głównie z Bochenka Słowa Bożego, apologetyka
RSS
poniedziałek, 04 maja 2015

Do tej pory bloga prowadziłem równolegle na wielu portalach. Postanowiłem to zmienić. Zamykam bloga na blox.pl, ale będę kontynuował tutaj: http://niebieski519.blogspot.com

Zapraszam :-)

o. Placyd Koń OFM

10:55, niebieski519
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 kwietnia 2015

Zbawienie – jednorazowy akt czy proces? Takie pytanie zadał mi katolik. Wyczerpującą, opartą na Biblii, odpowiedź na to pytanie daje amerykański apologeta Tim Staples[1]. Poniżej zamieszczam tłumaczenie własne tego tekstu.

work in progress

*****

Rz 5, 1 jest ulubionym wersetem dla kalwinistów i tych, którzy uznają doktrynę zwaną „raz zbawiony, zbawiony na zawsze” (once saved, always saved):

„Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa”. (Rz 5:1 BT)

Wierzą oni (uznający w/w naukę), że to biblijne zdanie potwierdza opinię, że usprawiedliwienie wierzącego w Chrystusa jest dokonane w momencie uwierzenia. W jednym momencie zostają wybaczone wszystkie grzechy: przeszłe, obecne i przyszłe. Wierzący otrzymuje, lub przynajmniej może mieć w tym momencie całkowitą pewność, że już został usprawiedliwiony, niezależnie od tego, co stanie się w przyszłości. Nie ma niczego, twierdzą, co mogłoby oddzielić prawdziwie wierzącego od Chrystusa – nawet największe grzechy. Podobnie, w odniesieniu do zbawienia, w Ef 2, 8-9 czytamy:

„Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił” (Ef 2:8-9 BT).

Dla protestantów te dwa teksty wydają się jasne. Ef 2 mówi, że (ze względu na formę gramatyczną czasownika „zbawić”) zbawienie wierzących jest wydarzeniem z przeszłości, którego skutki trwają[2]. Wykonało się! Z kolei, jeśli przyjrzymy się bliżej Rz 5, 1, to zauważymy, że słowo „usprawiedliwieni” (BT: „dostąpiwszy usprawiedliwienia”) również wskazuje na przeszłość (ale z samej formy gramatycznej nie wynika, czy ten stan trwa obecnie)[3]. I zostaje wypowiedziane w kontekście Listu do Rzymian, gdzie św. Paweł we wcześniejszym rozdziale powiedział:

„Jeżeli bowiem Abraham został usprawiedliwiony z uczynków, ma powód do chlubienia się, ale nie przed Bogiem. Bo cóż mówi Pismo? Uwierzył Abraham Bogu i zostało mu to poczytane za sprawiedliwość” (Rz 4:2-3 BT).

Sprawiedliwość jest synonimem usprawiedliwienia. Czy można wypowiedzieć to jaśniej? – pytają protestanci. Abraham został usprawiedliwiony raz na zawsze – kiedy uwierzył. To nie tylko potwierdzeniesola fide, mówią kalwiniści, ale także dowód na to, że usprawiedliwienie jest już dokonane (dopełnione, bez braków, kompletne) w momencie, w tym właśnie, kiedy człowiek uwierzył w Chrystusa. Przykład z życia Abrahama, mówią, jest niepodlegającym dyskusji potwierdzeniem protestanckiej nauki.

 

ODPOWIEDŹ KATOLICKA

Kościół katolicki zgadza się z tym, co zostało powiedziane powyżej, przynajmniej w tych aspektach: Po pierwsze, jako katolicy ochrzczeni możemy zgodzić się z tym, że już zostaliśmy usprawiedliwieni i że jużzostaliśmy zbawieni. W ten sposób, pod pewnym względem, nasze usprawiedliwienie i zbawienie jest czymś, co zostało dokonane w przeszłości. Katolicy wierzą za św. Piotrem, że „chrzest zbawia nas” (por. 1 P 3, 21). Swoje pierwsze kazanie po zesłaniu Ducha Świętego zakończył on wezwaniem do chrztu: „Nawróćcie się - powiedział do nich Piotr - i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego” (Dz 2:38 BT). Apostoł Narodów w jasny sposób naucza, że przyjmujący chrzest zostali „obmyci, usprawiedliwieni i uświęceni” (1 Kor 6, 11). Dlatego stwierdzenie, że w chrzcie zostaliśmy usprawiedliwieni i zbawieni, jest jak najbardziej poprawne.

Jednakże to nie koniec historii. Pismo św. objawia, że właśnie przez obmycie, usprawiedliwienie i zbawienie doświadczone przez ochrzczonego we chrzcie św. wchodzi on na drogę (ang.: „into a process”) usprawiedliwienia i zbawienia, co domaga się wolnej współpracy z Bożą łaską. Bo jeśli czytamy dalej cytowany powyżej werset z Listu do Rzymian, dowiadujemy się więcej szczegółów podanych przez św. Pawła:

„Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej” (Rz 5:1-2 BT).

Ten tekst wskazuje, że po otrzymaniu łaski usprawiedliwienia, mamy teraz dostęp do Bożej łaski i dlatego możemy cieszyć nadzieją Bożej chwały. Słowo „nadzieja” wyraża, że spodziewamy się tego, co jeszcze nie posiadamy (por. Rz 8, 24).

W Ef 2, 10 czytamy: „Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili”.

Nie ma wątpliwości, że jako chrześcijanie musimy dalej pracować w Chrystusie, i jest to możliwe przy pomocy łaski Bożej. Ale jest też prawdą, o czym mówi nam Pismo św., że łasce można się przeciwstawić:

„Współpracując zaś z Nim napominamy was, abyście nie przyjmowali na próżno łaski Bożej” (2 Kor 6:1 BT).

Św. Paweł napomina wierzących z Antiochii – i także każdego z nas – aby „wytrwali w łasce Bożej” (Dz 13, 43). Co więcej, w tekście, któremu za chwilę przyjrzymy się bliżej, św. Paweł ostrzega chrześcijan, że mogą „odpaść od łaski” (Ga 5, 4). I to prowadzi nas do następnego punktu.

 

ZBAWIENIE WYDARZENIEM PRZYSZŁYM I WARUNKOWYM

Głównym elementem, którzy pomijają nasi protestanccy przyjaciele, jest fakt, że obok tekstów mówiących o tym, że zarówno usprawiedliwienie, jak zbawienie są dokonanym faktem z przeszłości, są inne – wskazujące na to, że obie te rzeczywistości mają także charakter przyszły i warunkowy. Innymi słowy, w Biblii jest także mowa o tym, że usprawiedliwienie i zbawienie nie są czymś definitywnie zakończonym, jak długo trwa ziemskie życie wierzących. Może najbardziej wymowny jest już wspomniany przeze mnie Ga 5, 1-5:

„Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli! Oto ja, Paweł, mówię wam: Jeżeli poddacie się obrzezaniu, Chrystus wam się na nic nie przyda. I raz jeszcze oświadczam każdemu człowiekowi, który poddaje się obrzezaniu: jest on zobowiązany zachować wszystkie przepisy Prawa. Zerwaliście więzy z Chrystusem; wszyscy, którzy szukacie usprawiedliwienia w Prawie, wypadliście z łaski. My zaś z pomocą Ducha, na zasadzie wiary wyczekujemy spodziewanej sprawiedliwości”.

Greckie słowo użyte w wierszu 5. i oddane tu słowem „sprawiedliwość”, to: δικαιοσύνη (czyt.: dikaiosyne). Można je przetłumaczyć polskim słowem „sprawiedliwość” albo „usprawiedliwienie”. W Rz 4, 3, wersecie cytowanym powyżej, [św. Paweł] używa tego słowa w stosunku do Abrahama. Fakt, że Apostoł Narodów mówi nam, że „z wytrwałością oczekujemy [usprawiedliwienia]”, ma wielkie znaczenie. Tak, jak to było powiedziane wcześniej, że to, czego się wciąż spodziewamy, nie jest tym, co już posiadamy. Nadzieja odnosi się do przyszłości. Rz 8, 24-25 mówi nam:

„W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni. Nadzieja zaś, której [spełnienie już się] ogląda, nie jest nadzieją, bo jak można się jeszcze spodziewać tego, co się już ogląda? Jeżeli jednak, nie oglądając, spodziewamy się czegoś, to z wytrwałością tego oczekujemy” (Rz 8:24-25 BT).

Kontekst Listu do Galacjan 5 jest jasny. Św. Paweł przestrzega adresatów, że jeżeli szukają usprawiedliwienia – nawet, jeśli zgodnie z Ga 3, 27-29, już zostali usprawiedliwieni w chrzcie – przez uczynki Prawa, to odpadną od łaski Chrystusa. Dlaczego? Ponieważ byłoby to usiłowanie osiągnięcia usprawiedliwienia bez Chrystusa i Jego Ewangelii! Św. Paweł w Rz i w innych swoich Listach ukazuje w sposób oczywisty, że „ci, którzy żyją według ciała, Bogu podobać się nie mogą” (Rz 8, 8; por. Ga 5, 19-21). „Ciało” odnosi się do człowieka oddzielonego od łaski.

Podane wyżej biblijne przykłady nie są jedynymi, które wskazują na to, że usprawiedliwienie będzie miało miejsce w przyszłości. Liczne teksty wzięte z Pisma św. wskazują na to, że z jednej strony usprawiedliwienie i zbawienie są już przeszłe (wydarzyły się w przeszłości) i dokonane, natomiast z drugiej – są rzeczywistościami przyszłymi (tzn. zostaną w pełni zrealizowane dopiero w przyszłości) i warunkowymi:

„Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 10:22 BT).

„Nie ci bowiem, którzy przysłuchują się czytaniu Prawa, są sprawiedliwi wobec Boga, ale ci, którzy Prawo wypełniają, będą usprawiedliwieni. Bo gdy poganie, którzy Prawa nie mają, idąc za naturą, czynią to, co Prawo nakazuje, chociaż Prawa nie mają, sami dla siebie są Prawem. Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające” (Rz 2:13-15 BT).

„Czyż nie wiecie, że jeśli oddajecie samych siebie jako niewolników pod posłuszeństwo, jesteście niewolnikami tego, komu dajecie posłuch: bądź [niewolnikami] grzechu, [co wiedzie] do śmierci, bądź posłuszeństwa, [co wiedzie] do sprawiedliwości?” (Rz 6:16 BT).

