ją tam, gdzie jesteś, nie mogłeś postąpić inaczej. Tak pewnie powiedzą inni, albo przynajmniej mogą tak powiedzieć. Czy tak jednak jest istotnie? Powiesz, któż może wiedzieć lepiej o moich motywach niż ja sam? O, tak masz rację. Do pewnego stopnia. Bowiem człowiek to istota skomplikowana, a psychologia zna takie mechanizmy jak racjonalizowanie, wypieranie, unikanie informacji powodujących dysonans, itp. Tak naprawdę, myślę, człowiek nie jest najlepszym sędzią w swoich własnych sprawach, które dotyczą go bardzo osobiście, a przynajmniej nie zawsze jest takim sędzią.

Napisałeś: „na pewno każdy jest przekonany, że jest to dobre i słuszne”. Czy na pewno każdy? Skąd możesz to wiedzieć z taką pewnością? Myślę, że tak do końca nie możesz być tego pewny nawet w stosunku do siebie. Jak sądzisz, czy Szaweł prześladujący Kościół nie był przekonany, że czyni „słusznie i dobrze”? Gdybyś mu zadać takie pytanie, to jestem pewny, że odpowiedziałby, że czynił to z gorliwości o chwałę Bożą. On sam napisze o tym później: Ga 1:13-14 Słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć, jak w żarliwości o judaizm przewyższałem wielu moich rówieśników z mego narodu, jak byłem szczególnie wielkim zapaleńcem w zachowywaniu tradycji moich przodków. Po swoim nawróceniu, jako Apostoł Paweł, głosił Ewangelię, którą wcześniej usiłował zniszczyć. Czy działał ze swoim sumieniem? Jestem pewny, jakiej odpowiedzi udzielisz na to pytanie.

Gdyby więc zapytać Szawła przed nawróceniem i Pawła po nawróceniu o to, czy działa z godnie ze swoim sumieniem; czy uważa, że to co czyni, jest słuszne i sprawiedliwe, myślę, że z całym przekonaniem powiedziałby, „tak oczywiście”. „Działam słusznie” – odpowiedziałby Szaweł mordujący chrześcijan; „działam słusznie” – odpowiedziałby Paweł głoszący Chrystusa. Taka sama odpowiedź w obu przypadkach, mimo iż skrajnie różne jego postępowanie. Dlatego myślę, że potrzeba innego kryterium, niż tylko opinii samego zainteresowanego, która zawsze jest subiektywna. Albo może inaczej, potrzebujemy czegoś zewnętrznego, co byłoby takim obiektywnym wyznacznikiem.

Takie zewnętrze kryterium potrzebne jest, aby ustalić obiektywny wykład Pisma św., jak to starałem się uzasadnić w wątku o „sola Scriptura”. To zewnętrzny autorytet ustalił kanon Pisma św., a nie kryteria wewnętrzne. Analogicznie, również potrzebujemy takiego kryterium, aby ustalić szlachetność motywów nawrócenia od Kościoła katolickiego do jakiegoś innego wyznania protestanckiego (to obowiązuje również w odwrotną stronę). I myślę, że takim kryterium, z którym obaj możemy się zgodzić jest wspomniana wcześniej osoba św. Pawła Apostoła. Prześladowca Kościoła stał się później jego Apostołem. Czy to nienawiść była powodem jego nawrócenia? Nie, odwrotnie, miłość do Chrystusa i pragnienie głoszenia Dobrej o Nim Nowiny. Czuł wręcz przynaglanie: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii.” Czy czuł nienawiść do swego narodu? Nie. Dokładnie odwrotnie: Rz 9:3 Wolałbym bowiem sam być pod klątwą odłączony od Chrystusa dla zbawienia braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami. Paweł mówi coś niesamowitego. Nie uważa judaizmu za religię słuszną. Opuścił judaizm. Ze strony Żydów doznał wielu prześladowań. A jednak pisze, że "wolałby być pod klątwą i odłączonym od Chrystusa, dla zbawienia swoich braci", którzy należeli do religii, którą opuścił.

Praktycznie nie zetknąłem się z protestantami w Polsce. Po raz pierwszy stało się to w czasie mojego pobytu w Niemczech. Mieszkałem tam przez 5 lat. W tym czasie poznałem małżeństwa mieszane, z których jeden z małżonków był katolikiem, drugi protestantem. W jedną niedzielę szli oboje razem z dziećmi na Mszę św. do kościoła katolickiego, a za tydzień do zboru na nabożeństwo protestanckie. Kiedy byli na Mszy św. oboje przyjmowali Komunię św., bo przecież „Bóg jest jeden czyli ten sam u katolików, co i u protestantów”; kiedy byli na nabożeństwie protestanckim, uczestniczyli tak samo przyjmując pamiątkę wieczerzy Pańskiej (nie wiem, czy dobrze się wyrażam, mam nadzieję, że mnie rozumiesz). Nie jestem wrogiem ekumenizmu. Sam uczestniczyłem kilka razy na nabożeństwach, gdzie modlili się razem protestanci i katolicy. Było to coś dobrego. Jednak jestem wrogiem „radosnego ekumenizmu”, kiedy obydwie strony nie dostrzegają różnic doktrynalnych. Kiedy nie dostrzega się różnic, to znak, że nie uważa się tych różnic za coś ważnego, a w konsekwencji jest to znakiem obojętności w wierze. Nie mogę na przykład zgodzić się na protestanckie rozumienie Eucharystii, czyli realność Ciała i Krwi Pańskiej, dlatego nie uznaję czegoś takiego, jak „ekumeniczne Msze św.” (gdzie wszyscy, katolicy i protestanci przyjmują Komunię św.) A niestety, o takich słyszałem. Protestanci niemieccy są w większości urodzeni jako tacy, protestanci z pokolenia na pokolenie, i to od czasów Lutra. O ile na początku, protestanci i katolicy niemieccy wyrzynali się nawzajem, to teraz przechodzą w inną skrajność, nie dostrzegając różnic czy nie uważając ich za istotne. Oczywiście nie wszyscy, ale spora część po jednej i po drugiej stronie, chyba jednak bardziej daje się to zauważyć po stronie katolickiej.

Kiedy kilka miesięcy temu zetknąłem się z forami polskich protestantów, było to dla mnie zjawisko nowe i zarazem szokujące. Po pierwsze, to byli pierwsi, z którymi miałem kontakt (nie mówiąc o zaprzyjaźnionym małżeństwie polskich baptystów, które poznałem rok temu). Po drugie, nowością była dla mnie Wasza antykatolickość. A przecież większość z Was to byli katolicy. A teraz myślę, że właśnie dlatego, że byliście katolikami, odchodząc od katolicyzmu, staliście się antykatolikami. Nie mówię tego o wszystkich, ale niestety, o większości, przynajmniej tej aktywnej większości. I nie jest to tylko moje subiektywne odczucie. Czytając świadectwo Scotta Hahna, który nawrócił się z kalwinizmu na katolicyzm, natknąłem się na coś podobne świadectwo. Pisze on, że największy antykatolicyzm spotkał u kalwinistów (czy protestantów w ogóle), którzy byli wcześniej katolikami.

Dla mnie osobiście, taka postawa jest zaprzeczeniem tego, że ktoś kierował się głosem sumienia. Sądzę bowiem, że jeżeli ktoś idzie za głosem sumienia to doświadcza głębokiego pokojem. Jeżeli zaś ktoś zieje nienawiścią, to tym samu zadaje kłam temu, co choćby z największym zapałem twierdził, że „kieruje się miłością do Chrystusa i idzie za wołaniem Ducha Świętego, który odczuwa w głębi swego serca”. Gdyby tak było, to powinien też cieszyć jego owocami: Ga 5:22-23 Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, 23 łagodność, opanowanie.

Pewnie wszyscy protestanci piszący na tym forum i odwiedzający je tylko, gdyby zostali zapytani: „Czy uważasz i jesteś dogłębnie przekonany, że Twój wybór jest dobry i słuszny?”, odpowiedzieliby: „Tak, oczywiście”. Ale jednak, niestety, kiedy czyta się wpisy na tym forum można dojść do wniosków przeciwnych. Powiedz, zresztą sam, czy wpis porównujący papieża do Hitlera świadczy o miłości do niego, albo czy świadczy o tym, że uważa katolików za swoich braci? Jest to jeden z wpisów, który ostatnio czytałem na ShoutBoxie. A niestety, nie jest to wyjątek, o czym nie muszę Cię przekonywać. Dlatego myślę, że każdy znajdzie odpowiedź, czy jego postępowanie jest zgodne z tym, co w sumieniu rozpoznaje jako „dobre, sprawiedliwe i słuszne”, zadając sobie pytanie o własne podobieństwo do Apostoła Narodów, który „wolałby być pod klątwą i odłączonym do Chrystusa dla zbawienia swoim braci”.

