Ile wersetów zostało zinterpretowanych w sposób nieomylny przez Kościół katolicki? Gdzie można znaleźć nieomylny komentarz do „Księgi proroka Izajasza” lub „Apokalipsy”? Z takimi pytaniami spotkałem się niejednokrotnie w czasie dyskusji z naszymi protestującymi braćmi. Jak na nie odpowiadać? Trzeba zacząć od wyjaśnienia błędnie rozumianej idei nieomylnej interpretacji Pisma św. Na czym zatem ona polega? Pewnie najlepiej pokazać to na przykładzie. W 15-tym rozdziale Dziejów Apostolskich jest napisane o konflikcie powstałym w młodej wspólnocie Kościoła, którego sednem było pytanie: Czy poganie przed przyjęciem chrztu mają najpierw poddać się obrzezaniu, czy też nie jest to konieczne? Innymi słowy: Czy obrzezanie było konieczne do zbawienia? Odpowiedź dana przez tzw. Sobór Jerozolimski: „Nie, poganie przyjmujący wiarę w Jezusa Chrystusa nie muszą przyjmować obrzezania”. Jest to decyzja nieomylna. Apostołowie podali obowiązującą wykładnię Starego Testamentu w sprawie obrzezania (wtedy jeszcze Nowy Testament nie był spisany). Nie było ich zamiarem nieomylne zinterpretowanie całego Starego Testamentu, ale jedynie danie odpowiedzi na pytanie: Obrzezywać czy nie obrzezywać?
Dwa wieki później pojawił się Ariusz. Odwołujący się do Pisma św. i stosujący sofistykę w swojej interpretacji ten prezbiter pochodzący z Aleksandrii zaprzeczył bóstwu Jezusa, i w konsekwencji odrzucił naukę o Trójcy Świętej. Znowu pojawiła się konieczność nieomylnej odpowiedzi na pytanie o bóstwo Jezusa: Czy jest On prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem jednocześnie, czy też jedynie człowiekiem? Z tym wiązało się inne pytanie: Czy Bóg jest jeden w trzech Osobach boskich? I sobory najpierw w Nicei, a później w Konstantynopolu, odpowiedziały na to pytania, coraz bardziej precyzując wyznanie wiary: Tak, Jezus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem; posiada boską i ludzką naturę. Druga odpowiedź: Nauka o Trójcy Świętej jest nauką chrześcijańską. I znowu powtarza się coś, co miało miejsce już w czasach apostolskich: Kościół nie chciał dać nieomylnej interpretacji całości Pisma św., ale jedynie udzielić odpowiedzi na pojawiające się pytania.
Tak samo było w dalszej historii. W momencie pojawienia się nowej herezji, pojawiała się także potrzeba większego sprecyzowania wyznawanej wiary, aby oddzielić ortodoksję od herezji. Kościół wypowiadał się na ten temat, a jego orzeczenie często przybierało charakter dogmatu. I wtedy było wiadomo, co jest ortodoksyjną nauką Kościoła, a co herezją. Heretyk miał okazję skorygować swoje poglądy, uznać nauczanie Kościoła i wrócić na jego łono. Jeśli jednak trwał w uporze, pozostawał heretykiem i sam wykluczał się ze społeczności Kościoła.
Na podstawie tego można wyciągnąć wniosek, że nieomylna interpretacja Kościoła NIE polega na wydawaniu nieomylnych komentarzy do całości Biblii czy do poszczególnych Ksiąg biblijnych. Polega ona na głoszeniu kerygmatu wiary, którego szczególnym przypadkiem jest udzielanie odpowiedzi na pytanie o ortodoksję. Dlatego słusznie napisał kard. Ratzinger: „dogmat z samej definicji tego słowa to nic innego, jak interpretacja Pisma św.”
Ile wersetów Pisma św. zostało zinterpretowanych nieomylnie? Z chwilą nieomylnej interpretacji odnośnie konieczności obrzezania zostały nieomylnie zinterpretowane wszystkie wersety Starego Testamentu na ten temat. Kiedy został ustalony dogmat o bóstwie Chrystusa, wszystkie wersety biblijne odnoszące się do tego tematu, zostały zinterpretowane w sposób nieomylny. Ile ich jest? Nie wiem. Ale może policzy je ten, kto zadaje sobie i innym takie pytanie. Podobnie jeśli chodzi o naukę o Trójcy Świętej, transsubstancjacji, dogmatów maryjnych, itp. Każdy z tych dogmatów wiązał się z nieomylną interpretacją odpowiednich wersetów biblijnych. Jeśli ktoś chce to wiedzieć, ile ich jest, niech sobie policzy.
Podsumowując trzeba powiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak „Nieomylna interpretacja Księgi Proroka Izajasza” czy „Nieomylna interpretacja Apokalipsy”. Nieomylną interpretacją Pisma św. są dogmaty.