„A zwłaszcza rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli” (Rz 13:11 BT).

„(…) wydajcie takiego szatanowi na zatracenie ciała, lecz ku ratunkowi jego ducha w dzień Pana Jezusa” (1 Kor 5:5 BT).

Podsumowując te dwa aspekty można powiedzieć, że usprawiedliwienie i zbawienie są „JUŻ” i zarazem „JESZCZE NIE”.

 

PRZYSZŁE GRZECHY WYBACZONE?

Interpretacja kalwińska Rz 5, 1 nie tylko nie uwzględnia jego kontekstu, ale prowadzi do niebiblijnej nauki. Jak wspomnieliśmy wyżej, wychodząc z perspektywy kalwińskiej dochodzimy do wniosku, że przyszłe grzechy są wybaczone w momencie uwierzenia w Chrystusa. Taki wniosek, jak pokazaliśmy to wcześniej, stoi w wyraźnej sprzeczności do innych tekstów biblijnych. Gdzie w Piśmie św. jest napisane, że przyszłe grzechy są wybaczone w momencie uwierzenia w Pana? Nigdzie. Nie można uczynić to w sposób bardziej jasny, niż czyni to 1 J 1, 8-9, że przyszłe grzechy będą wybaczone, kiedy je wyznajemy (już jako dokonane i przeszłe):

„Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, [Bóg] jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości” (1 J 1:8-9 BT).

Trzeba, żebym wspomniał tu, że wielu kalwinistów – i wielu, którzy nie podzielają wszystkich poglądów kalwinistów, ale wyznają pogląd „raz zbawiony jest zbawiony na zawsze”, który jest częścią klasycznej kalwińskiej doktryny – odpowiadają na ten tekst stwierdzeniem, że przebaczenie grzechów, o którym tu mówi św. Jan, nie ma nic do czynienia z usprawiedliwieniem przed Bogiem. Ich zdaniem, ten tekst odnosi się tylko to tego, czy ktoś jest we wspólnocie (BT: „współuczestnictwo”) z Bogiem. I ta „wspólnota z Bogiem” jest rozumiana jedynie w ten sposób, czy ktoś otrzyma od Boga, czy też nie, Boże błogosławieństwo w tym życiu.

Z taką interpretacją jest duży problem. Kontekst tego cytatu nie pozwala na takie rozumienie tego tekstu. Bo jeśli spojrzymy na werset piąty, to zauważymy, że św. Jan dopiero co stwierdził:

„Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą. Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu” (1 J 1:5-7 BT).

Z tego tekstu wynika w sposób oczywisty, że „wspólnota” (współuczestnictwo), o której tu mowa, jest niezbędna dla nas, abyśmy 1) chodzili w świetle, jak Bóg trwa w świetle i 2) aby nasze grzechy zostały przebaczone. Jeśli nie jesteśmy „we wspólnocie” (jeśli nie mamy współuczestnictwa) z Bogiem, to zgodnie z wersetem szóstym „chodzimy w ciemności”. A jeśli jesteśmy w ciemności, tym samym nie jesteśmy w Bogu, który „jest światłością i nie ma w Nim żadnej ciemności” (w. 5). Nic w tym tekście nie wskazuje na to, że możesz nie być we wspólnocie z Bogiem (nie mieć z Nim współuczestnictwa), ale pomimo tego, pójść do nieba. To jest możliwe, oczywiście, ale pod warunkiem, że odtworzymy na nowo komunię z Bogiem wyznając nasze grzechy. I to jest właśnie to, o czym mówią wersy ósmy i dziewiąty!

 

PRZYKŁAD ABRAHAMA

Innym punktem, w którym możemy się zgodzić z naszymi przyjaciółmi kalwinistami jest to, że Rz 4, 3 potwierdza, że Abraham został usprawiedliwiony na podstawie wiary w Boga. Kościół katolicki uznaje to, co w jasno wynika ze słów: „Uwierzył Abraham Bogu i zostało mu to poczytane za sprawiedliwość” (Rz 4:3 BT) nawiązujących do Rdz 15, 6.

Jednakże to nie wszystko, co wynika z tego tekstu. Kościół katolicki zgadza się z tym, że Abraham został usprawiedliwiony przez wiarę (Rdz 15, 6), jak to stwierdza św. Paweł, ale zauważamy, że dostępował (Abraham) usprawiedliwienia także w innych momentach życia, co wskazuje na to, że usprawiedliwienie ma także aspekt procesu. I znowu potwierdza się to, co już zostało stwierdzone wcześniej, że usprawiedliwienie jest z jednej strony jednorazowym aktem z przeszłości w życiu wierzących, ale z drugiej strony – jest jeszcze inny aspekt – usprawiedliwienie jest procesem.

Przypatrzmy się życiu Abrahama. Praktycznie wszyscy chrześcijanie zgadzają się, że Rz 4, 3 ukazuje Abrahama jako tego, który został usprawiedliwiony przez wiarą w Bożą obietnicę potomstwa:

„Bo cóż mówi Pismo? Uwierzył Abraham Bogu i zostało mu to poczytane za sprawiedliwość” (Rz 4:3 BT cytat z Rdz 15, 6).

Jednakże wielu nie zauważa, że Abraham jest także ukazany jako ten, który był usprawiedliwiony już wcześniej, wiele lat wcześniej, kiedy to odpowiedział na Boże wołanie wzywające go do opuszczenia swojego domu w Charanie, aby dać początek nowemu narodowi w nieznanej mu wówczas ziemi obiecanej. W Hbr 11, 8 czytamy:

„Przez wiarę ten, którego nazwano Abrahamem, usłuchał wezwania Bożego, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł nie wiedząc, dokąd idzie” (Hbr 11:8 BT).

Co to za „wiara”, o której mówi natchniony autor w Hbr 11, 8? W Hbr 11, 6  czytamy, że jest to wiara, „bez której nie można podobać się Bogu”. Jest to więc wiara potrzebna do zbawienia. Zatem jak to możliwe, że Abraham już w Charanie miał wiarę potrzebną do zbawienia (dosł.: „zbawczą”), jeśli został zbawiony (czy usprawiedliwiony) dopiero wiele lat później? Byłoby to niemożliwe.

Zatem trzeba wyciągnąć wniosek, że skoro już w Charanie miał potrzebną do tego wiarę, to już wtedy został usprawiedliwiony na podstawie wiary i posłuszeństwa Bożemu głosowi – na długo przed jego spotkaniem z Panem Bogiem, o którym opowiada Rdz 15. Co więcej, Abraham jest ukazany, jako ten, który ponownie zostaje usprawiedliwiony w Rdz 22, kiedy to ofiarował swojego syna Izaaka w ofierze i z posłuszeństwa Panu Bogu, lata po wydarzeniach opisanych w Rdz 15.

Czy nie został Abraham usprawiedliwiony na podstawie czynów, kiedy ofiarował swojego syna na ołtarzu? Widzicie, że jego żywa wiara łączyła się z czynami, i czynami była dopełniona, tak że słowa Pisma zostały wypełnione:

„Czy Abraham, ojciec nasz, nie z powodu uczynków został usprawiedliwiony, kiedy złożył syna Izaaka na ołtarzu ofiarnym? Widzisz, że wiara współdziałała z jego uczynkami i przez uczynki stała się doskonała. I tak wypełniło się Pismo, które mówi: Uwierzył przeto Abraham Bogu i poczytano mu to za sprawiedliwość, i został nazwany przyjacielem Boga”. (Jk 2:21-23 BT).

 

Najważniejsza rzecz

Kiedy my, katolicy, czytamy w Rz 5, 1 o Abrahamie, że „został usprawiedliwiony”, wierzymy w to. Ale nie zatrzymujemy się na tym. Bo wierzymy także w to, co o nim pisze Jakub w drugim rozdziale swego Listu – że „został usprawiedliwiony na podstawie czynów”. Przez dwa tysiąclecia Kościół katolicki całe Pismo św. brał pod uwagę i w swojej teologii uzgadniał ze sobą wszystkie biblijne teksty. I dlatego możemy zgodzić się z protestantami i powiedzieć razem z nimi, że zostaliśmy usprawiedliwieni (czas przeszły) i zbawieni przez naszą wiarę w dokończone dzieło zbawienia dokonane przez Jezusa Chrystusa na krzyżu. Ale także zgadzamy się z naszym Panem, że jeszcze istnieje inny aspekt zbawienia i usprawiedliwienia przez współpracę z Bożą łaską w naszym życiu, w nadziei ostatecznego zbawienia i usprawiedliwienia w dniu ostatecznym:

„A powiadam wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu. Bo na podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony”. (Mt 12:36-37 BT).

 


[2] „Jesteście zbawieni” (Ef 2, 8) – w jęz. greckim w tym miejscu jest użyty czas perfectumCzasy gramatyczne w jęz. greckim wskazują nie tyle na czas wykonania czynności, ile na aspekt. I tak perfectumjest formą gramatyczną wskazującą na wydarzenie dokonane w przeszłości, którego skutki trwają w teraźniejszości.