Podsumowując, odpowiedź na pytanie o jakość Twoich własnych motywów znajdziesz porównując się do św. Pawła: Jeśli masz takie pragnienia jak on (Rz 9, 3); jeśli cieszysz się owocami Ducha Świętego (Ga 5, 22-23), nie mam wątpliwości odnośnie motywów Twojego nawrócenia. Jeśli jednak jest inaczej, to znaczy, że Twoje motywy nie były takie, jak u św. Pawła. Ale odpowiedź na pytanie, jak to jest w Twoim przypadku, zostawiam Tobie. 

sobota, 21 stycznia 2012

„Książka ta opiera się na twierdzeniu, że choć najlepszym sędzią chrześcijaństwa jest chrześcijanin, drugim sędzią może być ktoś w rodzaju konfucjanisty. Natomiast najgorszym sędzią jest człowiek, który dziś najchętniej zabiera się do sądzenia – niedouczony chrześcijanin zmieniający się stopniowo w gniewnego agnostyka; wplątany w koniec sporu, którego początku nie rozumiał; porażony czymś w rodzaju dziedzicznego znudzenia, choć sam nie wie, czym się znudził; zawczasu zmęczony słuchaniem czegoś, czego nigdy nie słyszał. Człowiek ten nie sądzi chrześcijaństwa ze spokojem, jak zrobiłby to konfucjanista; nie sądzi go również tak, jak sam osądziłby konfucjanizm. Nie umie wysiłkiem wyobraźni przenieść Kościoła katolickiego o tysiące mil, pod obce niebiosa poranka, i ocenić go równie bezstronnie, jak oceniłby chińską pagodę. Podobno św. Ksawery, któremu niemal udało się wznieść kościół jako wieżę górującą nad wszystkimi pagodami, odniósł porażkę po części dlatego, że jego następcy byli oskarżani przez braci misjonarzy o przedstawienie Dwunastu Apostołów w szatach i z atrybutami Chińczyków. Lepiej byłoby jednak widzieć w Apostołach Chińczyków i sądzić ich sprawiedliwie jako Chińczyków, niż widzieć w nich jedynie nieme idole zasługujące na rozbicie przez ikonoklastów, czy raczej odpustowe tarcze, do których cwaniacy celują z nienabitych wiatrówek. Lepiej byłoby zapatrywać się na całą rzecz jak na jakiś odległy azjatycki kult; widzieć w mitrach biskupów wysokie nakrycia głowy tajemniczych bonzów, w pastorałach – wężowe laski noszony w jakiejś azjatyckiej procesji, modlitewnik uznać za równie niezwykły jak młynek modlitewny, a Krzyż – za skrzywiony na równi ze swastyką (w 1925 r., kiedy Chesterton pisał te słowa, swastyka nie miała jeszcze tak jednoznacznej konotacji). Wtedy przynajmniej nie tracilibyśmy panowania nad sobą jak niektórzy sceptyczni krytycy, którzy nierzadko tracą swój rozum. Antyklerykalizm stał się dla nich atmosferą – atmosferą negacji wrogości, z której nie mogą się wyzwolić. W porównaniu z ich postawą lepsze byłoby potraktowanie całej rzeczy jako pochodzącej z innego kontynentu lub z innej planety. Bardziej godne filozofa byłoby obojętne przyglądanie się bonzom niż nieustanne i bezcelowe czepianie się biskupów. Lepiej byłoby przejść obok kościoła tak, jakby była to pagoda, niż nieporuszenie tkwić w kruchcie, nie mając sił ani na to, by wejść i pomóc, ani na to, by wyjść i zapomnieć”. (G. K. Chesterton, „Wiekuisty człowiek”, str. 10-12)

czwartek, 12 stycznia 2012

"Bezwzględna darmowość łaski

Pisałem już poprzednio o wierze, czyli o wierze wierzącego, wykazując jej zależność od łaski. Gdyby było inaczej, Apostoł powiedziałby: ‘Miłosierdzia dostąpiłem, bo byłem wierny’. Tymczasem powiedział przeciwnie: ‘Miłosierdzia dostąpiłem, abym był wierny’ (1 Kor 7:25). Są jeszcze i inne świadectwa, a wśród nich i następujące zdanie Apostoła: ‘Rozumcie z umiarkowaniem i wedle miary wiary, jakiej Bóg udzielił każdemu’ (Rz 12:3). Już wspomniałem te słowa Pawłowe: ‘Łaską jesteście zbawieni przez wiarę, i to nie przez was, bo ona darem Bożym jest’ (Ef 2:8). Dodaję obecnie i ten cytat z Listu do Efezjan: ‘Pokój niech będzie braciom i miłość z wiarą od Boga Ojca i Pana Jezusa Chrystusa’ (6:8). Przytoczymy jeszcze następujący urywek z Listu do Filipian: ‘Wam bowiem dane jest dla Chrystusa, abyście nie tylko weń wierzyli, ale byście także dla niego cierpieli’ (1:29). Zatem i wiara wierzących, i nadzieja cierpiących – obie należą do łaski Bożej, bo obie, według Pawła, są darem Bożym. Zwróćmy uwagę zwłaszcza na stwierdzenie Apostoła: ‘A że mamy tegoż ducha wiary’ (2 Kor 4:13). Paweł nie mówi: ‘mamy wiedzę wiary’, ale ‘ducha wiary’. Nauczyciel Narodów dlatego tak się wyraził, żeby pojęli, że wiara to dar Boży, udzielany nawet niezależnie od naszych próśb. Te słowa miały nas pouczyć, że Bóg udziela nam innych dobrodziejstw z okazji modłów o wiarę. ‘Bo jakże będą wzywać tego, w kogo nie uwierzyli’ (Rz 10:14). A więc duch łaski sprawia, że posiadamy wiarę, ażeby przez nią uprosić sobie na modlitwie możność wykonania nakazów Prawa. Apostoł dlatego ustawicznie przenosi wiarę ponad Prawo, że tylko wtedy możemy wykonać nakazy Prawa, o ile dzięki wierze wyprosimy sobie na modlitwie potrzebną pomoc.


Nawrócenie serca wykazuje darmowość łaski

Jeżeli wiara należy tylko do dziedziny wolnej woli i nie jest darem Bożym, to dlaczego na modlitwie prosimy o wiarę dla tych, którzy nie chcą wierzyć? Nasze zabiegi byłyby bezskuteczne, gdybyśmy nie byli słusznie przekonani, że wszechmoc Boża może do wiary skłonić nawet przewrotną i przeciwną wierze wolę. Do drzwi wolnej woli Pan puka tymi słowy: ‘Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych’ (Ps 94, 8). Gdyby Bóg nie mógł usunąć zatwardziałości serca, nie powiedziałby za pośrednictwem proroka: 'Odejmę od nich serce kamienne, a dam im serce z ciała' (Ez 11, 19). Apostoł jasno wykazał w tych słowach zapowiedz Nowego Testamentu: ‘Listem naszym jesteście wy, napisanym nie atramentem, lecz Duchem Boga żywego; nie na tablicach kamiennych, ale na żywych tablicach serca z ciała’ (2 Kor 3, 2—5). Nie sądźmy, jakoby słowa te miały do życia cielesnego zachęcać chrześcijan, którzy winni żyć w duchowy sposób. Tu zatwardziałe serca przyrównuje się do nie czującego kamienia; stąd można tez porównać serce rozumiejące do ciała, które czuje. Tak bowiem wyraża się Ezechiel prorok: ‘I dam im serce inne, i ducha nowego dam im, i wyrwę serce kamienne z ciała ich i dam im serce z ciała czułe, żeby chodzili według przykazań moich i zachowywali moje rozkazy, i pełnili je, aby byli mi ludem, a ja bym był Bogiem ich, mówi Pan’ (Ez 11, 19—20). Czyż zatem nie jest niedorzecznością twierdzić, ze usuniecie serca kamiennego nastąpiło wskutek zasługi dobre j woli ludzkiej? Przecież serce kamienne oznacza wlanie wolę zatwardziałą i nieugiętą wobec Boga. Gdzie istnieje uprzednio dobra wola, tam nie ma serca zatwardziałego.

W innym miejscu Bóg bardzo wyraźnie ukazuje przez tegoż proroka, ze dokonał wielkich czynów nie ze względu na jakieś zasługi Żydów, ale dla sławy swojego Imienia: ‘[Nie dla was] Ja czynię, domu Izraela, ale dla imienia mego świętego, któreście znieważyli wśród narodów, do których weszliście. I uświęcę imię, moje wielkie, które znieważyliście wśród narodów, które znieważyliście pośród nich, aby poznały narody, żem ja Pan, mówi Pan zastępów, gdy się uświęcę przez was przed oczyma ich. Bo wezmę was z narodów i zgromadzę was ze wszystkich ziem, i sprowadzę was do ziemi waszej. I pokropię was wodą czystą i będziecie oczyszczeni od wszystkich nieczystości waszych, i od wszystkich bałwanów waszych oczyszczę was. I dam wam serca nowe, i dam wam ducha nowego, i będzie wyjęte serce kamienne z ciała waszego, i dam wam serce z ciała. I ducha mego dam wam, i uczynię, ze według rozkazów moich chodzić, sądów moich strzec i czynić je będziecie’. Kto nie widzi, kto nie czuje, ze Bóg udziela tej łaski niezależnie od zasług dobrej woli, ten musi być ślepcem albo z kamienia, gdyż nie pojmuje słów i świadectwa Pańskiego: ‘Ja czynię, domu Izraela, ale dla imienia mego świętego’. Dlaczego Bóg powiedział: ‘Ja czynię, ale dla imienia mego świętego’? Tylko dlatego, by Żydzi nie przypisywali wielkich czynów Bożych swoim zasługom. Tego właśnie nie wstydzą się twierdzić pelagianie. Pan wskazuje, ze Żydzi nie tylko nie mieli wcale zasług poprzedzających udzielenie łaski, ale co więcej, dopuścili się złych czynów przed otrzymaniem łaski. Któż nie widzi, jak strasznym złem jest zniewaga imienia Pańskiego? A jednak ze względu na samo imię moje — mówi Pan — któreście znieważyli, a nie ze względu na was, uczynię was dobrymi. ‘I uświęcę imię moje wielkie, które znieważyliście wśród narodów, które znieważyliście pośród nich’. Imię Jego, które wyżej nazwał Bóg świętym, święci się. O to właśnie prosimy w Modlitwie Pańskiej: ‘Święć się imię Twoje’, to znaczy, aby święciło się imię Boże, wśród ludzi; to imię, które jest samo przez się bez wątpienia święte. Wreszcie Pan dodaje: ’I będą wiedziały narody, żem ja Pan, mówi Pan, gdy się uświęcę w was’. Aczkolwiek Bóg jest święty, uświęca się jednak w obdarowanych łaską, usuwając z nich serce zatwardziale, znieważające imię Pańskie.