Taki zarzut można usłyszeć ze strony świadków Jehowy, protestantów, a nawet ze strony …katolików, którzy zetknęli się z antykatolicką propagandą i nie umiejąc na nią odpowiedzieć, myślą, że jest słuszny. Według owych krytyków Kościoła katolickiego, katolicy czcząc obrazy czy figury Pana Jezusa czy świętych dopuszczają się idolatrii. Żeby usprawiedliwić tą bałwochwalczą praktykę Kościół katolicki ukrył przed katolikami Boże przykazanie zakazujące sporządzania i czczenia wszelkich podobizn „tego, co w niebie, na ziemi i pod ziemią” (por. Wj 20:4). Żeby zaś liczba się zgadzała ‘papiści’ w sztuczny i samowolny sposób podzielili ostatnie przykazanie Dekalogu na dwa: zakaz pożądania żony bliźniego i zakaz pożądania wszelkiej innej własności bliźniego. Jak odpowiedzieć na ten zarzut?
Zanim zabiorę się do odpowiedzi na to pytanie, pragnę przypomnieć, że w jednym z moich wcześniejszych wpisów odpowiadając na zarzuty ‘protestującego’ na Frondzie Pawła Bartosika wyjaśniłem, jak należy interpretować poniższy fragment Pisma św. (wykorzystywany często przez antykatolików, aby udowodnić katolikom bałwochwalstwo):
„Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.” (Wj 20, 4-6)
Nie chcę tu powtarzać, co napisałem tam, dlatego wszystkich zainteresowanych odsyłam do tamtego wpisu.
Teraz przystępuję do odpowiedzi na zarzut wyrażony w tytule tego wpisu. Słowo „dekalog” pochodzi od greckiego wyrażenia zapisanego w Septuagincie „deka logoi” – dosł. „dziesięć słów” (por. Wj 34:28; Pwt 10:4). W Piśmie św. są zawarte dwie wersje owych „Dziesięciu Słów”: Wj 20:2-17 oraz Pwt 5:6-21. Są one zbliżone, prawie identyczne, ale żadna z nich nie zawiera podziału owych „Dziesięciu Słów”. Innymi słowy, Biblia zawiera dwa teksty Dekalogu, ale ani w tych dwóch fragmentach, ani gdziekolwiek indziej w całym Piśmie św. nie ma wskazówki, jak należy podzielić na poszczególne przykazania; czyli nie jest nigdzie w Piśmie św. napisane, gdzie kończy się jedno przykazanie, a zaczyna inne. Stąd różne wyznania mają różne systemy podziału Dziesięciu Przykazań. Chociaż z reguły unikam korzystania z wikipedii jako źródła, to tym razem czynię wyjątek, ponieważ w tym miejscu, jak sądzę, robi to rzetelnie i bardzo przejrzyście. Oto ten podział.
Jakie wnioski można wyciągnąć na podstawie tego zestawienia? Pierwszym, który mi się nasuwa jest ten, że tak naprawdę sposób podziału Dekalogu, czyli wyróżnienia z niego poszczególnych przykazań …nie ma znaczenia! Choć brzmi to dziwnie, a może nawet dla wielu szokująco: System podziału Dziesięciu Przykazań praktycznie nie ma żadnego znaczenia. Bo cóż z tego, że interesujące nas tekst (Wj 20:3-6) katolicy przyjmują jako jedno przykazanie - tak samo jak żydzi - skoro żydzi interpretują go tak, jak protestanci? Jakie znaczenie ma fakt, że protestanci mają podział przykazań taki sam, jak prawosławni, skoro interpretacja prawosławnych jest taka sama, jak katolików? Tak więc ostatecznie, to INTERPRETACJA Dziesięciu Przykazań ma znaczenie, nie zaś ich podział.
Jeśli zaś mówimy o różnych podziałach, to jakich kryteriów użyjemy, aby stwierdzić, który jest najlepszy? Wszystkie kryteria są i tak POZABIBLIJNE. Biblia nie zawiera żadnych jednoznacznych kryteriów, do których moglibyśmy się odwołać. Dlatego zarzut „twój Kościół katolicki sfałszował Dekalog” lub „twój Kościół manipuluje Słowem Bożym” świadczy o nieznajomości tegoż Słowa. A jeśli ten zarzut taki pada z ust współczesnego protestanta, świadczy to o komiczności sytuacji, bo przecież katolicki system podziału jest prawie identyczny z tym uznawanym przez ojców reformacji. Innymi słowy, stawiający takie zarzuty współczesny protestant „protestuje” nie tylko wobec Kościoła katolickiego, ale także chociaż pewnie nieświadomie także wobec Marcina Lutra protestującego przeciw Kościołowi w XVI w.: dziecko protestantyzmu oskarża ojca (ojców) reformacji. Ironia historii, którą świetnie zrozumiał Chesterton.
Przy okazji dodam, że katolicki (pochodzący od św. Augustyna) podział wydaje mi się najbardziej logiczny. Dlaczego?
- bo podział na 3 przykazania odnoszące się do Boga i 7 przykazań odnoszących się do bliźniego wydaje się bardziej biblijny ze względu na użycie tych liczb niż podział na 4 przykazania odnoszące się do Boga i 6 odnoszących się do drugiego człowieka, właśnie ze względu na użycie liczb „3” i „7”, które w Piśmie św. mają ogromne symboliczne znaczenie.
- wydaje się bardziej logiczną interpretacją odczytanie Wj 4-6 razem z poprzedzającym wersetem trzecim, o czym pisałem we wpisie, do którego link podałem powyżej.