[3] Jest to tzw. aoryst (gr.: „nie-oznaczony”). Ten czas gramatyczny wskazuje (zazwyczaj) na przeszłość, ale w odróżnieniu od perfectum ta forma nic nie mówi na temat, czy skutki tego wydarzenia wciąż trwają.

piątek, 10 kwietnia 2015

„Człowiek przez kilka lat uczy się mówić, a przez całe życie milczeć”. (Karol Bunsch)

*****

Podobną rzecz możne wypowiedzieć o uczeniu się przez człowieka sprawiedliwości i miłosierdzia. Mowy uczy się człowiek spontanicznie. Z uczeniem się sprawiedliwości jest tak samo. Już nawet taki mały człowiek ma jakieś naturalne odczucie, którego nie trzeba go uczyć, że powinien być traktowany sprawiedliwie, i kiedy czuje, że dzieje mu sią krzywda – potrafi głośno protestować. Nawet najmłodsze dzieci w szkole są bardzo wyczulone na sprawiedliwe traktowanie. A jak jest z miłosierdziem? No właśnie tak samo, jak z uczeniem się milczenia – uczymy się go całe życie. Ta nauka związana jest ze świadomym wysiłkiem człowieka. I chociaż należy istotnie do religii chrześcijańskiej, wciąż pozostaje dla tak wielu – nawet wierzących – niezrozumiała. Oczywiście pociąga nas idea miłosierdzia – wzruszamy się czytając w Ewangelii sceny, w których grzesznicy przychodzący do Jezusa doznają przebaczenia grzechów i mogą zacząć życie od nowa. A jednak tak często, zbyt często, przyjmujemy postawę starszego brata z przypowieści o miłosiernym ojcu (lub inaczej marnotrawnym synu). Niezrozumiałe są dla nas słowa, które Pan Jezus skierował do św. Siostry Faustyny: „Największe prawo do Mojego miłosierdzia mają najwięksi grzesznicy”. Budzą one w nas naturalny sprzeciw wypływający nie z czego innego, jak właśnie z poczucia sprawiedliwości. I potrzeba świadomego wysiłku i stałego nawracania się, aby przyjąć Boży sposób myślenia, tak różny od myślenia po ludzku. Owo Boże myślenie przekracza naturę, która potrafi zrozumieć sprawiedliwość, ale miłosierdzie jest jej nieznane. Myślenie, jak myśli Bóg, jest miarą doskonałości uczniów Chrystusa: „Bądźcie doskonali jak Mój Ojciec niebieski” (Mt 5, 48). Co znaczy „doskonali”? – miłosierni. Bo gdzie indziej czytamy: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6, 36). „Doskonały” i „miłosierny” to synonimy w języku Ewangelii.

Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do źródła miłosierdzia mojego”. Aby zwrócić się do Bożego miłosierdzia - potrzebna jest ufność, a ta w jakiś sposób łączy się z Bożym myśleniem i postawą miłosierdzia wobec innych. Jeśli nie nauczymy się milczeć, nie staniemy się ludźmi dojrzałymi; bez nauczania się miłosierdzia nie osiągniemy doskonałości, pozostaniemy na poziomie natury, a przecież jesteśmy powołani do życia nadprzyrodzonego.

„Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7). To zdanie łączy w jedno i sprawiedliwość i miłosierdzie, tak jak są one czymś jednym w Bogu. Odrzucanie miłosierdzie jest z konieczności wyborem sprawiedliwości, czyli sądu bez miłosierdzia. Jeśli zaś nauczymy się postawy miłosierdzia wobec innych, doznamy miłosierdzia od Boga – niejako ze sprawiedliwości.

niedziela, 05 kwietnia 2015

Zmartwychwstanie Chrystusa

Obraz mówi więcej niż tysiąc słów. Dlatego lubię wklejać obrazy, które pomagają przekazać pewne treści czasem lepiej niż słowa. Dzisiaj jest to oczywiście Zmartwychwstanie. Autorem tego obrazu jest Matthias Grünewald[1]. Jest bardzo wymowny (obraz), bo ukazuje biblijne porównanie Chrystusa do słońca. U św. Łukasza Pan został nazwany „słońcem wschodzącym z wysoka”. A w „Exultet” w Wigilię Paschalną Kościół śpiewa: „Niech ta świeca płonie, gdy wzejdzie słońce nie znające zachodu: Jezus Chrystus, Twój Syn zmartwychwstały”.

I oto dzisiaj wzeszło to Słońce nie znające zachodu. Chrystus zmartwychwstał! I zadaję sobie pytanie: Co nam objawia zmartwychwstały Chrystus? Ale przecież nie byłoby zmartwychwstania Pana bez Jego śmierci na krzyżu. Myślę, że pomocne będzie najpierw danie odpowiedzi na pytanie: Co nam objawia Krzyż? Kard. Ratzinger w rozważaniu na ten temat stwierdza, że Krzyż objawia nam Boga i człowieka. Objawia Boga, który Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto wierzy miał życie wieczne; objawia Boga, który wydał Syna, aby wykupić niewolnika. Ale, objawia też człowieka. Bo to człowiek skazał jedynego Niewinnego na śmierć. Odtąd wszelkie wyroki ludzkich trybunałów są niewiarygodne. Krzyż objawia człowieka, bo to człowiek przybił do krzyża swego Boga; nie zniósł Jego świętości. W jednym zdaniu: Krzyż objawia świętość Boga i grzeszność człowieka.

A co objawia zmartwychwstanie? Czy też Boga i człowieka? Nie, zmartwychwstanie objawia wyłącznie Boga – moc Jego miłości. W zmartwychwstaniu Chrystusa Bóg okazuje się silniejszy od śmierci, grzechu, szatana i złości ludzkiej. Zmartwychwstanie objawia Boga. I powyższy obraz to ukazuje. Przedstawia Chrystusa, który jest wyprostowany, jaśnieje blaskiem, dominuje sytuację. A ludzie, owszem, są, ale leżący na ziemi, śpiący. I jeśli Zmartwychwstanie objawia także człowieka, to nie człowieka, jakim on jest, ale objawia to takim, jakim Bóg chce go mieć. Zmartwychwstanie Chrystusa objawia zamysł Boga wobec człowieka.

I żeby to ukazać, przytoczę tu fragment starożytnej homilii na Wielką i Świętą Sobotą[2]. Autor przedstawia zstąpienie Chrystusa do Otchłani, aby z niej wyprowadzić Adama. Autor wkłada w usta Chrystusa takie słowa:

„Oto Ja, twój Bóg, który dla ciebie stałem się twoim synem. Oto teraz mówię tobie i wszystkim, którzy będą twoimi synami, i moją władzą rozkazuję wszystkim, którzy są w okowach: Wyjdźcie! A tym, którzy są w ciemnościach, powiadam: Niech zajaśnieje wam światło! Tym zaś, którzy zasnęli, rozkazuję: Powstańcie!

Tobie, Adamie, rozkazuję: Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, abyś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych. Powstań ty, który jesteś dziełem rąk moich. Powstań ty, który jesteś moim obrazem uczynionym na moje podobieństwo. Powstań, wyjdźmy stąd! Ty bowiem jesteś we Mnie, a Ja w tobie, jako jedna i niepodzielna osoba.

Dla ciebie Ja, twój Bóg, stałem się twoim synem. Dla ciebie Ja, Pan, przybrałem postać sługi. Dla ciebie Ja, który jestem ponad niebiosami, przyszedłem na ziemię i zstąpiłem w jej głębiny. Dla ciebie, człowieka, stałem się jako człowiek bezsilny, lecz wolny pośród umarłych. Dla ciebie, który porzuciłeś ogród rajski, Ja w ogrodzie oliwnym zostałem wydany Żydom i ukrzyżowany w ogrodzie.

Przypatrz się mojej twarzy dla ciebie oplutej, bym mógł ci przywrócić ducha, którego niegdyś tchnąłem w ciebie. Zobacz na moim obliczu ślady uderzeń, które zniosłem, aby na twoim zeszpeconym obliczu przywrócić mój obraz.

Spójrz na moje plecy przeorane razami, które wycierpiałem, aby z twoich ramion zdjąć ciężar grzechów przytłaczających ciebie. Obejrzyj moje ręce tak mocno przybite do drzewa za ciebie, który niegdyś przewrotnie wyciągnąłeś swą rękę do drzewa. (…)

Powstań, pójdźmy stąd! Niegdyś szatan wywiódł cię z rajskiej ziemi, Ja zaś wprowadzę ciebie już nie do raju, lecz na tron niebiański. Zakazano ci dostępu do drzewa będącego obrazem życia, ale Ja, który jestem życiem, oddaję się tobie. Przykazałem aniołom, aby cię strzegli tak, jak słudzy, teraz zaś sprawię, że będą ci oddawać cześć taką, jaka należy się Bogu”.

Zacytowałem cały ten fragment, bo jest bardzo wymowny, ale przede wszystkim ze względu na to ostatnie zdanie. Zmartwychwstanie Chrystusa oznacza nie tylko wywyższenie człowieczeństwa Chrystusa, ale Adama, czyli człowieka w ogóle. I nie chodzi o jakieś wywyższenie, ale o najwyższe z możliwych – przebóstwienie człowieka. Gdy człowiek chciał na własną rękę stać się Bogiem, efektem tego był upadek. Bóg zaś wywyższa człowieka skutecznie – przez własne poniżenie w przyjęciu człowieczeństwa w Chrystusie, aż do ostatecznych konsekwencji śmierci krzyżowej, aby w zmartwychwstaniu wywyższyć człowieczeństwo Chrystusa i człowieka, jako takiego – wynieść go do tronu Bożego. Wróćmy do wspomnianej homilii:

„Gotowy już jest niebiański tron, w pogotowiu czekają słudzy, już wzniesiono salę godową, jedzenie zastawione, przyozdobione wieczne mieszkanie, skarby dóbr wiekuistych są otwarte, a królestwo niebieskie, przygotowane od założenia świata, już otwarte".

Królestwo niebieskie zostało otwarte dla Adama, ale i dla nas – jego dzieci. W odróżnieniu do tych, którzy już osiągnęli pełnię szczęścia we wspólnocie zbawionych w niebie – my, pielgrzymi na ziemi wciąż jesteśmy w drodze do naszego celu. Ale już tutaj możemy spożywać owoc rajskiego drzewa życia – Eucharystię, która jest niczym innym, jak Ciałem zmartwychwstałego Pana. Uczestnicząc w sposób pełny w Eucharystii otrzymujemy już teraz owoc Męki i Zmartwychwstania Pana. Przyjmując Komunię św. napełniamy się Bożym życiem, doznajemy przebóstwienia. Ceńmy sobie ten Dar, za który nasz Pan zapłacił tak wielką cenę.

_____________________________



piątek, 03 kwietnia 2015

Pytanie: „Wielki tydzień coraz bliżej, dlatego frapuje mnie następujący problem: skąd wziął się zwyczaj adoracji krzyża? W kościołach słychać pieśni w których modlitwa jest zwrócona do krzyża, a nie do Jezusa, np. Krzyżu Chrystusa, Krzyżu Święty itp. Moim zdaniem to jest bałwochwalstwo, nigdzie nie potrafię znaleźć uzasadnienia dla tego zjawiska, czy ojciec może mi to wyjaśnić?”

*****

Odpowiedź: Niestety, nie udało mi się odpowiedzieć wcześniej. A dzisiaj nie tylko, że trwa Wielki Tydzień, ale jest Wielki Piątek, i już po adoracji.