Udział wolnej woli

W tym stanie rzeczy, ażeby zapobiec mniemaniu o nieużyteczności wolnej woli ludzkiej, powiedziane jest w psalmie: ‘Nie zatwardzajcie serc waszych’ (94, 8). A za pośrednictwem Ezechiela Pan napomina Żydów: ’Odrzućcie od siebie całą bezbożność waszą, której bezbożnie dopuściliście się, a uczyńcie sobie serce nowe i ducha nowego. Czemu macie umierać, domu Izraelów? mówi Pan. Bo nie chcę śmierci umierającego, mówi Pan, nawróćcie się, a będziecie żyli’ (18, 31—32). Pamiętajmy, że do Tego, który mówi: ’Nawróćcie się, a będziecie żyli’, mówimy: ’Nawróć nas, Boże’ (Ps 84, 5). Pamiętajmy, ze On mówi: ,’Odrzućcie od siebie całą bezbożność waszą’, choć sam ‘może usprawiedliwić grzesznika’ (Rz 4, 5). Pamiętajmy też, że Ten, który powiedział: ‘Uczyńcie sobie serce nowe i ducha nowego’, jest Tym, co powiedział: ’Dam wam serce nowe i ducha nowego’ (Ez 36, 26). Jak uzgodnić te dwa zdania: ‘Uczyńcie sobie’ i ,’dam wam’? Dlaczego Bóg rozkazuje, jeśli sam jest dawcą? Dlaczego daje, jeśli człowiek ma spełnić rozkaz? Dlaczego? Ponieważ daje to, co nakazuje, kiedy dopomaga człowiekowi, aby spełnił otrzymany rozkaz Boży. Zawsze posiadamy wolną wolę, ale nie zawsze dobrą. Wolna wola albo jest wolna od sprawiedliwości, służąc grzechowi, wówczas jest zła; albo jest wolna od grzechu, służąc sprawiedliwości, i wtedy jest dobra. Łaska zaś Boża zawsze jest dobra i dobrą wolą darzy człowieka, który poprzednio miał złą wolę. Dzięki łasce zaczątek dobrej woli dochodzi do takiej siły, że — mocno i doskonale chcąc — jest w stanie wypełnić Boże przykazania przyjęte przez wolę. Do tego odnoszą się słowa Pisma: ‘Jeśli będziesz chciał, będziesz chował przykazania’ (Ekl 15, 16—LXX). Zatem kto chce, a nie może wykonać przykazań, niech uzna słabość swej woli i niech prosi o wolę na tyle potężną, by wystarczyła do wykonania przykazań. Na tym polega pomoc Boża, ze uzdalnia człowieka do pełnienia rozkazów Bożych. Wtedy wola jest pożyteczna, gdy umożliwia wykonanie przykazań i wtedy pożyteczną jest możność wykonania, gdy łączy się z wolą. Do czego służy wola, jeśli nie możemy podołać obowiązkom, które pragniemy spełnić, albo kiedy nawet możliwych nie chcemy wykonać?" (Św. Augustyn, "Traktaty o łasce", str. 130-133) 

wtorek, 10 stycznia 2012

Rozpoczęliśmy Nowy Rok 2012. Co nam przyniesie? Wszyscy zadajemy sobie to pytanie. Nadzieje i oczekiwanie łączą się z obawami i strachem. Poruszani tymi sprzecznymi pytaniami i uczuciami patrzymy na rozpoczęty Nowy Rok. Kościół poświęcając pierwszy dzień Nowego Roku Maryi - świętej Bożej Rodzicielce, pragnie, abyśmy ten nowy czas zaczęli z Matką Pana i naszą.

Boże macierzyństwo jest wielkim darem, największym z wszystkich, jakie otrzymała Maryja. Większy od Jej Niepokalanego Poczęcia. Maryja w cudowny sposób została zachowana od grzechu pierworodnego, aby stać się godnym mieszkaniem dla Boga. Bóg uczynił Maryję Niepokalaną, i w ten sposób uświęcił Ją i przygotował do Bożego macierzyństwa. Boże macierzyństwo jest to dar większy od wszystkich darów i łask, jakie jakiekolwiek stworzenie otrzymało od Boga.

A jednak, pomimo takiego wyróżnienia, życie zewnętrzne Maryi wydaje się bardzo zwykłe, może nawet szare, podobnie jak życie milionów innych ludzi wypełnione radościami i cierpieniem. Przejdźmy teraz pokrótce Jej życie kierując się światłem rzucanym przez Ewangelię.

Natchniona przez Ducha Świętego Maryja złożyła Bogu ślub dziewictwa. Nie znajdziemy tego wyrażone w sposób wyraźny w biblijnym tekście, jednak taki jednak wniosek możemy wyciągnąć analizując scenę Zwiastowania, a zwłaszcza Jej pytanie: "Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?" A przecież Maryja była już zaręczona z Józefem. Wkrótce mieli zamieszkać razem. Maryja wiedziała, że w małżeństwie przychodzą na świat dzieci. Jej pytanie nie ma sensu, jeśli wykluczymy ślub dziewictwa.

Nie była to praktyka powszechna w Izraelu. Raczej odwrotnie. Dziewictwo nie było wartością pozytywną w świadomości Izraelitów. Bezdzietność była uważana przez nich za znak Bożego przekleństwa i hańbę w oczach ludzi. Trzeba dodać, że w tym czasie w narodzie izraelskim obecne było bardzo żywe oczekiwanie Mesjasza. Każde dziecko płci męskiej było potencjalnym Mesjaszem, a jego matka matką Mesjasza.

Maryja o tym wiedziała. Wiedziała też, że sama z siebie nie miała nic, co mogłaby ofiarować Bogu, którego kochała ponad wszystko. Ślub dziewictwa, który Maryja złożyła Bogu, był ofiarowaniem Mu jedynej szansy, która miała. Była to szansa zostania matką. Jej ślub dziewictwa jest pochwałą małżeństwa i macierzyństwa. Bo Panu Bogu możemy składać ofiarę tylko z tego, co jest dobre. Dziewictwo nie jest wielkie samo z siebie. Ma znaczenie tylko wtedy, gdy podejmowane jest dla królestwa niebieskiego. Wielkie jest małżeństwo, ojcostwo i macierzyństwo. Maryja czując, że sama z siebie nie ma nic, co mogłaby złożyć Panu Bogu, ofiaruje Mu swoje pragnienie macierzyństwa i szansę zostania matką, w tym także matką Mesjasza.

Bogu podoba się ta ofiara i przyjmuje ją. Zwiastowanie jest potwierdzeniem Jej ślubu dziewictwa i odpowiedzią na Jej pragnienie macierzyństwa. Bóg zachowując dziewictwo Maryi czyni Ją matką. Dla Boga nie ma bowiem nic niemożliwego. Połączenie dziewictwa i macierzyństwa dla ludzi jest niemożliwe, ale nie dla Boga! Jakże wiele kobiet w przeszłości i dzisiaj pragnie również połączyć dziewictwo i macierzyństwo, ale w sposób dokładnie odwrotny, niż miało to miejsce u Matki Pana.

Ale wróćmy do Niepokalanej i do Zwiastowania. Jej dziecko będzie Mesjaszem, królem, który zasiądzie na tronie Dawida. Więcej, będzie prawdziwym Synem Bożym. Na hojność Maryi Bóg odpowiada jeszcze większą hojnością. Zwiastowanie jest dla Maryi wielką radością.

Podobnie narodzenie Jezusa. Ale wtedy też pojawiło się pierwsze cierpienie. Maryja przekonuje się, że naród izraelski, chociaż można by sądzić, że jest w nim obecne żywe pragnienie i oczekiwanie przyjścia Mesjasza, to tak naprawdę, kiedy przychodzi spotyka zamknięte drzwi i serca tych, do których przyszedł. Dla Jej Dziecka nie było miejsca w żadnej gospodzie betlejemskiej.

Czterdziestego dnia Maryja w świątyni przedstawia Bogu swego Syna. Wtedy Symeon przepowiada Jej, ze Jej Syn będzie znakiem, któremu sprzeciwiać się będą, a Jej duszę przeniknie miecz boleści. Ta przepowiednia zacznie się bardzo szybko wypełniać, bo już wkrótce Herod godzi na życie Dziecięcia. Ginie około dwudziestu dzieci betlejemskich. Święta Rodzina musi uciekać do Egiptu. Maryja dzieli los tułaczy i ludzi bez Ojczyzny. Ale przepowiednia Symeona znajdzie swoje pełne wypełnienie wiele lat później, na Golgocie.

Kolejna boleść to poszukiwanie dwunastoletniego Jezusa. Jego znalezienie na trzeci dzień było wielką radością dla Maryi. Nie rozumie odpowiedzi Jezusa: "Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Te słowa i wydarzenia są dla Bogurodzicy przedmiotem rozważań. Maryja powoli zaczyna rozumieć, że Jej Syn jest nie tylko dla Niej, ale także dla innych. Maryja jest Matką Pana, ale przede wszystkim jest Jego uczennicą; uczy się oddawać swego Syna Bogu i ludziom.

Tak dzieje się, kiedy Jezus dorośnie i zacznie działalność publiczną. Jest dla wszystkich: dla dzieci, dla grzeszników, dla celników, nierządnic; wydaje się, ze dla Niej jakby nie miał czasu. Ewangelista Marek opisuje sytuację, kiedy Pan Jezus nauczał w domu, a Maryja chciała się z Nim zobaczyć. Na Jej prośbę odpowiedział wskazując na słuchające Go tłumy: ,,Oto moja matka i moi bracia". To oddawanie Syna ma swój punkt kulminacyjny na Golgocie. Z wysokości krzyża Jezus wskazując na Jana, zwraca się do Niej: ,,Niewiasto, oto syn Twój". Wtedy tez Maryja staje się naszą Matką. I dzisiaj, u początku nowego roku kalendarzowego Maryja jest Tą, która daje nam swojego Syna. Daje nam Jezusa, abyśmy stali się Jego braćmi i dziećmi Bożymi. Maryja daje nam Jezusa, abyśmy z Nim i w Jego imię rozpoczęli ten Nowy Rok.