- przykazania dziewiąte: w porównaniu z wersją luterańską interpretacja katolicka podkreśla ważność (podmiotowość) żony bliźniego (kobiety), co wydaje się bardziej słuszne niż podkreślenie „domu” przez wydzielanie osobnego przykazania zakazującego pożądania.
To tyle na temat podziału, ale jak powiedziałem, ostatecznie to nie podział ma znaczenie, ale interpretacja. Jeden z dyskutantów, sam katolik, zaproponował w dobrej wierze:
„Natomiast uznawanie przykazania w formie np: 'Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną, nie będziesz czynił ich podobizny i oddawał jej czci', wytrąciłoby sekciarzom z ręki potężny oręż, zmuszając ich albo do zamilknięcia, albo do rzeczowej polemiki.”
Nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy. Byłaby to gorsza wersja tego przykazania od obecnego sformułowania. Dlaczego? Bo takie ujęcie sugerowałoby, że to przykazanie odnosi się TYLKO do „obrazów” i „podobizn”. Jeśli świadkowie Jehowy rozumieją to przykazanie w ten sposób, że nie odnosi się wyłącznie do „obcych bóstw” (= bożków), ale oznacza to POWSZECHNY zakaz sporządzania i czczenia WSZELKICH podobizn CZEGOKOLWIEK „w niebie, na ziemi, i pod ziemią”, to obawiam się, że sami łamią to przykazanie robiąc fotografie swoich bliskich czy umieszczając w swoich kolorowych publikacjach obrazy Jezusa. Oskarżając katolików, potępiają samych siebie, bo według ich interpretacji łamią to przykazanie.
Tymczasem można wykraczać przeciwko temu przykazaniu nie tylko w ten sposób, że ktoś sporządza podobizny bożków i oddaje im cześć należną jedynie Bogu. Św. Paweł chciwość nazywa „bałwochwalstwem” (dosł.: „idolatrią” - Kol 3:5), a w tym samym kontekście mówi także o „rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy”. Idolatria, która nam REALNIE zagraża to nie kult obrazów, ale to, o czym mówi Apostoł: chciwość, rozpusta, nieczystość, itd. Jeśli Apostoł „chciwość” nazywa idolatrią, to nie dlatego, że na monetach czy banknotach są umieszczone czyjeś podobizny, czy też dlatego, że ktoś klęka przed studolarówką. Chodzi o coś zupełnie innego. Chodzi o wewnętrzną postawę, gdzie w sercu chciwca pieniądz zajął miejsce Boga.
Oprócz tego: To samo może stać się z żywymi ikonami Chrystusa - z ludźmi; także i te żywe ikony mogą stać się dla nas okazją do grzechu. Jesteśmy zobowiązani ich szanować i czcić, ale czy nie zdarzyło się i czy wciąż się nie zdarza, że niektórzy ubóstwiają innych (choćby tzw. „idoli”)? Czy nie zdarza się, że niektóre dzieci kochają swoich rodziców bardziej niż Boga? Czy nie zdarza się rzecz odwrotna, tzn. że rodzice kochają swoje dzieci bardziej niż samego Boga? Czy nie zdarza się, że niektórzy dla innych (ludzi) wyrzekają się Stwórcy?
Wynika z tego, że nie tylko ikony (obrazy, rzeźby) „stworzone ludzką ręką” mogą odwodzić od Boga; „ikony stworzone przez Boga” (ludzie) mogą to czynić tak samo i pewnie czynią to o wiele częściej. Zatem nie dajmy się zbić z tropu przez tych, którzy odwołują się do Pisma św., ale tak naprawdę nie znają go. Czcijmy obrazy świętych, relikwie, ludzi, stosownie według należnej im miary, ale Boga czcijmy ponad wszystko. Słowo „cześć” ma wiele znaczeń, a nie tylko jedno, jak to sugerują protestanci.
Podsumowując ten punkt trzeba powiedzieć, że interpretacja świadków Jehowy i wielu współczesnych protestantów jest niczym innym jak powrotem do judaizmu.
Rdz 1, 26:„A wreszcie rzekł Bóg:‘Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam’”.
Nasz wielki i zróżnicowany kosmos — świat istot żyjących — wpisany jest w ojcostwo samego Boga jako w swój odwieczny pierwowzór (por. Ef 3, 14-16). Wpisany jest — oczywiście — na zasadzie rozległej analogii. Poprzez tę analogię, która wyraża się już na początku, w Księdze Rodzaju, dochodzimy do wyodrębnienia ludzkiego rodzicielstwa, a więc także ludzkiej rodziny. Kluczem do tego jest bardzo mocno uwydatniona w tym samym tekście zasada „obrazu” i „podobieństwa” Boga samego (por. Rdz 1, 26). Bóg stwarza mocą swego słowa: „Niechaj się stanie” (np. Rdz. 1, 3). Rzeczą znamienną jest, iż to stwórcze słowo Boga — w przypadku stworzenia człowieka — dopełnione jest zwrotem: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1, 26). Stwórca jak gdyby wchodził w siebie przed stworzeniem człowieka, szukając wzoru i natchnienia w tajemnicy swojego Bytu, która poniekąd już tutaj objawia się jako Boskie „My”. Z tej tajemnicy Bóg wyprowadza stwórczo ludzką istotę. Czytamy: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 27).