Pytanie jest bardzo dobre. Sam miałem z tym problemy, i to nie tak dawno. Ze zdziwieniem odkryłem, że przepisy liturgiczne rzeczywiście mówią nie tylko o adoracji krzyża, ale także o klękaniu przed odsłoniętym krzyżem od liturgii Wielkiego Piątku aż do liturgii Wigilii Paschalnej[1]. Jest to zatem nakaz Kościoła, żeby oddawać cześć krzyżowi nie tylko przez pocałunek czy skłon, ale także przez uklęknięcie. Dla mnie jest to wystarczający argument: Skoro Kościół katolicki tak naucza, to przyjmuję to nauczenie, nawet jeśli mój rozum chce się buntować. Bo przecież ostatecznie chodzi o to, komu kto ufa. Ktoś, kto nie ufa Kościołowi, zaufa komuś innemu albo swojemu własnemu rozsądkowi. A ja chcę ufać Kościołowi. Dla mnie sprawa jest zakończona z chwilą poznania nauczania Kościoła na ten temat.

Jednak pojawia się pytanie: Dlaczego? Jakie są tego racje? Czy na pewno nie ma w adoracji krzyża bałwochwalstwa? Szukając odpowiedzi sięgnąłem do Sumy teologicznej św. Tomasza z Akwinu. Kiedy pisze o czci obrazów (III, q. 25, a. 3), stwierdza, że „kult obrazu sięga prototypu”, to znaczy: oddając cześć obrazowi, oddajemy cześć temu, kogo on reprezentuje.

Najpierw jednak przedstawia pierwszy zarzut odwołujący się do Księgi Wyjścia: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią!” (20:4 BT), a następnie odpowiada na niego. Ta jego odpowiedź zwróciła moją uwagę na pewną ważną rzecz, która wcześniej umykała mojej uwadze, i jak sądzę umyka także tym, którzy dzisiaj odwołują się do tego wersetu biblijnego, aby katolikom zarzucać bałwochwalstwo. W odpowiedzi na powyższy zarzut Doktor Anielski stwierdza: „Cytowane przykazanie nie zabrania tworzyć rzeźb lub obrazów, lecz zakazuje czynić z nich przedmioty kultu. Toteż czytamy w dalszym ciągu: ‘Nie będziesz się im kłaniał ani służył’. A skoro, jak już wiemy, jednym przeżyciem obejmujemy obraz i to, co on przedstawia, nie wolno obrazowi okazywać czci, o ile nie wolno jej okazywać wyobrażonym istotom. Rozumiemy przeto, iż został zabroniony kult obrazów tworzonych przez pogan na cześć swoich bożków, tj. demonów. I dlatego słowa cytowane w zarzucie poprzedza zdanie: ‘Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną’. Nie można zaś było przedstawić na obrazie Boga prawdziwego, jest On bowiem niematerialny. Jak bowiem Damasceńczyk mówi: ‘Szczytem bezbożności i głupoty byłoby tworzenie materialnych obrazów tego, co Boskie’. Ale ponieważ w Nowym Testamencie Bóg stał się Człowiekiem, można Go czcić w Jego cielesnej postaci”[2].

Ten fragment, który zwrócił moją uwagę, podkreśliłem. Św. Tomasz stwierdza, że Pan Bóg nie zabronił sporządzania obrazów (= ten zakaz Pana Boga nie jest absolutny, bo przecież wiemy, że Pan Bóg wręcz nakazał uczynienie pewnych podobizn wybranych istot ziemskich i niebieskich), ale sporządzania obrazów obcych bóstw (które w istocie są demonami), a zakaz oddawania czci obrazom obowiązuje o tyle, o ile zabronione jest oddawanie czci wyobrażonym przez nie istotom.

I myślę, że można to pokazać na podstawie Pisma św. Pan Bóg kazał Mojżeszowi sporządzić na przykład węża i umieścić go na palu, a każdy, kto na niego spojrzał, został zachowany przy życiu. Pan Bóg polecił Mojżeszowi sporządzić przybytek, arkę i sprzęty, według wzoru, który ujrzał na górze. W opisie uczynienia arki pojawiły się również cheruby

„Dwa też cheruby wykujesz ze złota. Uczynisz zaś je na obu końcach przebłagalni. Jednego cheruba uczynisz na jednym końcu, a drugiego cheruba na drugim końcu przebłagalni. Uczynisz cheruby na końcach górnych. Cheruby będą miały rozpostarte skrzydła ku górze i zakrywać będą swymi skrzydłami przebłagalnię, twarze zaś będą miały zwrócone jeden ku drugiemu. I ku przebłagalni będą zwrócone twarze cherubów”. (Wj 25:18-20 BT).



Napis ten stwierdza, że Arka Przymierza była najświętszym obiektem w kulcie sprawowanym przez Izraelitów. Symbolizowała Bożą obecność. Przed nią Jozue pada na twarz, przy czym swoje słowa kieruje do Pana Boga (Joz 7, 6-8[3]), a Dawid w jej obecności składa dla Boga ofiary (2 Sm 6, 13). Świadczy to o jakimś utożsamieniu Arki z Panem Bogiem, w tym sensie, że była ona czymś w rodzaju sakramentu Bożej obecności.

I coś podobnego możemy zaobserwować także w Liturgii Kościoła: utożsamienie Krzyża Chrystusa z Tym, który na nim wisiał. Świadczą o tym pewne gesty, a zwłaszcza wielkopiątkowa adoracja Krzyża św. przez ucałowanie i uklęknięcie. Niektórzy dorośli mają problem z ucałowaniem Krzyża, podczas gdy dla dzieci jest to czymś jak najbardziej oczywistym[4]. Inni mają problem z uklęknięciem, chociaż przepisy liturgiczne wyraźnie stwierdzają, że w piątek po odsłonięciu Krzyża obowiązuje oddawanie mu czci, jakie należy się Chrystusowi obecnemu w Eucharystii – przez uklęknięcie.

To utożsamienie Chrystusa z Jego krzyżem jest widoczne w tekstach niektórych pieśni pasyjnych, ale, co ważniejsze – jest obecne także w natchnionych tekstach Nowego Testamentu. W Drugim Liście do Koryntian Apostoł Narodów pisze: „Ten, kto się chlubi, w Panu (ἐν κυρίω – „w Panu”) niech się chlubi”. (2 Kor 10:17 BT). Tylko w Panu trzeba się chlubić, a przecież ten sam apostoł napisał w innym miejscu: „Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża (ἐν τῷ σταυρῷ - dosł.: „w krzyżu”) Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata”. (Ga 6:14 BT). Nie tylko, że chlubi się z krzyża, jak wcześniej „w Panu”, ale co więcej, chce się chlubić TYLKO w Krzyżu. W jęz. greckim to zestawienie jest jeszcze bardziej wymowne, bo w obu zdaniach chodzi o tę samą konstrukcję gramatyczną.
________________________

[1] „W dniu dzisiejszym Kościół nie sprawuje Eucharystii. W kościołach są odprawiane jedynie uroczyste liturgie Męki Pańskiej, w czasie których odczytuje się (lub śpiewa) Mękę Pańską według św. Jana oraz adoruje Krzyż, któremu dzisiaj oddaje się taką cześć, jak Chrystusowi Eucharystycznemu (poprzez klęknięcie)”. (Internetowa Liturgia Godzin, http://brewiarz.pl/iv_15/0304/index.php3 ).

[2] Za: http://www.katedra.uksw.edu.pl/suma/suma_indeks.htm

[3] „Wtedy Jozue rozdarł swoje szaty i padł twarzą na ziemię przed Arką Pańską aż do wieczora, on sam i starsi Izraela. I posypali prochem swe głowy. I mówił Jozue: «Ach, Panie, Boże! Dlaczego przeprowadziłeś ten lud przez Jordan? Czyż po to, aby wydać nas w ręce Amorytów na wytępienie? Ach, gdybyśmy postanowili pozostać raczej za Jordanem! Przebacz, Panie! Co mam teraz powiedzieć, gdy Izrael podał tył swoim wrogom? (Joz 7, 6-8 BT).

[4] Pięknie o tym napisał jeden z blogerów na Salon24: http://seafarer.salon24.pl/640074,adoracja-krzyza

20:51, niebieski519
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 kwietnia 2015

Dzisiaj chcę mówić o setniku. Do tego celu chcę wykorzystać pewną pomoc wizualną. Jest to krzyż z San Damiano.



To właśnie przed tym krzyżem modlił się młody Franciszek pytając Pana, co ma czynić. Modlitwa, którą wtedy odmówił zachowała się do naszych czasów:

Najwyższy, chwalebny Boże,
rozjaśnij ciemności mego serca
i daj mi, Panie, prawdziwą wiarę,
niezachwianą nadzieję
i doskonałą miłość,
zrozumienie i poznanie,
abym wypełniał Twoje święte i prawdziwe posłannictwo.


Amen

I Pan Jezus z krzyża odpowiedział na tę modlitwę. Powiedział do niego: „Idź, odbuduj mój Kościół, bo jak widzisz popada w ruinę”. Franciszek zrozumiał te słowa Pana jak najbardziej dosłownie. Zaczął odbudowywać z ruiny kościoły na obrzeżach Asyża. Dopiero później zrozumiał, że chodzi o inny Kościół, o mistyczne ciało Chrystusa, którego Głową jest On sam – Chrystus, a jego ciałem – żywymi kamieniami – ochrzczeni i wyznający wiarę w Jezusa jako Pana.

Wśród wielu postaci obecnych obok Ukrzyżowanego jest także setnik. Wiemy to na pewno, bo te postaci są podpisane. Podpis pod postacią pierwszą z prawej, mam na myśli stronę obserwatora, to brzmi centurion, co znaczy właśnie „setnik”. Wcześniej jednak, zanim zacznę mówić o nim i jego spotkaniu z Jezusem, chcę powiedzieć chociaż trochę ogólnie o samym krzyżu.