W tym dniach składamy sobie życzenia. Ponieważ życie Jezusa i Maryi nie było wolne od cierpień, dodajmy niezasłużonych, dlatego jest czymś złudnym oczekiwanie, że nasze życie będzie go pozbawione. Dobrze to zrozumiał anonimowy autor życzeń bożonarodzeniowych i noworocznych pochodzący z Irlandii. Niech jego słowa wyrażą moje życzenie dla Czytelników tego bloga:

Nie życzę Ci, aby nad Tobą nie przeszła żadna chmura cierpienia; nie tego, aby Twoje życie było usłane różami; nie tego, byś nigdy nie wylał łez żalu; nie tego, byś nigdy nie odczuł bólu… Nie, nie tego Ci życzę.
Ponieważ łzy oczyszczają serce, cierpienie uszlachetnia duszę, ból i bieda przybliżają nas do ukochanej Matki Dziecięcia z Betlejem i zapewniają pociechę Jej uśmiechu.
Moim życzeniem dla Ciebie jest to: abyś w swoim sercu zachował jaśniejące wspomnienie każdego dobrego dnia Twojego życia; abyś był dzielny w godzinie próby, gdy będzie położony krzyż na Twoje ramiona; kiedy góra, na którą musisz wejść, wyda Ci się przeogromna, a światło nadziei bardzo dalekie.
Aby każdy dar Ducha, którym Cię Bóg obdarzył, rósł wraz z latami i niech Ci służy do tego, abyś serca tych, których kochasz, napełniał radością.
Abyś w każdej chwili swojego życia miał przyjaciela, który będzie wart Twojej przyjaźni i któremu z zaufaniem będziesz mógł podać rękę.
Życzę Ci, aby w każdej godzinie radości i cierpienia był z Tobą przynoszący radość uśmiech Bożej Dzieciny.


Do tych życzeń chcę dodać życzenie, aby Dzieciątko Jezus uczyło Cię z ufnością wołać do Boga „Abba, Ojcze”. 

sobota, 07 stycznia 2012

Wiara źródłem dobrych uczynków

W końcu oświadcza św. Paweł: ‘Wiarym dochował’ (2 Tm 4:7), lecz mówi to ten sam, który gdzie indziej powiedział: ‘Miłosierdzia dostąpiłem, abym był wierny’ (1 Kor 7:25). Nie powiedział: ‘Miłosierdzia dostąpiłem, ponieważ byłem wierny’, lecz: ‘abym był wierny’. W ten sposób Apostoł wykazuje, że wiarę posiadać można tylko z miłosierdzia Bożego; nadto podnosi jej darmowy charakter. Najwyraźniej uczy o tym św. Paweł, kiedy mówi: ‘Łaską zostaliście zbawieni przez wiarę, i to nie jest z was, bo i ona jest darem Bożym’. Mogliby bowiem powiedzieć [pelagianie]: ‘otrzymaliśmy łaską sami, ponieważ uwierzyliśmy’, w ten sposób przypisując sobie wiarę, a Bogu łaskę. Dlatego to Apostoł, powiedziawszy: ‘przez wiarę’, dodaje: ‘nie z uczynków, aby się nikt przypadkiem nie chlubił’ (Ef 2:8-9). Pisząc to zdanie św. Paweł nie zaprzeczył potrzebie dobrych uczynków, ani nie podważył ich wartości; przecież sam mówi, że ‘Bóg oddaje każdemu według jego uczynków (por. Rz 2:8). Lecz, zdaniem Apostoła, uczynki są z wiary, a nie wiara z uczynków. Stąd Bóg jest u początku wszystkich uczynków sprawiedliwości, u kolebki wiary, o której rzekł Nauczyciel Narodów: ‘Sprawiedliwy z wiary żyje’ (Rz 1:17).

Ludzie nie pojmując słów Apostoła: ‘Sądzimy bowiem, że sprawiedliwy staje się przez wiarę bez uczynków Zakonu’ (Rz 3:28), mniemali, że jego zdaniem człowiekowi wystarczy sama wiara, choćby i żył źle i nie miał dobrych uczynków. W żadnym wypadku nie był to pogląd tego, który był ‘naczyniem wybranym’ (por. Dz 9:15). To prawda, że Paweł stwierdza w Liście do Galatów: ‘Albowiem w Chrystusie Jezusie nie znaczy nic, ani obrzezanie, ani jego brak’, ale zaraz dodaje: ‘lecz wiara przez miłość czynna’ (Ga 5:6). Taka właśnie wiara oddziela wiernych Bogu od nieczystych szatanów, bo i oni, jak mówi Apostoł Jakub: ‘Wierzą i drżą’ (2:19), ale nie czynią dobrze: nie mają więc tej wiary, którą żyje sprawiedliwy, to jest wiary czynnej przez miłość, dzięki której Bóg daje mu życie wieczne zgodnie z jego uczynkami. Lecz ponieważ także i dobre uczynki otrzymujemy od Boga, od którego mamy i wiarę, i miłość, przeto tenże Nauczyciel Narodów nazwał życie wieczne łaską.


Jak można zasłużyć na niebo, jeśli jest ono darem Bożym?

I stąd powstaje niemałej wagi zagadnienie, które z łaską Bożą musimy rozwiązać. Jeśli życie wieczne jest nagrodą za dobre uczynki, zgodnie z bardzo wyraźną nauką Pisma św.; ponieważ ‘ Bóg odda każdemu według uczynków jego’ (Rz 2:6); jakże życie wieczne może być łaską, skoro łaski nie otrzymujemy za uczynki, lecz darmo? Przecież ten sam Apostoł powiada: ‘Także wszakże, który pracuje, nie poczytuje się zapłaty za łaskę, ale za rzecz należną’ (Rz 4:4). I znowu św. Paweł: ‘Według łaski wybrania reszta została zbawiona’, do których to słów dodaje następujące wyjaśnienie: ‘Jeżeli z łaski, to już nie z uczynków, bo inaczej łaska nie jest łaską’ (Rz 11:6). Czyżby życie wieczną było łaską uzyskaną dzięki uczynkom? A może Apostoł nie nazwał życia wiecznego łaską? Tak wyraźnie to powiedział, że w żadnym przypadku nie można zaprzeczyć, że i jak świadczą jego słowa Listu do Rzymian, nie pragnie mieć [w tym] mieć bystrego badacza, lecz tylko pilnego słuchacza. Paweł zatem, stwierdziwszy, że ‘zapłatą grzechu jest śmierć’, natychmiast dodaje: ‘Łaska Boża to żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym’ (Rz 6:23).


Nasze zasługi są darem Bożym

Wyżej przedstawione zagadnienie wydaje się nierozwiązalne, jeśli dobrym uczynkom, za które Bóg daje żywot wieczny, odmówimy charakteru łaski Bożej. Z tej właśnie racji mówi Pan Jezus: ‘Beze Mnie nic uczynić nie możecie’ (J 15:5); a Apostoł napisał do Efezjan: ‘Łaską zostaliście zbawieni przez wiarę, i to nie z was, bo jest ona darem Bożym, aby się przypadkiem nikt nie chlubił (2:8-9). Wszakże św. Paweł dostrzegał możliwość takiego wykładu wyżej zacytowanych słów, który by przekreślał konieczność dobrych uczynków dla wiernych i głosił wystarczalność samej tylko wiary. Widział również zagrażającą ludziom możliwość popadnięcia w zarozumiałość, wypływającą z rzekomej samowystarczalności w czynieniu dobrze. Dlatego zaraz dodaje: ‘Albowiem dziełem Jego jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie na dobre uczynki, które Bóg przedtem przygotował, abyśmy je pełnili’ (Ef 2:10). Co to znaczy, że św. Paweł, zalecając łaską w tych słowach: ‘Nie z uczynków, aby się kto przypadkiem nie chlubił’, uzasadnia to zdanie w sposób następujący: ‘Jego bowiem jesteśmy dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych uczynków’? Co zatem znaczy: ‘Nie z uczynków, aby się przypadkiem nikt nie chlubił’? Lecz słuchaj i zrozum. Apostoł powiedział: ‘Nie z uczynków – jako twoich istniejących z ciebie i przez ciebie; lecz z tych, ze względu na które Bóg cię uczynił i stworzył’, to bowiem wyraża tymi słowy: ‘Dziełem Jego jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie’.

Nie to stworzenie, przez które staliśmy się ludźmi, ma na myśli św. Paweł; lecz to, o którym mówił (oczywiście będący już człowiekiem) Psalmista:; ‘Serce czyste stwórz we mnie, Boże’ (Ps 50:12). O takim stworzeniu mówi Apostoł: ‘Jeśli tedy kto jest w Chrystusie, jest nowym stworzeniem: dawne rzeczy przeminęły, oto wszystko nowym się staje. A wszystko z Boga’ (2 Kor 5:17-18). Bóg nas utworzył, to jest ukształtował i stworzył ‘dla dobrych uczynków’, których my nie przygotowaliśmy, lecz Bóg przygotował, abyśmy je pełnili

Przeto najmilsi, jeśli nasze dobre życie nie jest niczym innym niż łaską Bożą, to bez wątpienia i życie wieczne, będące nagrodą na dobre życie, jest łaską daną darmo, bo darmo Bóg daje dobre życie, wynagradzając je życiem wiecznym. Wszakże dobre życie, wynagradzane życiem wiecznym, jest tylko łaską, podczas gdy życie wieczne, które nagradza życie wieczne, jest łaską za łaskę, jakoby słuszną zapłatą, aby prawdą się okazało, co nią jest rzeczywiście, że Bóg ‘odda każdemu według uczynków jego’ (Mt 16:27).