Do tych nowych istot Stwórca mówi, błogosławiąc: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1,28). Księga Rodzaju używa tych samych słów, co przy stworzeniu innych istot żyjących: „rozmnażajcie się” — równocześnie jednak ich sens analogiczny jest bardzo wyraźny. Czyż nie jest to właśnie analogia rodzenia i rodzicielstwa, którą trzeba odczytywać poprzez cały kontekst? Żadna z istot żyjących poza człowiekiem nie została stworzona „na obraz i podobieństwo Boga”. Ludzkie Rodzicielstwo jest biologicznie podobne do prokreacji innych istot żyjących w przyrodzie, ale istotowo jest „podobne” — ono jedno — do Boga samego. Takie właśnie rodzicielstwo stoi u podstaw rodziny jako ludzkiej wspólnoty życia: jako wspólnoty osób zjednoczonych w miłości (comunio personarum).
W świetle Nowego Testamentu widać wyraźnie, że odniesienia dla tej wspólnoty, jej pierwowzoru, należy szukać w Bogu samym. Zawiera się on w trynitarnej tajemnicy Jego Życia. Boskie „My” jest przedwiecznym prawzorem dla ludzkiego „my” — tego przede wszystkim, jakie mają stanowić mężczyzna i kobieta, stworzeni na obraz i podobieństwo Boga samego. Słowa Księgi Rodzaju zawierają prawdę o człowieku, której odpowiada najszerzej rozumiane doświadczenie ludzkości: człowiek jako mężczyzna i kobieta „od początku” — całe życie ludzkiej zbiorowości — wspólnoty, społeczności i społeczeństwa noszą znamię tej pierwotnej dwoistości. Stanowi o niej męskość i kobiecość poszczególnych osób, a każda wspólnota czy społeczność czerpie z tej dwoistości swą szczególną charakterystykę i szczególne bogactwo we wzajemnym dopełnianiu się osób. Zapis Księgi Rodzaju dotyczący dzieła stworzenia zdaje się mówić o tym nade wszystko, gdy stwierdza: „mężczyzną i kobietą stworzył ich” (por. Rdz 1,27). Jest to również pierwsze stwierdzenie jednakowej godności obojga: oboje na równi są osobami. Osobowa konstytucja obojga oraz osobowa godność jest „od początku” wyznacznikiem dobra wspólnego ludzkości w różnych wymiarach i zakresach. Do tego dobra wspólnego wnoszą oboje: mężczyzna i kobieta, właściwy sobie wkład. Dzięki temu dobro wspólne ludzi posiada u samych podstaw charakter komunijny i komplementarny zarazem.
***
„Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1, 26). Pamiętamy wszyscy tę piękną opowieść z Księgi Rodzaju, która ukazuje nam Boga tworzącego najwspanialsze ze swych dzieł. Posłuszny Jego słowu, znika pierwotny chaos; to właśnie słowo Boże porządkuje wszechświat, napełniając go światłem gwiazd i zaludniając wszelkiego rodzaju istotami żywymi. Następnie święty autor, jak gdyby uchylając zasłonę, podsłuchuje – rzec można –intymny dialog Stwórcy, sygnał wskazujący istnienie Bożej Rodziny, którym zamyka swą opowieść: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1, 26). Ażeby bardziej z bliska prześledzić tę opowieść i aby lepiej zrozumieć jej głęboki sens, zastanówmy się wspólnie nad trzema momentami obecnymi w świętym tekście. Przede wszystkim, drodzy bracia, tekst Księgi Rodzaju przedstawia człowieka, ludzkość, nas wszystkich, w myśli Boga, jako przedmiot Jego planów. Uczynieni zostaliśmy według niepowtarzalnego projektu, poczętego w nieskończonej mądrości: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1;26). Oto najwyższa przyczyna godności ludzkiej: jesteśmy wyrazem serca Boga Żywego, objawieniem się Jego odwiecznych planów, wedle których Bóg udziela się człowiekowi, czyni nas na swój obraz. Mężczyzna i kobieta, uczynieni na obraz i podobieństwo Boże, od początku pomyślani zostali tak, aby mogli rozwijać w czasie dialog miłości istniejący w sercu Boga i przekazywać Jego stwórcze słowo, źródło życia, tak jak według porównania św. Tomasza płomień pochodni przekazuje ogień, od którego zapala się pochodnię (por. Summa contra gentiles, II 46). Drugi moment – autor Księgi Rodzaju mówi nam o realizacji zamysłu Bożego dotyczącego człowieka: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 27). Instytucja wspólnoty małżeńskiej, zgodnie z planem Bożym, jest więc pierwszym zalążkiem, pierwszym wyrazem powołania człowieka na ziemi. Pierwsza wspólnota ludzka nosi w sobie wezwanie do jedności z Bogiem i do komunii osób. Miłość Boża zatem będzie znajdowała swe odbicie nie w samotności człowieka (por. Rdz 2, 19 nast.), ale w jego relacjach międzyosobowych, stając się zaproszeniem do dialogu z Bogiem i z innymi ludźmi. W tym to celu – i tu dochodzimy do trzeciego momentu biblijnej narracji – Stwórca błogosławi mężczyznę i kobietę. W tym błogosławieństwie zawiera się wyraz i znak stwórczej miłości. Miłość tworzy dobro i „raduje się z dobra”: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1, 28). Bóg, udzielając swego błogosławieństwa, zanim jeszcze obiecał parze ludzkiej objęcie ziemi w posiadani, obdarzył ją płodnością i powierzył jej misję prokreacji i przekazywania ziarna życia, jako owoc i znak małżeńskiej miłości. Na ową płodność miłości, dobro małżonków i potomstwa, trzeba patrzeć w świetle Bożej łaskawości, jako na odbicie obrazu Boga i znak stopniowego wzrastania we wspólnocie życia: „A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało” (Mt 19, 6). Opis owego najwspanialszego dnia stworzenia autor zamyka konkluzją: „Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1, 31).