Ten krzyż to zarazem ikona. Jej autor pościł i medytował w czasie rysowania. Każdy przedstawiony tu gest, każdy szczegół ma swoje znaczenie. Nie sposób w krótkim omówieniu powiedzieć wszystko na ten temat. Dlatego z konieczności tylko niektóre. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa nie przedstawiano Pana wiszącego na krzyżu. Dlaczego? Bo tą okrutną karę chrześcijanie znali z własnego doświadczenia. Dopiero gdzieś może od 6 wieku zaczęto ukazywać Pana wiszącego na krzyżu. Ale te obrazy czy krzyże różniły się od tych, które znamy dzisiaj. Czym? Pokazywały Chrystusa ubranego, wyprostowanego, nie ukazywały Jego cierpienia. Podobnie jest na tej ikonie. Wprawdzie Chrystus jest ukrzyżowany i z jego ran wypływa krew, to jednak na Jego twarzy nie widać cierpienia; jest to Jezus ukrzyżowany i zmartwychwstały.

To właśnie w czasach św. Franciszka zaczęto podkreślać człowieczeństwo Chrystusa. I św. Franciszek miał w tym swój udział. To on, jako pierwszy w historii zaczął organizować misteryjne przeżywanie Bożego Narodzenia, przez co dał początek budowaniu szopek, które dzisiaj jest tak popularne w Polsce. To on także rozważał, co Bóg uczynił dla człowieka przyjmując w Jezusie krzyż i śmierć i wołał: „Miłość nie jest kochana”. Franciszek tak rozważał mękę Pana, że upodobnił się do Ukrzyżowanego także zewnętrznie, bo jako pierwszy w historii otrzymał dar stygmatów. Odtąd nie tylko w sercu, ale także na nogach i rękach i w boku nosił rany Chrystusowe.

Ale ikona krzyża, przed którą modlił się Franciszek pytając, pochodzi z czasów wcześniejszych – nie wyraża bólu. Twarz Chrystusa wyraża majestat, władzę, panowanie; emanuje pokojem, łagodnością, wręcz możemy powiedzieć, że jest pogodna. I ten pokój wraz z łagodnością i pogodą wewnętrzną udzielają się także stojącym obok krzyża postaciom.



Osoby stojące obok krzyża (chodzi o te większe postacie) to patrząc od lewej strony obserwatora: Maryja, Matka Jezusa, Jan umiłowany uczeń, Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i setnik. Maryja wraz z Janem stoją po prawej stronie ukrzyżowanego Pana, pozostałe trzy postacie po lewej stronie Pana.

Setnik jest w tej grupie jedyną osobą bez aureoli. Ale jest też jedyną z tych pięciu osób, której wzrok skierowany jest na Jezusa.

Na początku trzeba postawić ogólne pytanie: Kim był setnik? Był rzymskim żołnierzem. Jak sama nazwa wskazuje, że był to dowódca stojący na czele setki żołnierzy. Ale sam też podlega rozkazom. To on otrzymał rozkaz wykonania wyroku Piłata. Zatem setnik, w odróżnieniu od wspomnianych czterech osób, nie znalazł się obok krzyża z własnej woli, ale z rozkazu.

Pod tym względem setnik podobny jest do Szymona Cyrenejczyka, który został przymuszony do dźwigania krzyża Pana. Mimo, że spotkanie z Panem nie było planowane, a pomoc zmęczonemu Panu wymuszona, stało się to spotkanie owocne dla Cyrenejczyka. Przemieniło go. I możemy się domyślać, że stał się chrześcijaninem. Na jakiej podstawie możemy tak myśleć? Bo Ewangelista Marek podaje, że Szymon był ojcem Aleksandra i Rufusa (15, 21), a ten ostatni wymieniony jest przez Apostoła Pawła w Liście do Rzymian. Apostoł przesyła mu pozdrowienia (16, 13). I mamy podstawy sądzić, że spotkanie setnika z Panem miało podobny skutek na żołnierza rzymskiego, jak miało na Szymona z Cyreny.

Spotkanie setnika z Panem, jakie dokonało się w godzinach Męki Chrystusa, nie było pierwszym. Ewangelie opisują jeszcze inne spotkanie Pana z setnikiem. Nie możemy być w stu procentach pewni, czy chodzi o tego samego setnika, czy o innego. I podobnie w Dziejach Apostolskich, w 10-tym rozdziale znowu spotykamy setnika, który z rąk Apostoła Piotra przyjmuje chrzest. W ten sposób staje się pierwszym chrześcijaninem spoza narodu żydowskiego. Nie wiemy z całą pewnością, czy chodzi tu o jednego i tego samego człowieka, czy o dwóch, a może o trzech różnych setników. Trudno to rozstrzygnąć na podstawie posiadanych informacji. Osobiście skłaniam się do tego, że chodzi tu o jedną i tą samą osobę. Można tak sądzić, bo pomimo zewnętrznych różnic, setnik przedstawiony przez różnych autorów, jest człowiekiem wiary. Podobne jest postrzeganie autora naszej ikony. On widzi tu jedną i tę samą osobę. I dlatego, pójdziemy tym tropem, przyjmując intuicję autora krzyż z San Damiano.

Przejdźmy zatem do poszczególnych scen ukazujących owe spotkania Pana z setnikiem rzymskim. U Mateusza 8, 5-10 czytamy:

„Gdy wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: «Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi» Rzekł mu Jezus: «Przyjdę i uzdrowię go». Lecz setnik odpowiedział: «Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: "Idź!" - a idzie; drugiemu: "Chodź tu!" - a przychodzi; a słudze: "Zrób to!" - a robi». Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: «Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary”. (Mt 8:5-10 BT).

Ta sama scena ukazana jest przez Łukasza 7, 1-10[1]. Jednak Ewangeliści ukazują tą scenę każdy trochę inaczej. Najważniejsze różnice są następujące:

1. U Mateusza, jak słyszeliśmy, setnik jest sam tą osobą, która zwraca się do Jezusa z prośbą. U Łukasza pośrednikami są żydzi należący do starszych miejscu gminy. To oni w imieniu setnika wstawiają się u Jezusa za chorym sługą setnika.

2. Druga różnica jest ta, że u Mateusza nie słyszymy nic na temat wybudowania przez setnika synagogi. Natomiast u Łukasza, przedstawiciele starszyzny żydowskiej wymieniają także jego dobre czyny, dokładnie mówiąc jałmużny na rzecz gminy żydowskiej (co może być potwierdzeniem, że setnik z Dz 10 to ta sama osoba). To on z własnych środków wybudował dla nich synagogę, co jest ukazane na tej ikonie.



Setnik stojący pod krzyżem trzyma w lewej ręce kawałek drewna, może mający przedstawiać belkę użytą przy budowie synagogi. Ważnym szczegółem jest to, że nie widać lewej dłoni setnika. Żołnierz trzyma ten kawałek drewna przez czerwoną szatę zwierzchnią, którą jest on ubrany. Owa szata wierzchnia zasłania dłoń. To oznacza, że lewa ręką trzymająca belkę jest zakryta? Jest to nawiązanie do słów Pana Jezusa:

„Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”. (Mt 6:3-4 BT).

Setnik dawał wielkie jałmużny, ale robił to dyskretnie. I dlatego zasłużył na odpłatę od Boga, który widzi w ukryciu. Dlatego nie dziwi czerwony kolor szaty zwierzchniej oznaczający miłość.

I to jest pierwsza rzecz, której możemy się uczyć od setnika – jego skromności. Czynienia dobrych uczynków nie dla oka ludzkiego, ale dla Boga.

Idźmy dalej. Chociaż opisy spotkania setnika z Jezusem są różne u Mateusza i u Łukasza, to łączy je wiele elementów wspólnych. Najważniejsze są te:

W obu scenach setnik jest przedstawiony, jako człowiek, który nie uważał się za godnego, aby Jezus przyszedł do jego domu. Jest to znak pokory. I to właśnie jego słowa (trochę zmienione) powtarzamy w czasie każdej Mszy św. tuż przed Komunią św.: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie”. Ale to nie koniec zdania. Bo w dalszych słowach ten poganin prosi, i te słowa mamy zapisane u obu wspomnianych Ewangelistów: „Ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie”. (Mt 8:8 BT). I te słowa powtarzamy tylko, że zmieniamy je trochę, bo stosujemy ich znaczenie do siebie samych: „Ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”.

Tak mamy w Mszale polskim. Tak się modlimy przed Komunią św. Ale nie jest to dosłowne przetłumaczenie. Bo słowa setnika dosłownie przetłumaczone brzmią nie: „Ale powiedz słowo”, tylko: „Ale powiedz SŁOWEM”. Powiedz „Słowem”? Właśnie tak: „Powiedz słowem, a mój sługa odzyska zdrowie”.

O co tu chodzi? O wyznanie wiary w bóstwo Jezusa. Bóg swoim słowem stworzył wszystko – rzekł: „Niech się stanie”, i stało się. Tylko Bóg ma taką moc. Podobnie tylko Bóg ma moc uzdrawiania swoim słowem, jak czytamy w Ps. 107: „Posłał swe słowo, aby ich uleczyć i wyrwać z zagłady ich życie”. (Ps 107:20 BT).

Setnik wyznaje, że słowo Jezusa ma moc uzdrawiania. Wystarczy, że wypowie je z daleka. Nie musi nawet przychodzić. „Powiedz słowem” to znaczy: Poślij swe słowo, i nie będzie trzeba nic więcej, aby mój sługa odzyskał zdrowie. Ty nie musisz przychodzić. Twoje słowo wysłane wypowiedziane wystarczy.

I to jest druga rzecz, której możemy uczyć się od poganina – wiary w Boga i w moc Jego słowa.

Zauważmy, że wiara poganina w moc Jezusa przewyższa wiarę siostrę Łazarza Marty, która po śmierci brata mówi do Jezusa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. (J 11:21-22 BT).

Marta wyraża wiarę w moc wstawiennictwa Jezusa u Boga Ojca, natomiast setnik wyznaje wiarę, że Jezus ma tę moc sam z siebie. Jezus nie musi prosić Ojca, wystarczy Jego słowo. I to jego słowo wypowiedzenie jego słowa jest rozkazem:

„Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: ‘Idź!’ - a idzie; drugiemu: ‘Chodź tu!’ - a przychodzi; a słudze: ‘Zrób to!’ - a robi”.

I co na to Pan Jezus? Mateusz napisał, że Jezus zdziwił się. W istocie bowiem setnik wyznał wiarę w bóstwo Jezusa. Wiara setnika zdziwiła go, tak jak dziwiła go niewiara żydów. Wiara setnika zadziwiła Pana tak bardzo, że wypowiedział słowa: «Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary”.