Niebo jest »łaską za łaskę«. Niezbędna jest współpraca wolnej woli.


Może zapytacie się czyśmy w Piśmie św. czytali: ‘Łaską za łaskę’. Macie przecież Ewangelię według Jana, jaśniejącą tak niezwykłym światłem, gdzie Jan Chrzciciel mówi o Chrystusie Panu: ‘A z pełności Jego myśmy wzięli łaskę za łaskę’ (J 1:16). Z Jego więc pełni wzięliśmy, stosownie do naszej wiary, jakoby nasze ‘cząstki’, abyśmy dobrze żyli. Przecież ‘Bóg podzielił miarę wiary’ (Rz 12:3), ponieważ ‘każdy ma własny dar od Boga, jeden tak, a drugi inaczej’ (1 Kor 7:7), chociaż jest ta sama łaska. Ponadto otrzymamy ‘łaskę za łaskę’, kiedy Bóg da nam życie wieczne, o którym mówi Apostoł: ‘Łaska Boża to żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym’ (Rz 6:23), stwierdziwszy przedtem, że zapłatą grzechu jest śmierć’. Słusznie nazwał śmierć ‘zapłatą’, ponieważ śmierć wieczną otrzymuje się jako należność za służbę szatanowi. Apostoł mógł powiedzieć, i słusznie powiedziałby: ‘Zapłatą zaś sprawiedliwości życie wieczne’; jednak wolał powiedzieć: ‘A łaska Boża to żywot wieczny’, abyśmy pojęli, że Bóg nas prowadzi do życia wiecznego nie za zasługi nasze, lecz dzięki zmiłowaniu swemu. O tym mówi w Psalmie mąż Boży zwracając się do duszy swojej: ‘Wieńczy cię litością i miłosierdziem’ (Ps 102:4). Czy nie za dobre uczynki swoje otrzymuje człowiek wieniec? Oczywiście, lecz ponieważ dobrze uczynki w ludziach wykonuje Ten, o którym mówi Apostoł: ‘Albowiem Bóg jest tym, który w was działa chęć i sprawia wykonanie według swego upodobania’ (Flp 2:13), Psalmista powiedział: ‘Wieńczy cię litością i miłosierdziem’, ponieważ z Jego zmiłowania spełniamy dobre uczynki, za które otrzymujemy wieniec. Wszakże nie wolno myśleć, by Apostoł znosił wolną wolę przez wyżej cytowane słowa: ‘Albowiem Bóg jest tym, który w was sprawia wykonanie według swego upodobania’. Gdyby tak było, nie powiedziałby przedtem: ‘Z bojaźnią i drżeniem o wasze zbawienie się troszczcie’ (Flp 2:12). Nakazując Filipianom działanie, Apostoł odwołuje się do ich wolnej woli. Dlatego jednak zaleca tym wiernym pracować ‘z bojaźnią i drżeniem’, aby nie przypisywali dobrych uczynków sobie i nie wynosili się z ich racji jako czegoś własnego. To tak, jak gdyby ktoś zapytał Apostoła mówiąc do niego: »Dlaczego rzekłeś ‘z bojaźnią i drżeniem’?« i taką otrzymałby odpowiedź: ‘Albowiem Bóg jest tym, który w was wywołuje [chęć]’. Jeśli się lękacie i drżycie, to znaczy nie wynosicie się z powodu waszych dobrych uczynków, ponieważ Bóg je w was wykonuje’. (św. Augustyn, „Traktaty o łasce”, str. 121-124) 

piątek, 06 stycznia 2012

Pismo św. wykazuje wolność woli

Bóg zaś objawił nam w swoim Piśmie, że człowiek posiada wolną wolę. Przypominam wam sposób objawienia tej prawdy słowami nie ludzkimi, lecz Boskimi. Najprzód same przykazania Boże nie byłyby człowiekowi pożyteczne, gdyby nie miał wolnej woli. Wszak ona je zachowuje i w ten sposób człowiek dochodzi do obiecanej nagrody. Po to Bóg dał przykazania, by człowiek nie usprawiedliwiał się niewiedzą, jak to Pan w Ewangelii mówi o Judejczykach: ‘Gdybym był nie przyszedł i nie mówił do nich, nie mieliby grzechu. Lecz teraz nie mają wymówki z grzechu swego’ (J 15:22). O jakim grzechu mówi Pan? Przecież tylko o owym wielkim grzechu, którego mieli się dopuścić zabijając Go. Przytoczone słowa Zbawiciela dowodzą, że z góry o tym wiedział. Żydzi nie byli bez winy nawet przed przyjściem do nich Chrystusa w ciele. Podobnie mówi Apostoł: ‘Spada bowiem gniew Boży z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy prawdę Bożą zagłuszają, ponieważ to, co można poznać o Bogu, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił. Bo niewidzialne Jego przymioty, nawet wiekuista moc Jego i Bóstwo, od stworzenia świata przez dzieła Jego dla umysłu widzialne się stały, tak że od winy wymówić się nie mogą’ (Rz 1:18-20). Apostoł nazywa ich ‘niewymówionymi’, bo nie uznaje usprawiedliwienia, jakim zwykle posługuje się pycha ludzka: gdybym wiedział, uczyniłbym; dlatego nie uczyniłem, że nie wiedziałem, albo: gdybym wiedział, uczyniłbym; dlatego nie uczynię, że nie wiem. To usprawiedliwienie traci swą moc, kiedy ludzie otrzymują przykazanie lub gdy udziela się im pouczenia, jak unikać grzechu. (...)

Nie wolno obciążać Boga odpowiedzialnością za własne grzechy

Lecz są ludzie, którzy usiłują zasłonić się Bogiem. Do nich zwraca się Apostoł Jakub: ‘Niech nikt doznając pokusy nie mówi, że przez Boga jest kuszony, albowiem Bóg nie podlega pokusie do złego i sam nikogo nie kusi. Lecz każdego kusi pociąg i przynęta pożądliwości. A dopiero potem, gdy pożądliwość owoc wydaje, rodzi grzech, a grzech dokonany rodzi śmierć’ (1:13-15). Tym, którzy szukają podobnego usprawiedliwienia, Księga Przypowieści Salomona odpowiada: ‘Nierozsądek męża gwałci drogi jego; Boga oskarża w sercu swoim’. (18:22 LXX-19:3). A Autor Eklezjastyka mówi: ‘Nie mów: ze względu na Pana odstąpiłem, czego On nienawidzi, nie czyń. Nie mów: On mnie w błąd wprowadził, bo Mu nie potrzeba człowieka grzesznego. Wszelkiej obrzydliwości Pan nienawidzi i nie podoba się bojącym się Go. On na początku stworzył człowieka i pozostawił go w mocy rady jego. Jeśli będziesz chciał, zachowasz prawa i wiarę miłą. Kładzie przed tobą ogień i wodę; do czegokolwiek chcesz, wyciągnij rękę swoją. Przed obliczem człowieka życie i śmierć, a cokolwiek mu się podoba, będzie mu dane’ (15:11-18). Oto bardzo jasno widzimy, jak wyraźnie Pismo św. podkreśla wolność woli.