***
Rdz 2, 25:„Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu”.
Mężczyzna i kobieta widzą siebie (wedle Rdz 2, 25) jakby wzrokiem samej tajemnicy stworzenia - widzą siebie w ten sposób, zanim „poznają, że są nadzy”. Ich wzajemne widzenie jest nie tylko udziałem w „zewnętrznej” widzialności świata, ale ma wewnętrzny wymiar uczestnictwa w widzeniu samego Stwórcy - w tym widzeniu, o którym kilkakrotnie mówi tekst kapłański „widział Bóg, że było dobre [...], że było bardzo dobre” (Rdz 1, 31). Nagość oznacza całą prostotę i pełnię tego widzenia, poprzez które ujawnia się „czysta” wartość człowieka jako mężczyzny i kobiety, „czysta” wartość ciała i płci. Sytuacja - na którą pierwotne objawienie ciała, a w szczególności Rdz 2, 25 wskazuje tak zwięźle, a zarazem tak sugestywnie, nie zna wewnętrznego pęknięcia i przeciwstawienia pomiędzy tym, co duchowe, a tym, co zmysłowe, tak jak nie wykazuje pęknięcia i przeciwstawienia pomiędzy tym, co po ludzku osobowe, a tym, co w człowieku stanowi płeć: co męskie i kobiece.
Widząc siebie wzajemnie jakby wzrokiem samej tajemnicy stworzenia, mężczyzna i kobieta widzą siebie tym pełniej i wyraziściej samym zmysłem wzroku: oczyma ciała. Widzą bowiem i ogarniają siebie z całym pokojem l wewnętrznego wejrzenia, który właśnie stwarza pełnię osobowej intymności. Jeśli „wstyd” niesie z sobą swoiste ograniczenie widzenia oczyma ciała, to dzieje się to przede wszystkim na gruncie zachwianej i jakby „zagrożonej” osobowej intymności. Wedle Rdz 2, 25 mężczyzna i kobieta „nie doznają wobec siebie wstydu”; widząc i ogarniając siebie z całym pokojem wewnętrznego wejrzenia, „komunikują” w pełni człowieczeństwa, które objawia się w nich jako wzajemnie dopełnione właśnie dlatego, że jest „męskie” i „kobiece”. A zarazem „komunikują” na gruncie tej komunii osób, w której poprzez swą kobiecość i męskość stają się wzajemnym darem dla siebie. W ten sposób osiągają we wzajemności szczególne poczucie sensu swego ciała. Pierwotne znaczenie nagości odpowiada takiej prostocie i pełni widzenia, w której poczucie sensu ciała rodzi się jakby w samym sercu ich wspólnoty – komunii. Nazwiemy je „oblubieńczym”. Mężczyzna i kobieta w Rdz 2, 23-25 wyłaniają się u samego „początku” z takim właśnie poczuciem sensu swego ciała. To też zasługuje teraz na pogłębioną analizę.
Jeśli opis stworzenia człowieka w obu swych wersjach, jahwistycznej i kapłańskiej, pozwala nam ustalić pierwotne znaczenie samotności, jedności i nagości, to tym samym pozwala odnaleźć się na terenie adekwatnej antropologii, która stara się rozumieć i tłumaczyć człowieka w tym, co istotowo ludzkie.
Teksty biblijne zawierają w sobie zasadnicze elementy takiej właśnie antropologii, odsłaniające się w teologicznym kontekście „obrazu Boga”. To pojęcie kryje w sobie sam rdzeń prawdy o człowieku, objawionej poprzez ów „początek”, do którego odwołał się Chrystus w rozmowie z faryzeuszami (por. Mt 19, 3-9), mówiąc o stworzeniu człowieka jako mężczyzny i kobiety. Trzeba pamiętać, iż wszystkie analizy, jakie tutaj podejmujemy, bodaj pośrednio nawiązują do tych właśnie Jego słów. Człowiek, którego Bóg stworzył „mężczyzną i niewiastą”, jest obrazem Bożym wyrażonym w ciele „od początku”, przy czym mężczyzna i kobieta stanowią jakby dwa różne sposoby ludzkiego „bycia ciałem” w jedności tego obrazu.