Trudno o większą pochwałę. Ponieważ setnik pod krzyżem również wyznał wiarę w Jezusa, jako Syna Bożego, dlatego jestem przekonany, że w obu przypadkach chodzi i tą samą osobę. Setnik z Kafarnaum proszący o uzdrowienie swojego sługi i ten pod krzyżem to ta sama osoba, która wyznaje bóstwo Jezusa.

Czytamy o tym u Marka: „Setnik zaś, który stał naprzeciw, widząc, że w ten sposób oddał ducha, rzekł: ‘Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym’”. (Mk 15:39 BT). Do tego wyznania nawiązuje gest jego prawej dłoni uwieczniony przez artystę. Palec mały i serdeczny są zgięte, a kciuk, palec wskazujący i środkowy są wyprostowane. Setnik pokazuje liczbę „trzy”. Artysta zdaje się mówić, że setnik nie tylko wyznaje wiarę w Jezusa: „Prawdziwie ten człowiek jest Synem Bożym”, ale wyznaje wiarę w Trójcę Świętą[2]. Jest to wiara już ściśle chrześcijańska. Chociaż setnik jest wciąż jeszcze poganinem, gest ten jest wyrazem jego gotowości do przyjęcia chrztu.

O przyjęciu chrztu przez setnika czytamy w Dziejach Apostolskich 10. Jest to pierwszy poganin przyjmujący wiarę w Pana i chrzest. Nie będę cytował tu całego rozdziału, a jedynie pierwszych pięć wersetów:

„W Cezarei mieszkał człowiek imieniem Korneliusz, setnik z kohorty zwanej Italską,pobożny i "bojący się Boga" wraz z całym swym domem. Dawał on wielkie jałmużny ludowi i zawsze modlił się do Boga.Około dziewiątej godziny dnia ujrzał wyraźnie w widzeniu anioła Pańskiego, który wszedł do niego i powiedział: «Korneliuszu!»On zaś wpatrując się w niego z lękiem zapytał: «Co, panie?» Odpowiedział mu: «Modlitwy twoje i jałmużny stały się ofiarą, która przypomniała ciebie Bogu.A teraz poślij ludzi do Jafy i sprowadź niejakiego Szymona, zwanego Piotrem!” (Dz 10:1-5 BT).

W dalszym ciągu jest mowa o Piotrze, że ma wizję zwierząt na wielkim przedmiocie podobnym do płótna opadającym z nieba. Są to zwierzęta nieczyste. I Piotr słysz rozkaz: Piotrze, zabijaj i jedz. „O nie, nigdy nie jadłem nic nieczystego”. „Nie nazywaj nieczystym, co Bóg oczyścił”. Powtórzyło się to trzy razy. I kiedy Piotr zastanawiał się, co to może znaczyć, przyszli wysłannicy od setnika Korneliusza. Piotr idzie z nimi. Pyta co, chcą od niego. Kiedy setnik wyjaśnia, Piotr głosi kazanie o Jezusie, w czasie którego Duch Święty zstępuje na nich. Zaczynają mówić w obcych językach. I wtedy każe ochrzcić setnika i wszystkich, którzy byli z nim w domu. I do tego właśnie zdaje się nawiązywać na naszej ikonie mała głowa tuż obok głowy setnika. On jest pierwszym chrześcijaninem z narodów pogańskim. Za nim przyszła nie tylko jego rodzina i domownicy, ale miliony i miliardy innych pogan przyjmujących wiarę w Jezusa, jako Pana, i wiarę w Trójcę Świętą.

Postać setnika odznacz się bardzo ciepłymi barwami na tle wszystkich innych, których spotkał Pan w swojej męce. I choć był tym, który wykonał rozkaz ukrzyżowania Pana, to jednak należy on do pierwocin tych, którzy skorzystali z owoców Odkupienia dokonanego przez Pana na krzyżu.
_________________________
[1] Również Ewangelia według św. Jana zawiera tę scenę (4, 45-54). Przy wszystkich różnicach do opisów tego wydarzenie podanych przez Mateusza i Łukasza, są wystarczające powody do tego, żeby uznać, że chodzi o to samo wydarzenie. Tak rozumie to autor ikony z San Damiano. W postaci setnika można dopatrzeć się aluzji do tekstów trzech Ewangelistów. Ze względu na charakter tego tekstu i pragnienie skrócenia tekstu pominąłem w powyższych rozważaniach Ewangelię Janową, ale jednak trzeba zauważyć, że autor ikony nawiązuje także do Janowego opisu. Głowy za plecami setnika zdają się wskazywać na to, że w Pana uwierzył nie tylko on sam, ale także cały jego dom.

[2] Tak widzi autor tego opracowania: http://www.franciscanfriarstor.com/archive/stfrancis/stf_san_damiano_cross.htm Inni interpretują ten gest inaczej: http://www.francesco.katowice.opoka.org.pl/san1.html

14:02, niebieski519
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 marca 2015

Pytanie: Skąd u chrześcijan wzięło się przekonanie o potrzebie zachowania czystości przedmałżeńskiej? Pytam o to, ponieważ poszukiwałem w Biblii jednoznacznych słów na ten temat i nie znalazłem żadnego fragmentu. Jezus nic nie mówił o czystości przedmałżeńskiej.

*****

Odpowiedź: Tak, to prawda, że Jezus nic nie mówił na temat czystości przedmałżeńskiej. Ale nie mogę się zgodzić, że w Biblii brak jednoznacznych słów na ten temat. Bo nauka o czystości przedmałżeńskiej obecna w Biblii jest jednoznaczna, chociaż nie jest ukazana w sposób bezpośredni.

Zdarza się, że pewne prawdy są wypowiadane niejako przy okazji. Jakiś człowiek mówi na pewien temat, ale przy okazji, potwierdza inne rzeczy, nawet jeśli w tym momencie nie jest to jego głównym zamiarem. Odnosi się to także do prawd wiary. Jako przykład niech posłuży jeden z kanonów Synodu Laterańskiego z połowy VII w.: „Jeśli ktoś nie wyznaje według świętych Ojców, że święta zawsze Dziewica i niepokalana Maryja jest właściwie i prawdziwie Bożą Rodzicielką (…) - niech będzie wyłączony ze wspólnoty wiernych”. Synod ten doprecyzowuje definicję Bożego macierzyństwa i dziewictwa Bożej Rodzicielki, a przy okazji nazywa Maryję „niepokalaną”, chociaż jeszcze trzeba poczekać wiele stuleci, aby również ta prawda została podniesiona do rangi dogmatu. Cytowany kanon potwierdza, że już w VII była nauczana prawda o niepokalanym poczęciu NMP, chociaż oczywiście w tych czasach nie miała rangi dogmatu, którego odrzucanie groziło wykluczeniem ze wspólnoty wiernych. I myślę, że ten właśnie fakt, że ta wzmianka o niepokalanym poczęciu NMP pojawiła się tam mimochodem, potwierdza, że jej wyznawanie było czymś oczywistym dla wszystkich wierzących. A jeśli w tamtych czasach nie było jeszcze dogmatu o niepokalanym poczęciu NMP, to właśnie dlatego, że przez wiernych nie był on podważany.

Podobnie jest z nauką natchnionych autorów. Pisali o tym, co nie było oczywiste dla adresatów, a pomijali milczeniem to, co było oczywiste. Przykładem niech będą słowa napisane przez Apostoła Narodów:

„Niech was w żaden sposób nikt nie zwodzi, bo dzień ten nie nadejdzie, dopóki nie przyjdzie najpierw odstępstwo i nie objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia, który się sprzeciwia i wynosi ponad wszystko, co nazywa się Bogiem lub tym, co odbiera cześć, tak że zasiądzie w świątyni Boga dowodząc, że sam jest Bogiem. Czy nie pamiętacie, jak mówiłem wam o tym, gdy wśród was przebywałem? Wiecie, co go teraz powstrzymuje, aby objawił się w swoim czasie”. (2 Tes 2:3-6 BT).

Adresaci WIEDZIELI, co powstrzymuje objawienie się „człowieka grzechu”, i dlatego Paweł nie napisał nic na ten temat. A my tak chętnie dowiedzielibyśmy się czegoś więcej.

Podobnie było, jak sądzę, w kwestii współżycia przedmałżeńskiego narzeczonych. Trudno znaleźć naukę wyraźnie i jednoznacznie adresowaną temu tematowi, ale nie można powiedzieć, że Apostoł Narodów całkowicie milczy na ten temat. Jego poglądy na temat czystości przedmałżeńskiej dają się poznać na podstawie tego, co pisze na temat małżeństwa i dziewictwa w siódmy rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian. Opuszczę tu pierwsze dwadzieścia trzy wersety tego rozdziału adresowane do małżonków i przejdę od razu do części odnoszącej się do dziewictwa:

„Bracia, niech przeto każdy trwa u Boga w takim stanie, w jakim został powołany. Nie mam zaś nakazu Pańskiego co do dziewic, lecz daję radę jako ten, który - wskutek doznanego od Pana miłosierdzia - godzien jest, aby mu wierzono. Uważam, iż przy obecnych utrapieniach dobrze jest tak zostać, dobrze to dla człowieka tak żyć. Jesteś związany z żoną? Nie usiłuj odłączać się od niej! Jesteś wolny? Nie szukaj żony! Ale jeżeli się ożenisz, nie grzeszysz. Podobnie i dziewica, jeśli wychodzi za mąż, nie grzeszy. Tacy jednak cierpieć będą udręki w ciele, a ja chciałbym ich wam oszczędzić. Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali, ci zaś, co się radują, tak jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali; ci, którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata. Chciałbym, żebyście byli wolni od utrapień. Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie. I doznaje rozterki. Podobnie i kobieta: niezamężna i dziewica troszczy się o sprawy Pana, o to, by była święta i ciałem, i duchem. Ta zaś, która wyszła za mąż, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać mężowi. Mówię to dla waszego pożytku, nie zaś, by zastawiać na was pułapkę; po to, byście godnie i z upodobaniem trwali przy Panu”. (1 Kor 7:28-35 BT).