Zobowiązując wolę, Boże przykazania zakładają, że jest ona wolna

Co znaczy, że Bóg na tylu miejscach Pisma św. każe zachować i wypełniać wszystkie swoje przykazania? Po co rozkazuje, jeśli nie ma wolnej woli? Dlaczego za Psalmistą głosić, że szczęśliwym jest ten, którego ‘wola była w Zakonie Pańskim’? (Ps 1:7). Czy nie oznacza to, że człowiek przy pomocy woli opiera się na prawie Bożym? A wiele przykazań imiennie odwołuje się do woli, jak np.: ‘Nie daj się zwyciężyć złu’ (Rz 12:21) i inne podobne: ‘Nie bądź jak koń i muł, które nie mają rozumu’ (Ps 31:9); ‘Nie odtrącaj rad matki swojej’ (Prz 1:9); ‘Nie bądź we własnych oczach mądrym’ (Prz 3:7); ‘Nie odstępuj od karności Pańskiej’ (Prz 3:11); ‘Nie zaniedbuj Zakonu’ (Prz 3:1; 4:2); ‘Nie uchylaj się dobrze czynić biednemu’ (Prz 3:27); ‘Nie dopuszczaj się zła względem przyjaciela’ (Prz 3:29); ‘Nie słuchaj chytrej niewiasty’ (Prz 5:3); ‘Nie chciał zrozumieć, aby dobrze czynić’ (Ps 35:4); wreszcie: ‘Nie przyjęli karności’ (Prz 1:29), i tyle jeszcze innych niezliczonych tekstów Starego Testamentu wskazuje na wolną wolę człowieka. Ten sam dowód z nie mniejszą oczywistością znajdujemy w Księgach Nowego Testamentu w Ewangeliach i Listach apostolskich, gdzie czytamy: ‘Nie skarbcie sobie skarbów na ziemi’ (Mt 6:19), ‘Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało’ (Mt 10:28), ‘Kto chce za Mną iść, niech się zaprze samego siebie’ (Mt 16:24), ‘Pokój na ziemi ludziom dobrej woli’ (Łk 2:14). Tak samo słowa Apostoła Pawła: ‘Niechaj czyni, co zechce; nie zgrzeszy, jeżeli wyjdzie za mąż. Ale i ten, kto, wolny od przymusu, będąc panem swojej woli, powziął mocne postanowienie i w sercu swoim rozważył zachować córkę swą dziewicą, dobrze czyni’ (1 Kor 7:36-37). Podobnież mówi w dalszym ciągu tegoż Listu: ‘Jeżeli bowiem to czynię z własnej woli, mam zapłatę’ (9:17), oraz gdzie indziej wyrażając się, jak następuje: ‘Bądźcie trzeźwi, jak należy, i nie grzeszcie’ (15:34). Także w Drugim Liście do Koryntian czytamy: ‘Aby jak ochocza była chęć, tak też było i wykonanie z tego, co macie’ (8:11). Do Tymoteusza zaś zwraca się św. Paweł: ‘Bo gdy miłowały [wdowy] dobrobyt żyjąc w Chrystusie, chcą iść za mąż’ (1 Tm 5:11). W Drugim Liście do tego samego ucznia swojego stwierdza: ‘Lecz wszyscy, którzy chcą żyć zbożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowania cierpieć będą’ (3:12). Samego zaś Tymoteusza napomina w następujący sposób: ‘Nie zaniedbuj danej ci łaski’ (1 Tm 4:14), a do Filemona mówi: ‘Żeby dobrodziejstwo twoje nie było jakoby z przymusu, ale z twojej woli’ (Flm 14). Nawet niewolników upomina, by panom swoim ‘służyli z serca z dobrą wolą’ (Ef 6:6-7). Podobnie Jakub Apostoł poucza: ‘Nie błądźcie, bracia moi, i nie miejcie wiary w Pana naszego Jezusa Chrystusa ze względu na osoby’ (2:1), oraz: ‘Nie uwłaczajcie jeden drugiemu’ (4:11). Również Jan w swoim Liście woła: ‘Nie miłujcie świata’ (1 J 2:15) i w tym podobnie, gdzie się mówi: ‘Nie chciej tego, lub nie chciej tamtego’; względnie, gdzie Boże upomnienia wymagają współpracy woli dla wykonania jakiegoś czynu lub poniechania go, a więc tym samym dostatecznie wykazują istnienie wolnej woli. Niech zatem nikt nie oskarża w sercu swoim Boga, ale niech każdy przypisuje sobie swój grzech. A kiedy ktoś spełnia jakiś uczynek po Bożemu, niech nie oddziela go od swojej własnej woli. Kiedy czyn jest dobrowolny, wtedy należy go uznać za dobry i spodziewać się za ów dobry uczynek nagrody od Tego, o którym mówi Pismo, że ‘odda każdemu według uczynków jego’ (Mt 16:27). (św. Augustyn, „Traktaty o łasce”, str. 110-112)

wtorek, 27 grudnia 2011

Pod notką "Obraz Boga u kalwinistów" w salonie24, jeden z komentatorów napisał:

Doktryna predestynacji zajmuje ok. 5 % tekstu cytowanych instytucji. Nie jest istotą kalwinizmu.
Pochodzi od Augustyna, o ile nie od Pawła, ale to sprawa intepretacji. Tomasz z Akwinu tez uznawał predestynację, bardzo podobna jak Kalwin za tymże Augustynem.
Większość współczesnych protestantów, w tym reformowanych nie wierzy w predestynację.

Autorem tego komentarza jest użytkownik IANUS. Napisał o sobie, że jest tłumaczem "Instytucji" Kalwina z łaciny, które to tłumaczenie ukaże się w przyszłym roku.

Od razu chciałem sprostować jego wypowiedź. Tak, predestynacja rzeczywiście była uznawana przez św. Augustyna i św. Tomasza. Jednak nie była to nauka podobna, ale bardzo różna od tej uznawanej przez Kalwina. Stwierdzenie IANUSa świadczy o niezrozumieniu nauki tych Świętych i Doktorów Kościoła. Jednakże w tym wpisie nie chcę mówić na temat predestynacji uznawanej przez Kościół katolicki, ale zgodnie z tytułem, o predestynacji nauczanej przez współczesnych kalwinistów. Bo o ile większość protestantów rzeczywiście nie wierzy w predestynację, to nie spotkałem ani jednego kalwinisty, które nie uznawałby jakiejś formy predestynacji (najczęściej jest to predestynacja podwójna), chociaż często różni się ona od tej opisanej przez Kalwina w "Institutiones". Pragnę to uczynić prezentując poglądy udzielającego się na Frondzie pastora Pawła Bartosika. Oto fragment dyskusji z nim na jego blogu pod wpisem: "Do którego Boga jesteś podobny?":

PB: Kiedy więc jego wyznawca bije pokłony przed obiektem swojej czci, a więc w momencie, kiedy rzekomo jest najbliżej swojego boga, staje się do niego najbardziej niepodobny!

PK: A co można powiedzieć o czcicielach boga, który jednych z góry wybiera do zbawienia, a innych na podstawie tak samo uprzedniego postanowienia do potępienia?

PB: wybacz, ale nie masz pojęcia o biblijnej nauce o wybraniu.

Nawiasem mówiąc chcesz powiedzieć, że np. Św. Augustyn wierzył w "boga", a nie w Boga?

Nie wiem czy orientujesz się, ale przez długi czas to właśnie augustiańska (Pawłowa) nauka o łasce i wybraniu dominowała również w Twoim kościele.

Polecam:
- Traktaty o łasce - Św. Augustyna
- Bóg nam nic nie jest dłużny - L. Kołakowskiego
- Kanony Synodu w Orange z 529 r.

http://www.literatura.hg.pl/orange.htm


Chyba nie powiesz, że kościół zbłądził :)


PK: Taki osąd łatwo jest wydać. Trudniej udowodnić.

Nic nie wiem na temat, że św. Augustyn wierzył w podwójną predestynację. Ty coś wiesz?

Kościół do dzisiaj uznaje predestynację, ale nigdy nie była to nauka o podwójnej predestynacji.

Kościół nie zbłądził.
- Traktaty o łasce – nie czytałem. Jeśli zawiera twierdzenie, że Pan Bóg uprzednim wyrokiem przeznaczył jednych do zbawienia, a innych do potępienia, to proszę zacytuj.

Synod w Orange z 529 roku nie tylko, że nie zatwierdził nauki o wybraniu do potępienia, ale potępił takie stanowisko jako herezję. Z podsumowaniu kanonów jest takie stwierdzenie:

"Nie tylko, że nie wierzymy, że ktokolwiek został przeznaczony do złego mocą Bożą, ale stwierdzamy z całkowitym obrzydzeniem, że jeśli są tacy, którzy chcą wierzyć w coś tak złego, to są wyklęci."

A zdanie bezpośrednio je poprzedzające mówi o ... synergizmie zbawczym.

Teraz porównajmy je do nauki Kalwina:

"Przez predestynację rozumiemy wieczny dekret Boga, którym sam zadecydował, co ma się stać w odniesieniu do każdego człowieka. Wszyscy nie są stworzeni na tych samych warunkach, ale cześć jest przeznaczona do życia wiecznego, inni na potępienie; i konsekwentnie, jako taki został stworzony dla jednego lub drugiego przeznaczenia, mówimy, że został przeznaczony do życia lub do śmierci." ("Institutiones", księga III, rozdział 21, punkt 5. Jest to moje tłumaczenie angielskiego tekstu wziętego ze strony: http://www.ccel.org/ccel/calvin/institutes.v.xxii.html

Dalej uważasz, że kanony Synodu w Orange potwierdzają podwójną predestynację?

PS. Zarzucasz mi nieznajomość biblijnej nauki o łasce i historii Kościoła, a sam wykazujesz się nieznajomością, albo brakiem zrozumienia tekstów, które przywołujesz na poparcie swoim argumentów.

PB: Tak to jest tak się czyta bez zrozumienia. Placyd natrafił na podsumowanie kanonów Synodu w Orange i stwierdził, że ów synod potępił naukę o Bożym wybraniu do zbawienia (predestynację). Jaki fragment rzekomo o tym mówi? Cytuję:

"Nie tylko, że nie wierzymy, że ktokolwiek został przeznaczony do złego mocą Bożą, ale stwierdzamy z całkowitym obrzydzeniem, że jeśli są tacy, którzy chcą wierzyć w coś tak złego, to są wyklęci. Wierzymy również i wyznajemy dla swojego pożytku, że w każdym dobrym uczynku to nie my podejmujemy inicjatywę a następnie pomaga nam Bóg przez swoje miłosierdzie, ale to Bóg sam inspiruje nas zarówno do wiary w Niego, jak i do miłości ku Niemu bez jakichkolwiek wcześniejszych dobrych uczynków z naszej strony zasługujących na nagrodę."

Tylko o czym ten tekst mówi? Mówi, że potępienie człowieka NIE JEST spowodowane Bożym dekretem. Człowiek ginie na wieki z powodu WŁASNYCH grzechów. Nie ma on żadnego usprawiedliwienia ani wymówki ("Boże to była Twoja decyzja").

Zatem wybranie ku zbawieniu oraz potępienie człowieka (pozostawienie go w grzechach) nie są w Piśmie Św. SYMETRYCZNE jak przedstawia kalwinizm Placyd Koń. Najłatwiej jest polemizować z demonem, którego się samemu tworzy. Wiele napięć, problemów i niewygodnych pytań można w ten sposób uniknąć. Tyle, że Boże Słowo stoi nadal niewzruszone.

Świadectwo Pisma jest jasne mimo iż oczy niektórych nie chcą go dostrzec, a wola przyjąć.