Wypada nam teraz jeszcze raz zwrócić się do tych zasadniczych słów, którymi posługuje się Chrystus, do słowa „stworzył” oraz do podmiotu “Stwórca”, wprowadzając w dotychczasowy tok naszych rozważań nowy wymiar, nową zasadę rozumienia i tłumaczenia, którą określimy jako „hermeneutykę daru”. Wymiar daru stanowi o istotnej prawdzie i głębi znaczenia pierwotnej samotności, jedności i nagości. On też leży w samym sercu tajemnicy stworzenia, która pozwala nam budować teologię ciała „od początku”, ale też domaga się, abyśmy tak ją właśnie budowali.
Słowo „stworzył” w ustach Chrystusa zawiera tę samą prawdę, którą odczytujemy w Księdze Rodzaju. Pierwszy opis stworzenie powtarza to słowo wielokrotnie od Rdz 1, 1 („Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”), aż do Rdz 1, 27 („stworzył [...] człowieka na [...] obraz Boży”) 20). Bóg objawia siebie przede wszystkim jako Stwórcę. Chrystus odwołuje się do tego podstawowego objawienia utrwalonego w Księdze Rodzaju. Pojęcie stworzenia ma tam nie tylko swą metafizyczną, ale na wskroś teologiczną głębię. Stwórca to Ten, który „powołuje do istnienia z nicości”, który „ustanawia w bycie” świat i człowieka w świecie, dlatego że „jest miłością” (1 J 4, 8.16).
Wprawdzie tego wyrażenia „Bóg jest miłością” nie znajdujemy w samym opisie stworzenia, niemniej opis ów wielokrotnie powtarza: „widział Bóg, że było dobre [...], że było bardzo dobre” (Rdz 1,4. 10.12.18.21.25.31). Poprzez te słowa odsłania się droga do miłości jako Boskiego motywu stworzenia, jako jego źródła, z którego ono się wywodzi. Tylko miłość bowiem daje początek dobru i „raduje się, dobrem” (por. l Kor 13). Dlatego stworzenie jako działanie Boże oznacza nie tylko powołanie do istnienia z nicości i ustanowienie byt u świata i człowieka w świecie, oznacza ono zarazem wedle opisu (bereszit bara, Rdz 1, 1) obdarowanie, i to obdarowanie podstawowe i „radykalne”, w którym dar pochodzi z nicości.
Lektura pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju wprowadza nas w tajemnicę stworzenia, czyli zaistnienia świata z woli Boga, który jest wszechmocą i miłością. Wobec tego każde stworzenie nosi w sobie znamię daru, jako najbardziej pierwotne i podstawowe. Równocześnie jednak pojęcie „obdarowania” nie może być odniesione do nicości. Wskazuje ono na obdarowującego i obdarowanego oraz na relację, jaka pomiędzy nimi powstaje. Otóż relacja ta wyłania się w opisie stworzenia wraz ze stworzeniem człowieka. O tej relacji mówi przede wszystkim zwrot: „Stworzył więc Bóg człowieka [...] na obraz Boży go stworzył” (Rdz 1, 27). W opisie stworzenia świata widzialnego obdarowanie ma sens tylko ze względu na człowieka. O nim tylko w całym dziele stworzenia należy myśleć jako o obdarowanym: świat widzialny jest stworzony „dla niego”. (Jan Paweł II, Komentarz do ksiąg Starego Testamentu, str. 12-14; 36-38).
„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”. (Rdz 1, 1 BT)
*********
„Gdy w języku biblijnym «niebo» występuje w połączeniu z «ziemią», oznacza część wszechświata. W opisie stworzenia Pismo Święte stwierdza: «Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię» (Rdz 1, 1). W sensie metaforycznym niebo pojmowane jest jako mieszkanie Boga, który tym odróżnia się od ludzi (por. Ps 104 [103], 2 n.; 115 [113 B], 16; Iz 66, 1). Spogląda z wysokości niebios i osądza (por. Ps 113 [112], 4-9) oraz zstępuje, gdy człowiek Go przywołuje (por. Ps 18 [17], 7. 10; 144 [143], 5). Jednakże metafora biblijna daje jasno do zrozumienia, że Bóg nie utożsamia się z niebem, nie można też ograniczać Jego obecności do nieba (por. 1 Krl 8, 27); jest to prawda, chociaż w niektórych fragmentach Pierwszej Księgi Machabejskiej «Niebo» występuje po prostu jako imię Boga (3, 18. 19. 50. 60; 4, 24. 55).
Niebo przedstawiane jest jako transcendentne mieszkanie żywego Boga, a ponadto jako miejsce, do którego dzięki łasce mogą wstąpić również wierzący, co poświadcza w Starym Testamencie historia Henocha (por. Rdz 5, 24) oraz Eliasza (por. 2 Krl 2, 11). Niebo staje się zatem figurą życia w Bogu. W tym sensie Jezus mówi o «nagrodzie w niebie» (Mt 5, 12) i zachęca do «gromadzenia skarbów w niebie» (Mt 6, 20; por. 19, 21).