I teraz wersety, które nas interesują najbardziej:

„Jeżeli ktoś jednak uważa, że nieuczciwość popełnia wobec swej dziewicy, jako że przeszły już jej lata i jest przekonany, że tak powinien postąpić, niech czyni, co chce: nie grzeszy; niech się pobiorą! Lecz jeśli ktoś, bez jakiegokolwiek przymusu, w pełni panując nad swoją wolą, postanowił sobie mocno w sercu zachować nietkniętą swoją dziewicę, dobrze czyni. Tak więc dobrze czyni, kto poślubia swoją dziewicę, a jeszcze lepiej ten, kto jej nie poślubia. Żona związana jest tak długo, jak długo żyje jej mąż. Jeżeli mąż umrze, może poślubić kogo chce, byleby w Panu. Szczęśliwszą jednak będzie, jeżeli pozostanie tak, jak jest, zgodnie z moją radą. A wydaje mi się, że ja też mam Ducha Bożego”. (1 Kor 7:36-40 BT).

Myślę, że wymowa tego tekstu, szczególnie tych zaznaczonych przeze mnie tłustym drukiem wersetów, jest jasna. Dla św. Pawła było czymś oczywistym, że zarówno kobieta, jak i mężczyzna, którzy nie żyli w małżeństwie, byli dziewicami[1]. Zachęcał on do pozostania w takim stanie, w jakim każdy był w chwili uwierzenia w Chrystusa. Małżonkowie niech pozostają w małżeństwie. Mężczyźni nieżonaci niech się nie żenią, a panny niech nie wychodzą za mąż, bo dziewictwo jest lepsze niż małżeństwo. A ci, którzy nie potrafią panować nad swoim ciałem – pozostać dziewicami, niech zawrą związek małżeński. Czyli: albo związek małżeński albo dziewictwo. Z tego wynika, że narzeczeni, jak długo są narzeczonymi, nie powinni współżyć ze sobą.


[1] Odnosi się to zarówno do panien, jak i kawalerów. W języku polskim brzmi to dziwnie – mężczyzna dziewicą, ale nie było to dziwne dla autorów biblijnych: „To ci, którzy z kobietami się nie splamili: bo są dziewicami”. (Ap 14:4 BT).

poniedziałek, 23 marca 2015

Pytanie jest prowokujące, ale owa „prowokacja” jest jak najbardziej uzasadniona. To, co Platon napisał, doskonale wpisuje się w zapowiedzi odnoszące się do Mesjasza – człowieka sprawiedliwego i cierpiącego. Dla porównania wybrane fragmenty Starego Testamentu – te, które mogliśmy usłyszeć uczestnicząc w Mszy św. w ostatni piątek i sobotę:

"Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego… (…). Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo, jak mówił, będzie ocalony". (Mdr 2, 12.19-20).

„Ja zaś jak baranek oswojony, którego prowadzą na rzeź, nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany: ‘Zniszczmy drzewo wraz z jego mocą, zgładźmy go z ziemi żyjących, a jego imienia niech już nikt nie wspomina!’”. (Jr 11, 19).

„W ‘Państwie’ (lub inne tłumaczenie tytułu: „Rzeczpospolitej”) Platon zadaje pytanie: Gdyby na ziemi pojawił się człowiek idealnie sprawiedliwy, jaki byłby jego los? Dochodzi do wniosku, że sprawiedliwość jakiegoś człowieka tak naprawdę jest dopiero wtedy pełna i sprawdzona, jeśli przyjmie ona zewnętrzny pozór niesprawiedliwości, bo tylko wtedy można poznać, że ów człowiek nie kieruje się opinią ludzką, ale postępuje sprawiedliwe jedynie ze względu na samą sprawiedliwość. Tak to według tego wielkiego filozofa, człowiek naprawdę sprawiedliwy na tym świecie musi być niezrozumiany i prześladowany; Platon posuwa się nawet do stwierdzenia: ‘Powiedzą: „Nasz sprawiedliwy człowiek musi być ubiczowany, torturowany, związany łańcuchami”; wypalą mu oczu, i w końcu, po wszelkiego rodzaju cierpieniach, zostanie ukrzyżowany[1]…’”.[2]



[1] Grecki oryginał dosłownie: “wpity na pal”. Tak tłumaczy Władysław Witwicki w wydaniu z 2003 r. (Wydawnictwo Antyk): „na pal zostanie wpity”. Sprawdziłem, skąd wynika ta różnica. W oryginale greckim Platon użył słowa: ἀνασχινδυλευθήσεται od ἀνασχινδυλεύω. To słowo jest równoważnikiem czasownika ἀνασκολοπίζω, a to z kolei było używane przez Herodota i Filona zamiennie ze słowem ἀνασταυρόω oznaczającym „ukrzyżować”. (Na podstawie: Liddell, H. G., Scott, R., Jones, H. S., & McKenzie, R. (1996). A Greek-English lexicon).

[2] In the Republic the great philosopher asks what is likely to be the position of a completely just man in this world. He comes to the conclusion that a man’s righteousness is only complete and guaranteed when he takes on the appearance of unrighteousness, for only then is it clear that he does not follow the opinion of men but pursues justice only for its own sake. So according to Plato the truly just man must be misunderstood and persecuted in this world; indeed, Plato goes so far as to write: “They will say that our just man will be scourged, racked, fettered, will have his eyes burnt out, and at last, after all manner of suffering, will be crucified.…” This passage, written four hundred years before Christ, is always bound to move a Christian deeply. Serious philosophical thinking here surmises that the completely just man in this world must be the crucified just man; something is sensed of that revelation of man which comes to pass on the Cross. (Ratzinger, J. (1992). Co-Workers of the Truth: Meditations for Every Day of the Year. (M. F. McCarthy & L. Krauth, Trans., I. Grassl, Ed.) (pp. 92–93). San Francisco: Ignatius Press.).

Tagi: Jezus
09:19, niebieski519
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 marca 2015

Dzisiaj spotkanie z Piotrem. W Gorzkich Żalach jest o nim mowa:

„Jezu, pod przysięgą od Piotra
Po trzykroć z wielkiej bojaźni zaprzany,
Jezu mój kochany!”

Podobnie, jak Judasz Piotr dopuścił się zdrady Mistrza, tyle że nie z premedytacją, ale „z wielkiej bojaźni” zaparł się Go. Powiedział, że Go nie zna. I uczynił to nie raz, ale trzy razy. Pod przysięgą.

Dobrze jest porównać Piotra z Judaszem. Bo wtedy będziemy mogli zobaczyć więcej szczegółów z ich życia. Ale co najważniejsze: zobaczymy różnice w ich postawach. A właśnie o to chodzi, żebyśmy z rozważania Męki Pana, i zachowania różnych ludzi, których Pan spotkał w swoim życiu, a szczególnie w ostatnich godzinach Jego życia – wyciągnęli wnioski odnośnie naszych postaw. Niech te złe służą nam jako przestroga, inne jako zachęta do naśladowania.

Postawy Judasza i Piotra wykazuję i podobieństwa i różnice. Nie można więc powiedzieć, że mają się do siebie jak dzień i noc. Dlatego z jednej strony trzeba zauważyć podobieństwa, a z drugiej różnice. I dopiero wtedy przy wszystkich podobieństwach potrafimy dostrzec też istotną różnicę w czymś, co decyduje o powiedzeniu albo klęsce życiowej danego człowieka.

Pomimo wszelkich różnic temperamentu i charakterów, wychowania, pochodzenia, życia w rodzinie, pomimo ich indywidualnych historii życia, która poprzedziła ich spotkanie z Panem – łączą ich takie cechy podstawowe, jak:

- obydwaj byli chciani przez Boga, powołani do życia; Pan Bóg chciał nie tylko, żeby pojawili się na świecie, zaistnieli jako ludzie, ale co więcej – chciał, aby byli zbawieni.

Te wymienione przez mnie elementy są wspólne nie tylko dla Judasza i Piotra, ale w ten sposób można powiedzieć o każdym z nas: Pomimo indywidualnej historii życia, jaką każdy z nas ma za sobą, można powiedzieć o wszystkich i każdym z osobna: Każdy bez wyjątku człowiek jest chciany przez Boga, nawet jeśli nie zawsze był chciany przez rodziców. Nasze pojawienie się na świecie nie było dziełem przypadku, choć niektórym może się tak wydawać. Każdy z nas jest kochany przez Pana Boga, nawet jeśli nie każdy tej miłości doświadczył tak namacalnie. Wreszcie, łączy nas i to, że Pan Bóg chce zbawienia każdego z nas. Tu nie ma wyjątków od reguły. I Judasz też nie był wyjątkiem.

To można powiedzieć o każdym człowieku. Ale Piotra i Judasza łączyło jeszcze więcej: wspólne powołanie do grona apostołów. Wśród miliardów ludzi, którzy żyli, żyją i jeszcze się urodzą, to właśnie oni należeli do grona Dwunastu. Pan Jezus powołał ich na apostołów. Należeli do grona uczniów najbliższych Panu. Ale może najbardziej łączy ich to, że chociaż każdy przy innej okazji, to jednak obydwaj (i tylko oni) zostali nazwani przez Pana „szatanem”.

Wydawać by się mogło, że cechą drogi Judasza było jego powolny upadek, stopniowe odchodzenie od Jezusa, a charakterystyczną cechą Piotra, że coraz bardziej postępował w dobrym, stawał się coraz lepszym, żył coraz bliżej Jezusa. Myślę, że ta pierwsza część tego przypuszczenia jest słuszna. Prawdopodobnie na początku był pełen gorliwości, ale z czasem zaczął się nudzić Panem. Jego odchodzenie dokonywało się powoli, przez niewierność w małych rzeczach. A ten, kto jest niewierny w małych rzeczach, i nie walczy z tym, z czasem stanie się niewierny w rzeczach wielkich. Jest to potwierdzone doświadczeniem świętych, którzy świadczą o tym, że ten, kto lekceważy grzechy powszednie, wpada niebezpieczeństwo, albo lepiej powiedzieć: przygotowuje się do popełnienia grzechu ciężkiego.