"w nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego; w miłości (5) przeznaczył nas dla siebie do synostwa przez Jezusa Chrystusa według upodobania woli swojej" (Efezjan 1:3-4),

"Poganie słysząc to, radowali się i wielbili Słowo Pańskie, a wszyscy ci, którzy byli przeznaczeni do życia wiecznego, uwierzyli." Dz. Ap. 13:48

"Gdy zaś zapragnął przenieść się do Achai, bracia zachęcili go i napisali do uczniów, aby go przyjęli; gdy tam przybył, pomagał wielce tym, którzy dzięki łasce uwierzyli" - Dz. Ap. 18:27

"(...) i jak nadzwyczajna jest wielkość mocy Jego wobec nas, którzy wierzymy dzięki działaniu przemożnej siły jego" - Efezjan 1:19

"Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; (9) nie z uczynków, aby się kto nie chlubił." - Efezjan 2:8-9

"Albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie. " - Filipian 2:13

"ale to, co u świata głupiego, wybrał Bóg, aby zawstydzić mądrych, i to, co u świata słabego, wybrał Bóg, aby zawstydzić to, co mocne, i to, co jest niskiego rodu u świata i co wzgardzone, wybrał Bóg, w ogóle to, co jest niczym, aby to, co jest czymś, unicestwić, aby żaden człowiek nie chełpił się przed obliczem Bożym. " 1 Koryntian 1:27-29

"My jednak powinniśmy dziękować Bogu zawsze za was, bracia, umiłowani przez Pana, że Bóg wybrał was od początku ku zbawieniu przez Ducha, który uświęca, i przez wiarę w prawdę. " - 2 Tesaloniczan 2:13

"Nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym." - Ew. Jana 6:44


PK: Teraz moja wypowiedź, w której zawarłem fragment powyższej wypowiedzi pastora, na którą następnie daję odpowiedź:


PB: "Tak to jest tak się czyta bez zrozumienia. Placyd natrafił na podsumowanie kanonów Synodu w Orange i stwierdził, że ów synod potępił naukę o Bożym wybraniu do zbawienia (predestynację)."


PK: Placyd przeczytał całość, a nie tylko podsumowanie. Nie przekręcaj tego, co napisałem, a jest trochę wyżej. Napisałem, że Synod w Orange potępił podwójną predestynację, którą nauczał Jan Kalwin, nie zaś, że potępił predestynację.

................................

PB: "Tylko o czym ten tekst mówi? Mówi, że potępienie człowieka NIE JEST spowodowane Bożym dekretem. "

PK
: No właśnie. Czyli inaczej niż twierdził to Jan Kalwin w przytoczonych przeze mnie fragmentach „Institutiones”.


................................

PB: Zatem wybranie ku zbawieniu oraz potępienie człowieka (pozostawienie go w grzechach) nie są w Piśmie Św. SYMETRYCZNE jak przedstawia kalwinizm Placyd Koń.

PK: Nie mam problemów zgodzić się z brakiem symetrii. Jednak nie zgadzam się z takim jej ukazaniem. Bo pozostawienie w grzechach przy założeniu całkowitej niemocy człowieka, równoznaczne jest z pozytywnym potępieniem człowieka. Pan Bóg daje każdemu szansę. Nie dlatego, że musi; nie dlatego, że jest coś komuś dłużny, ale dlatego, że tak chce. Bo jest Miłością. Bo jest Miłosierdziem. Bo jest sprawiedliwością. Bo gdyby nie dał, a człowiek sam sobie pomóc nie może, to praktycznie oznaczałoby to potępienie przez odmowę pomocy. I potępiony w ten sposób mógłby powiedzieć: „Przecież wiedziałeś, że sam z siebie nie mogłem nic, a przecież mi nie pomogłeś”. Nie, nawet i tego nie będzie mógł powiedzieć idący na potępienie. Pan Bóg uczynił wszystko, aby każdy mógł dostąpić zbawienia. I jeśli ktoś z tego nie skorzysta, to będzie tylko jego własna wina, a nie fakt, że Pan Bóg pozostawił go w grzechach, bo nie zechciał mu pomóc.

Gdyby Pan Bóg pozostawił niektórych w grzechach, bo nie chciał im pomóc, to Pismo św. mówiłoby nieprawdę stwierdzając:

„Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy”. (1 Tm 2:3-4 BT)

„Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy - bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka - ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia” (2 P 3:9 BT).

Nie tylko, że Pan Bóg pragnął i pragnie zbawienia wszystkich, ale uczynił w tym celu wszystko, co mógł, bo nawet:
„… Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3:16 BT).

Pan Bóg dając swego Pierworodnego, dał WSZYSTKO, co miał, i uczynił wszystko, co mógł, aby każdy mógł być zbawiony.

A wracając do „symetrii”. To, co przedstawiłem, to nauka Jana Kalwina. Chyba nie zaprzeczysz, że jest tam obecna owa SYMETRIA, o której tu mówimy. W taką symetrię wierzą niektórzy z Twoich komentatorów, a w odejściu od nauki Kalwina widzą upadek współczesnego protestantyzmu.

.....................................

PB: Najłatwiej jest polemizować z demonem, którego się samemu tworzy.

PK
: Rzecz w tym, że nie musiałem go tworzyć. Ów demon pochodzi z pism Jana Kalwina.


......................................

PB: Wiele napięć, problemów i niewygodnych pytań można w ten sposób uniknąć. Świadectwo Pisma jest jasne mimo iż oczy niektórych nie chcą go dostrzec, a wola przyjąć.
"w nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego; w miłości (5) przeznaczył nas dla siebie do synostwa przez Jezusa Chrystusa według upodobania woli swojej" (Efezjan 1:3-4),
(...)

PK
: Wierzę w predestynację, jednak nie w predestynację podwójną. Ani też w to, że potępieni idą na potępienie, dlatego że Pan Bóg odmówił im swojej łaski (pomocy).


Postscpitum: Nauka o predestynacji jest nauką Biblii i Kościoła katolickiego. Najlepszą jaką znam książkę na ten temat napisał dominikanin, o. Reginald Garrigou-Langrange, promotor późniejszego papieża: "Predestination. The meaning of Predestination in Scripture and the Church".

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Boże Narodzenie - urodziny Chrystusa

Myślę, że wszyscy lubimy obchodzić urodziny. Chociaż pewnie z reguły nasza radość jest większa, kiedy kończymy 18-ty rok życia, niż gdy są to na przykład 40-te, 50-te, czy dalsze urodziny. Bo o ile te pierwsze są wyglądane z niecierpliwością, te następne już mniej, bo uświadamiają nam nasze przemijanie. Nie zmienia to jednak faktu, że jest w nas pragnienie, aby uczcić urodziny kochanej osoby. Zapraszamy gości, przygotowujemy coś niecodziennego, aby uczcić jubilata. Dzisiaj wspominamy szczególne urodziny, bo Jubilat jest szczególny. To sam nasz Pan Jezus Chrystus, Boży Syn, a nasz Zbawiciel, którego przyjście na świat świętujemy w sposób tak uroczysty. Odwieczny stał się jednym z nas; Słowo Boga stało się ciałem i zamieszkało między nami. Ten, który nie podlega żadnym ograniczeniom przyjął ludzkie ciało, a wraz z nim ograniczenia czasu i przestrzeni. To już ponad dwa tysiące lat temu według naszej ziemskiej rachuby czasu. Dla uczczenia tego faktu klękamy w czasie Credo na słowa mówiące o Jego wcieleniu.

Mamy dość mocne przesłanki, że 25 grudnia jest historyczną datą urodzin Pana. Pisał o tym Hiob. A jeśli nawet Pan Jezus urodził się w innym dniu, nie zmienia to faktu, że Boże Narodzenie jest wydarzeniem historycznym, czyli takim, które miało miejsce w historii. Zatem celebrujemy historyczne wydarzenie. Podkreślają to Ewangelie według św. Mateusza i św. Łukasza. Fragmenty tej ostatniej są używane w czasie Mszy św. o północy, tzw. Pasterki, i Mszy św. o świcie. W Ewangelii według św. Łukasza mamy do czynienia z opisem historycznego wydarzenia. Czytamy tam o spisie ludności, o cesarzu, o trudnościach w znalezieniu schronienia w mieście Betlejem, o pasterzach, itd.

Natomiast Prolog Ewangelii według św. Jana odczytywany podczas Mszy św. w ciągu dnia jest całkiem inny. Nie ma tam nic o rzeczach wspomnianych przeze mnie powyżej, które zostały opisane przez Łukasza. Może tylko znajdziemy aluzję do tego, że Maryja z Józefem w Betlejem nie znaleźli miejsca na przenocowanie.

O ile Łukasz pisze relację historycznych wydarzeń, Jan to przede wszystkim teolog. Nie znaczy to, że w Ewangelii według św. Łukasza nie ma refleksji teologicznej, czy też, że Ewangelia według św. Jana jest a-historyczna. Nie, raczej chodzi tu o różne priorytety i cele, które przyświecały Ewangelistom przy pisaniu Ewangelii. W tych różnych podejściach nie ma sprzeczności, ale uzupełnianie się.

Zacznijmy od św. Łukasza.

Zarówno w Ewangelii użytej w czasie Mszy św. o północy, jak i w tej o świcie wymieniona jest nazwa miasta, gdzie urodził się Pan Jezus. Jak wiadomo, “Betlejem", w hebrajskim “beth lehem”, oznacza “Dom Chleba”. W znaku chleba możemy dostrzec coś w rodzaju klamry spinającej całe życie Pana. Urodził się w Betlejem, czyli „Domu Chleba”, a pod koniec życia sam stał się Chlebem dla wielu. W ostatni wieczór przed swoją męką i śmiercią wziął chleb i podał swoim uczniom mówiąc: „Bierzcie i jedzcie. To jest Ciało Moje”. W elemencie chleba widzimy coś, co łączy początek i koniec ziemskiego życia naszego Zbawiciela.