Nowy Testament pogłębia ideę nieba również w odniesieniu do tajemnicy Chrystusa. Aby ukazać, że ofiara Odkupiciela ma wartość doskonałą i ostateczną, List do Hebrajczyków stwierdza, iż Jezus «przeszedł przez niebiosa» (4, 14) i «wszedł nie do świątyni, zbudowanej rękami ludzkimi, będącej odbiciem prawdziwej [świątyni], ale do samego nieba» (9, 24). Ponadto wierzący, jako umiłowani w sposób szczególny przez Ojca, zmartwychwstają wraz z Chrystusem i stają się obywatelami nieba. Warto posłuchać, co mówi na ten temat apostoł Paweł w słowach pełnych głębokiej treści: «Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. Łaską bowiem jesteście zbawieni. Razem też wskrzesił i razem posadził na wyżynach niebieskich — w Chrystusie Jezusie, aby w nadchodzących wiekach przemożne bogactwo Jego łaski wykazać na przykładzie dobroci względem nas, w Chrystusie Jezusie» (Ef 2, 4-7). Stworzenia doświadczają ojcostwa Boga, bogatego w miłosierdzie, poprzez miłość Syna Bożego, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, który jako Pan zasiada na niebiosach po prawicy Ojca.
Kiedy zatem po zakończeniu naszej ziemskiej drogi dostępujemy udziału w pełni życia z Ojcem, urzeczywistnia się to przez włączenie w misterium paschalne Chrystusa. Św. Paweł, posługując się przestrzennym obrazem, bardzo wyraziście ukazuje to nasze zmierzanie do Chrystusa w niebiosach przy końcu czasów: «Potem my, żywi i pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem. Przeto wzajemnie się pocieszajcie tymi słowami!»" (1 Tes 4, 17-18). (Jan Paweł II, „Komentarz do ksiąg Starego Testamentu”)
Po raz drugi już pastor Paweł Bartosik umieścił na Frondzie tekst pt.: „Boże ikony zamiast ludzkich (coś o kulcie obrazów)”. Jest to ten sam tekst, który umieścił na swoim blogu. Można się domyślać, że przesłanie tego tekstu jest dla niego bardzo ważne, i bardzo mu zależy, aby dotarło do wszystkich odwiedzających Frondę. Skoro tak, to tym bardziej zasługuje na poważne potraktowanie, czyli na (drugą) odpowiedź. Oto ona:
Na wstępie kalwinista przytacza fragment z Księgi Wyjścia:
Księga Wyjścia 20,4-6 (BT) (4) Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! (5) Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. (6) Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.
Zaraz w następnym zdaniu, komentując przytoczone wersety biblijne, stwierdza: Bóg zakazał nam uwielbienia Go poprzez używanie różnych obrazów, ikon czy to wyrzeźbionych czy namalowanych.
Nieprawda pastorze! Pan Bóg nie mówi tu o zakazie uwielbiania Go poprzez używanie różnych obrazów, ikon, itp. Jest to wczytywanie Twoich wyobrażeń w tekst biblijny. W cytowanym przez Ciebie tekście mowa o dwóch rzeczach:
1. O zakazie sporządzania wszelkich podobizn (nie wolno czynić ani tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani, co jest w wodach pod ziemią!)
2. O zakazie oddawania im pokłonu i służenia im.
Żeby zrozumieć wymowę dowolnego tekstu biblijnego trzeba go odczytać w kontekście: najpierw bliższym, później dalszym. Zacznijmy od tego ostatniego. Na innym miejscu w Piśmie św. jest napisane: "Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: «Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu»." (Lb 21, 8)?
Gdzie indziej czytamy o tym, że Pan Bóg przez Mojżesza nakazał sporządzić cheruby i umieścić nad Arką Przymierza (Wj 25, 17-20).
Co więcej: Na innym miejscu jest napisane, że Jozue upadł na twarz przed Arką Przymierza (Joz 7:6) i to zachowanie nie zostało w żaden sposób zganione.
Skoro tak, to wydaje się, że Pan Bóg sobie zaprzecza. Bo oto w jednym fragmencie mówi On o tym, że nie wolno sporządzać czegokolwiek, co jest w niebie, na ziemi czy pod ziemią, a w innym nie tylko zezwala na to, ale nawet poleca to uczynić. Jak to wyjaśnić? Jak więc pogodzić tą pozorną sprzeczność? Odczytaniem w kontekście. Wiersze 4-6 powyższego tekstu trzeba odczytać razem z w. 3.
"Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań." (Wj 20, 3-6)
Sporządzenie węża miedzianego nie było grzechem, bo nie było sporządzaniem podobizny obcego bóstwa. Sporządzenie Arki Przymierza i cherubów na niej nie było złamaniem Bożego przykazania z tego samego powodu: nie było to rzeźbienie obcego boga. Nawet składanie ofiar w obecności Arki ani padanie na twarz przed Arką nie było złamaniem Bożego przykazania, ponieważ Arka była swego rodzaju sakramentem Bożej obecności wśród Izraela.
A jeśli chodzi o Twoją interpretację, to nie rozumiem, dlaczego w cytowanej wypowiedzi jeden werset bierzesz przenoście, a zaraz następny w tej samej wypowiedzi dosłownie. Nie rozumiem hermeneutyki biblijnej, którą stosujesz. Przecież Ten, który w Wj 20, 5 mówi: "Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył (...)", jest Tym samym, który także mówi w poprzedzającym wersecie: "Nie będziesz czynił ŻADNEJ rzeźby ani ŻADNEGO obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią!"