To jedna strona medalu czy tego zestawienia: Piotr – Judasz. Kiedy przygotowywałem się, aby ukazać spotkanie Pana z Piotrem, wydawało mi się na początku, że na podstawie Ewangelii i innych Pism Nowego Testamentu będę mógł ukazać Księcia Apostołów, jako tego, który z kolei nieustannie wzrastał. Sądziłem, że Piotr musi być przeciwieństwem Judasza. O ile ten pierwszy przechodził od rzeczy dobrych do złych, od złych do gorszych, to można by oczekiwać, że u Piotra było dokładnie odwrotnie: postępował od rzeczy złych do dobrych, a od dobrych do lepszych. Ale szybko się przekonałem, że to nie takie proste. Bo chociaż można zaobserwować u niego postęp, to nie jest to postęp, którego wykresem jest linia nieustannie wznosząca się w górę, bo przecież przydarzyły mu się upadki. A jego zaparcie się swego Mistrza nie było ostatnim z nich.

Przypatrzmy się najpierw okresowi publicznej działalności Pana Jezusa. Te trzy lata, w czasie których Apostołowie towarzyszyli Panu, było czymś w rodzaju seminarium. Słuchali nauk Mistrza, widzieli Jego czyny, a przede wszystkim byli z Nim wszędzie, gdzie On ich prowadził. Wyobrażam sobie ten czas jako czas błogosławiony dla Apostołów, którzy mogli być tak blisko Nauczyciela. Jak zachowywali się oni w tym czasie? Ewangelie ukazują ich jako ludzi bojaźliwych i małej wiary; często nie rozumieli słów Mistrza, gdy On mówił o kwasie faryzeuszów, oni myśleli, że mówi o chlebie, którego nie zabrali ze sobą; gdy On mówił, że będzie cierpiał, oni proszą o pierwsze miejsca w Jego królestwie lub kłócą się o to, który z nich jest największy. I tak przez trzy lat. A jednak w czasie ostatniej Wieczerzy Pan Jezus zwróci się do nich: „Wyście wytrwali ze Mną w Moich przeciwnościach”. Wytrwali wszyscy z wyjątkiem Judasza, którego Pan nazwał „synem zatracenia”.

„Wyście wytrwali ze Mną w Moich przeciwnościach”. Uśmiechamy się na te słowa: „Panie – co to było za wytrwanie? Panie, czy nie wiesz, że za chwilę jeden z nich wyprze się tego, że Cię zna, i to aż trzykrotnie i to pod przysięgą, a pozostali uciekną zostawiając Cię samego?” A jednak słowa Pana są prawdziwe. I Bogu niech będą dzięki!, że Pan Jezus nie wybrał ludzi idealnych, ale właśnie takich jak my, słabych i grzesznych, niepojętnych, z licznymi wadami, niewytrwałych w dobrem, skłonnych do zła.

I chociaż Pan w Wieczerniku zapowiada zdradę Piotra, zapowiada, że inni się rozproszą zostawiając Go samego, to jednak słyszymy także: „Wyście wytrwali ze Mną w Moich przeciwnościach”. Pan jest bardzo cierpliwy. Był taki wobec Apostołów; jest taki wobec nas. To bardzo ważna nauka dla nas: Trzeba więc, żebyśmy byli cierpliwi wobec innych, starając się zobaczyć w nich pomimo słabości – dobrą wolę; trzeba, żebyśmy byli cierpliwi także wobec samych siebie. Tak naprawdę TYLKO zniechęcenie wobec siebie jest przegraną. Jak długo walczymy, i powstajemy z upadków, wszystko jest w porządku. Byleśmy nie poddali się w walce o zbawienie, byleśmy nie zniechęcili się do siebie. Moc Boża w słabości się doskonali!

Wracając do Pana i jego apostołów. Widzimy, że nie tylko w Wieczerniku przed męką, ale także po zmartwychwstaniu Pan Jezus nie kieruje do Apostołów ani jednego słowa nagany. Na próżno szukać takich słów w Ewangelii. I jeśli słyszymy jakieś Jego upomnienie to jedno: Dlaczego nie uwierzyliście w Moje zmartwychwstanie? Dlaczego brak wam wiary?

Zestawienie Judasza z Piotrem, pokazuje, że Piotr nie uczynił wielkich postępów za życia ziemskiego Pana Jezusa. A później? Po wniebowstąpieniu Pana Apostołowie zebrani wraz z Matką Pana modlą się o Ducha Świętego. I po Zesłaniu Ducha Świętego dzieje się coś niesamowitego. Ci Apostołowie, tak dotąd tchórzliwi, że zamknęli drzwi z obawy przed żydami, oto teraz nie tylko otwierają drzwi, ale jeszcze wychodzą na ulice, i Piotr i inni głoszą pierwsze kazanie. W Dziejach Apostolskich czytamy:

„Wtedy stanął Piotr razem z Jedenastoma i przemówił do nich donośnym głosem: «Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów! (…) Niech więc cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem». Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca: «Cóż mamy czynić, bracia?» - zapytali Piotra i pozostałych Apostołów. «Nawróćcie się - powiedział do nich Piotr - i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego”. (Dz 2:14-38 BT)

Piotr i inni Apostołowie zostali napełnieni Duchem Świętym, z odwagą przemawiają do tłumów, przywódców, władz świeckich i religijnych. Wydaje się, że Piotr jest innym człowiekiem. A jednak, nawet i wtedy znowu objawia się brzydka cecha jego charakteru – tchórzostwo. O jednym takim przypadku napisał apostoł Paweł w Liście do Galatów:

„Gdy następnie Kefas przybył do Antiochii, otwarcie mu się sprzeciwiłem, bo na to zasłużył. Zanim jeszcze nadeszli niektórzy z otoczenia Jakuba, brał udział w posiłkach z tymi, którzy pochodzili z pogaństwa. Kiedy jednak oni się zjawili, począł się usuwać i trzymać się z dala, bojąc się tych, którzy pochodzili z obrzezania. To jego nieszczere postępowanie podjęli też inni pochodzenia żydowskiego, tak że wciągnięto w to udawanie nawet Barnabę. Gdy więc spostrzegłem, że nie idą słuszną drogą, zgodną z prawdą Ewangelii, powiedziałem Kefasowi wobec wszystkich: «Jeżeli ty, choć jesteś Żydem, żyjesz według obyczajów przyjętych wśród pogan, a nie wśród Żydów, jak możesz zmuszać pogan do przyjmowania zwyczajów żydowskich?»” (Ga 2:11-14 BT)

I co Piotr na to upomnienie młodszego apostoła? Miał wystarczającą pokorę, żeby je przyjąć. Przyjął je z pokorą. A pokorajest znakiem jego wielkości.

Ostatni z jego „upadków” i ostateczne powstanie z niego przekazane zostały przez tradycję. Zaznaczyłem w cudzysłowie słowo „upadek”, bo trudno to nawet nazwać upadkiem. Być może kierował się dobrymi intencjami, ale może pojawiło się tu tchórzostwo ubrane w piękne szaty troski o powierzoną mu Owczarnię – Kościół. W czasie prześladowań w Rzymie, Piotr decyduje się opuścić miasto. I wtedy spotyka Pana niosącego krzyż. „Quo vadis, Domine?” – „Dokąd idziesz, Panie?”. „Idę do Rzymu, aby dać się ukrzyżować powtórnie”. Wtedy Piotr zrozumiał, że teraz nadeszła jego godzina. Wraca do miasta, zostaje pojmany i umiera śmiercią męczeńską. Zostaje ukrzyżowany, ale prosi o ukrzyżowanie go głową do dołu, bo nie czuje się godny umierać tak, jak jego Pan, którego się zaparł. Choć umarł w pozycji odwrotnej niż jego Mistrz, to jednak stał się podobny do Niego w śmierci. I to podobieństwo jest decydujące. I ostatecznie tylko ono się liczy. I dzisiaj jest naszym szczególnym patronem od powstawania z powtarzających się upadków.

Na podstawie tego, co powiedziałem do tej pory, myślę, że można podsumować w ten sposób: Piotr był człowiekiem dobrej, choć czasem słabej woli. Może najpiękniejszą z jego cech była ta, że był wystarczająco pokorny, aby uznać swój grzech i poprosić o jego przebaczenie; był wystarczająco pokorny, aby przyjąć upomnienie nawet wtedy, jeśli było dane przez kogoś młodszego wiekiem i pozycją; a przede wszystkim był wystarczająco pokorny, aby przyjąć przebaczającą i miłosierną miłość Pana Boga. Piotr to przykład na to, że Pan Bóg jest cudowny w swoich świętych. To Jego moc i cierpliwa miłość przemieniła Piotra w świętego. To samo może stać się w naszym życiu, nie dlatego, że jesteśmy lepsi od innych, ale dlatego, że miłość Pana Boga jest wszechmocna, silniejsza od naszej słabości. Byleśmy chcieli ją przyjąć, a w razie upadków, przyjmować wciąż na nowo. Prośmy Pana, aby uczynił cuda swej miłości w każdym z nas, tak jak uczynił w św. Piotrze.

09:23, niebieski519
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 marca 2015

Wydaje się, że dzisiejsza Ewangelia (J 7, 40-53) daje pozytywną odpowiedź na to pytanie. Oto wybrane wersety, które o tym świadczą:

 

50 „Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego:

 51 «Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha, i zbada, co czyni?»

 52 Odpowiedzieli mu: «Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei»”. (J 7:50-52 BT).

 

Rozumowanie faryzeuszów można przedstawić przy pomocy sylogizmu:

1. Pismo św. nie mówi o żadnym proroku, który wywodził się z Galilei (tak uważali faryzeusze);

2. Jezus pochodził z Galilei (tak myśleli faryzeusze);

3. Ergo: Jezus nie może być prorokiem.

 

Ten sylogizm pokazuje, że faryzeusze mylili się w obu przesłankach (bo Pismo św. mówi o proroku, który pochodził z Galilei[1], a Jezus urodził się w Betlejem, o czym oni nie wiedzieli), dlatego ich wniosek okazał się błędny. Ale sam sposób ich rozumowania jest potwierdzeniem na to, że przynajmniej w tym miejscu zastosowali zasadę „sola Scriptura”.

Wniosek końcowy: Faryzeusze zastosowali w J 7, 50-52 zasadę „sola Scriptura”; wykorzystali ją, by odrzucić nadprzyrodzony charakter posłannictwa Pana Jezusa.

 


[1] “Contrary to the Pharisees' implication, prophets occasionally did arise from Galilee, such as Jonah (2 Kings 14:25), and possibly Elijah (1 Kings 17:1) and Nahum (Nah. 1:1)”. (ESV Study Bible)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23
O autorze
Tagi