Ale nie jest to jedyny element. Także wskazanie na żłóbek obecne zarówno w Ewangelii Pasterki, jak i w Mszy św. o świcie. Pan Jezus po urodzeniu został położony w żłóbku. Tak odnaleźli Go pasterze. Żłóbek to miejscu, gdzie owieczki znajdowały paszę. Możemy to wyjaśnić alegorycznie na dwa sposoby:

- żłóbek, miejsce gdzie pasterze karmili swoje baranki, jest aluzją, że Ten, który został w nim położony, sam stał się Barankiem Bożym gładzącym grzechy świata; słowa, które słyszymy w czasie Mszy św. I druga interpretacja, która podoba mi się bardziej:

- Ten, który po swoim urodzeniu został złożony w żłobie, przed swoją śmiercią stał się pokarmem dla swoich owieczek. Zatem w znaku żłobu możemy dostrzec drugi element łączący początek ziemskiego życia Pana Jezusa z jego końcem.


Teraz Ewangelia według św. Jana.

W tej Ewangelii możemy odnaleźć inny element łączący początek i koniec publicznej działalności Pana. Pierwszym znakiem był cud przemiany wody w wino na weselu w Kanie Galilejskiej. Ostatnim znakiem był Jego cud przemiany wina w swoją Krew.

Zauważmy, że te znaki: chleb i wino zostały użyte przez Pana w czasie Ostatniej Wieczerzy, są również używane podczas Mszy św. W czasie każdej Mszy św. Pan Jezus staje się obecny na ołtarzu – poeta powiedziałby, że na eucharystycznym Ołtarzu Pan się rodzi. Z kolei rozdzielenie postaci chleba i wina symbolizuje Jego śmierć tak, jak oddzielenie krwi od ciała oznacza śmierć. W końcu, na ołtarzu Pan Jezus zmartwychwstaje. I dokładnie takie, to znaczy zmartwychwstałe Ciało Pana Jezusa przyjmujemy w Komunii św. I wtedy nasze Ciało staje się Betlejem – Domem Chleba, bo przychodzi do niego Chleb żywy. I właśnie o takie Boże Narodzenie chodzi Panu Bogu.

W Prologu odczytanym w czasie Mszy św. w dzień słyszymy m.in. takie słowa:

„A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy”
(J 1:14 BT). Słowa budzące zdziwienie. Grota czy stajenka, miejsce, gdzie trzyma się zwierzęta, żłób, pasterze, pogardzani i uważani za nieczystych. Takie są okoliczności, w których Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. Gdzie zatem ta chwała? O jakiej chwale mówi Ewangelista? O chwale, którą Jednorodzony Syn otrzymuje … od ludzi? Nie, od Ojca.


Coś podobnego powtarza się, gdy w Ewangelii według św. Jana mowa o ukrzyżowaniu Pana. Wywyższenie na krzyżu u Jana jest także wywyższeniem w chwale. Jak to wytłumaczyć? Wydaje się, że najlepszym wytłumaczeniem jest takie: że wtedy, kiedy Pan ukrywa swą chwałą i po ludzku patrząc, wydaje się, że doznaje poniżenia, jak to miało miejsce w Jego narodzeniu czy krzyżowej śmierci, właśnie wtedy doznaje chwały od Ojca.

Także w Eucharystii Pan otoczony jest chwałą. Właśnie przez to, że ją ukrywa. Bo ukrywa nie tylko swoje bóstwo, ale także i człowieczeństwo. I narażony jest na profanację i świętokradztwo przez niegodne przyjęcie. A jednak, kiedy wierzymy, że pod postaciami chleba i wina On rzeczywiście rodzi się na ołtarzu i z wiarą i czystym sercem przyjmujemy Jego ciało zmartwychwstałe, to nie tylko, że Boże Narodzenie powtarza się w nas, ale także otrzymujemy zadatek udziału w Bożej chwale.

Podsumowując:

Na Boże Narodzenie dekorujemy kościół, nasze domy. I ten zewnętrzny wystrój ma na celu pomóc nam przeżyć atmosferę Bożego Narodzenia; ma na celu niejako przenieść do Betlejem za czasów Cezara Augusta. I dobrze jest, że tak się dzieje. Taki przykład dał nam św. Franciszek organizując w Greccio pierwszą żywą szopkę prawie osiemset lat temu.

I chociaż w zewnętrznym przejawie żywa szopka jest bardziej podobna do tego, jak wyobrażamy sobie grotę w Betlejem, to jednak bardziej prawdziwe, bo istotne jest Boże Narodzenie, które dokonuje się w Eucharystii, w czasie każdej Mszy św., niezależnie od tego, czy jest sprawowana w sposób tak uroczysty, jak dzisiaj czy tzw. cicha Msza św. odprawiana przez kapłana bez udziału ludu w prywatnej kaplicy klasztornej. Dlaczego? Bo w czasie każdej Mszy św. przychodzi Pan w sposób sakramentalny, tzn. niewidoczny, ale rzeczywisty; przychodzi na ołtarz po to, aby mógł zamieszkać w nas. On narodził się w Betlejem, a w czasie Mszy św. staje się obecny na ołtarzu po to, aby Boże Narodzenie mogło powtórzyć się w nas.

„A Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami”
. Kiedy uczestniczymy w Eucharystii i przyjmujemy Komunię św., wtedy te słowa zyskują nowe znaczenie: Odwieczne Słowo staje się ciałem i zamieszkuje nie tylko między nami, ale w nas, i przez wiarę już teraz oglądamy Jego chwałę, „chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy”. 

10:45, niebieski519
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 grudnia 2011

Inspiracją to tego tekstu był wpis pastora Pawła Bartosika: „Do którego Boga jesteś podobny?” Wydaje się, że te dwa zdania dobrze wyrażają przesłanie całości

„’Allach’, ‘Jehowa’, jednoosobowy bóg ściśle monoteistycznych religii nigdy nie oddaje czci komuś innemu ani dla nikogo się nie poświęca. Kiedy więc jego wyznawca bije pokłony przed obiektem swojej czci, a więc w momencie, kiedy rzekomo jest najbliżej swojego boga, staje się do niego najbardziej niepodobny!”

Zapragnąłem pójść za logiką tego tekstu i zastosować ją do wierzących w podwójną predestynację. Co rozumiem przez podwójną predestynację? Pogląd Jana Kalwina, według którego bóg na podstawie uprzedniego dekretu przeznaczył jednych do zbawienia, a innych na potępienie[1]. Pragnę podkreślić słowo „uprzedniego”, czyli wcześniejszego od zaistnienia ludzi, a więc ich dobrych i złych czynów. Można by to porównać do mężczyzny, który zanim został ojcem, postanowił, że pierwsze dziecko będzie traktował jak najlepiej i dołoży wszelkich starań, aby się dobrze rozwijało i było szczęśliwe, natomiast nad drugim będzie się znęcał – zadawał mu wszelkie możliwe do wyobrażanie katusze. Brzmi to nieprawdopodobnie i zniechęcająco? Zgadzam się. A jednak są tacy, którzy wierzą w takiego … boga. Przy czym w odniesieniu do Boga trzeba to podnieść do niekończonej potęgi: szczęście zbawionych jest dla nas niewyobrażalne, tak samo, jak cierpienie potępionych. Do tego dochodzi porównania czasu trwania: w pierwszym przypadku, w przypadku naszego wymyślonego ziemskiego ojca (jeśli to imię można nadać takiemu okrutnikowi i sadyście) jest to jakiś czas skończony; w przypadku drugim jest to cała wieczność: zawsze - zawsze, nigdy - nigdy.

Zapytajmy: skoro są tacy, którzy wierzą w boga, który na mocy swego odwiecznego postanowienia dla swojej przyjemności przeznacza jednych do zbawienia, a innych również dla swojej przyjemności przeznacza na potępienie[2], to kiedy czciciele takiego boga są najbardziej niepodobni do niego? Wtedy, kiedy starają się o pomyślność i szczęście wszystkich swoich dzieci. I dodajmy: i innych ludzi bez wyjątku, chociaż oczywiście w różnym stopniu. To znaczy, że jest czymś oczywistym, że nie poświęcą tyle samo uwagi dzieciom sąsiadów, co swoim, ale generalnie dobrze życzą wszystkim i chcą dobra wszystkich. Największym zaś dobrem jest zbawienie wieczne. A jednak, kiedy oni chcą, aby wszyscy ludzie byli zbawieni, stają się niepodobni do ich boga, który chce tego tylko dla wybranych, tak jak chce potępienia dla nie-wybranych. Dla swojej przyjemności.

Kiedy zaś czciciele boga Kalwina staliby się najbardziej podobni do obiektu ich czci? Właśnie wtedy, kiedy postępowałby jak ów wymyślony w naszym przykładzie ojciec. Przepraszam – potwór.

-----------------
[1] Przez predestynację rozumiemy wieczny dekret Boga, którym sam zadecydował, co ma się stać w odniesieniu do każdego człowieka. Wszyscy nie są stworzeni na tych samych warunkach, ale cześć jest przeznaczona do życia wiecznego, inni na potępienie; i konsekwentnie, jako taki został stworzony dla jednego lub drugiego przeznaczenia, mówimy, że został przeznaczony do życia lub do śmierci. (Jan Kalwin, „Institutiones”, księga III, rozdział 21, punkt 5. Jest to moje tłumaczenie angielskiego tekstu wziętego ze strony: http://www.ccel.org/ccel/calvin/institutes.v.xxii.html )

[2] Mówimy więc, że Pismo święte wyraźnie świadczy o tym, że Bóg w swoim wiecznym i niezmiennym planie określił raz na zawsze tych, których dla swojej przyjemności zechciał dopuścić do wiecznego zbawienia, i z drugiej strony tych, których dla swojej przyjemności przeznaczył do wiecznego potępienia. Uważamy, że to postanowienie, w odniesieniu do wybranych, opiera się jedynie na Jego miłosierdziu, bez odniesienia do zasług człowieka, podczas gdy ci, których skazuje na zagładę, są wykluczeni z dostępu do życia przez sprawiedliwy i wolny od wszelkich zarzutów, ale w tym samym czasie nieprzenikniony wyrok. (tamże, punkt 7). 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6