Myślę, że dobrze będzie pokazać błąd pastora na przykładzie. Hermeneutyka biblijna pastora Pawła Bartosika jest podobna do tej ...stosowanej przez świadków Jehowy w ich interpretacji początkowych wersów rozdziału siódmego Księgi Apokalipsy, co zostało ukazane na tym filmie, do którego poniżej podaję link. To, co mam na myśli, zaczyna się w 22 min. i 49 sek., ale dobrze jest zacząć trochę wcześniej przynajmniej od 20 minuty, aby lepiej rozumieć kontekst. Jest to film nagrany przez protestantów, prawdopodobnie przez baptystów, którzy tak jak Paweł Bartosik uznają "sola Scriptura".
„(…) Jest mi bardzo trudno traktować poważnie niektóre z twierdzeń protestantów. Co może sobie pomyśleć ktoś z zewnątrz o ciągłym oskarżaniu katolickich tradycji o to, że są sprzeczne z Biblią? Udowadnia się to za pomocą całej masy postawionych na głowie argumentów, których sensu nigdy nie potrafiłem zrozumieć. Zwykły rozsądny sceptyk lub poganin stojący na ulicy (w wyjątkowej roli człowieka z ulicy) widzi przechodzącą obok procesję. Idą w niej kapłani jakiejś dziwnej religii, niosąc obiekt kultu poda baldachimem. Niektórzy mają ozdobne nakrycia głowy i niosą symboliczne laski, inni niosą święte pisma i zwoje, inni święte obrazy i zapalone świece, jeszcze inni święte relikwie w szkatułkach lub skrzynkach i tak dalej. Potrafiłbym zrozumieć naszego obserwatora, gdyby powiedział: „To wszystko jest hokus-pokus”. Potrafiłbym go nawet zrozumieć, gdyby zirytowany zakłócił procesję, rzucił obrazami o ziemię, podarł pisma i obrócił się przeciw kapłanom oraz wszystkiemu, co wiąże się z ich religią. Mógłbym zrozumieć, gdyby powiedział: „Wasze pastorały to bzdura, wasze świece to bzdura, wasze figury, pisma i relikwie i cała reszta to bzdura”. Cóż jednak mogłoby go skłonić, by nagle spośród tego wszystkiego wybrał właśnie księgę (która zawsze należała do rzeczonej grupy i była częścią ich, jak to określił, hokus-pokus); dlaczego ów przeciętny człowiek miałby uważać, że ta akurat księga nie jest bzdurą, ale jedną jedyną prawdą, która potępi wszystko pozostałe? Dlaczego cześć oddawana podczas procesji księdze miałaby nie być zabobonem, tak jak cześć oddawana obrazom? Czemu nie uznać, że zgodnie z zasadami tej wiary tak samo sensowne będzie zachowanie figur jak i ksiąg? Powiedzieć kapłanom: „Wasze figury kłócą się z waszymi pismami, więc będziemy czcić tylko część waszych świętych przedmiotów, a resztę zniszczymy” nie ma sensu z żadnego punktu widzenia, zwłaszcza przeciętnego człowieka". ("Kościół katolicki i konwersja", str. 39-41)
Znany konwertyta Roman Brandstaetter napisał znamienne słowa:
„Będziesz Biblię nieustannie czytał. Będziesz ją kochał więcej niż rodziców. Więcej niż mnie. Nigdy się z nią nie rozstaniesz. A gdy zestarzejesz się, dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki, jakie przeczytałeś w życiu, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jedynej Księgi.”
W jego książce „Krąg biblijny” jest też „Lament nieczytanej Biblii”. Autor nadaje Biblii cechy ludzkie. Biblia skarży się na jej właściciela, który ją kupił, cały czas miał ją bardzo blisko siebie, bo na półce, ale nigdy nie sięgnął po nią. Był tak blisko, a jednak ta bliskość Biblii nie stała się dla niego źródłem pociechy i nie przyniosła mu żadnego pożytku.
W „Hymnie do Biblii” nazywał ją swoją „ojczyzną”, „stolicą Pana”, „Matką ukrzyżowanego Mesjasza”, prosił ją o modlitwę... Pod koniec jednak utworu pisze o niej, że będzie trwać do Dnia Ostatecznego, a potem …wróci za góry Moabu:
„Która trwać będziesz do końca czasów, Aż w Dniu Ostatecznym, Wyznaczonym i utwierdzonym, Wrócisz za góry Moabu I za wydmy pustynne, Tam gdzie przebywałaś przed Stworzeniem, Gdy nic jeszcze nie było stworzone, Do miejsca bez miejsca, Do czasu bez czasu…”
Tak, Pismo św., chociaż zawiera Objawienie Boże w sposób bardziej intensywny niż jakakolwiek inna rzeczywistość, w Dniu Ostatecznym stanie się niepotrzebne. Podobnie zresztą jak Eucharystia: Chociaż w Komunii św. Pan jest obecny Ciałem i Krwią, duszą i ciałem, człowieczeństwem i bóstwem, to jednak ten rodzaj obecności stanie się niepotrzebny, kiedy zbawieni zobaczą Go takim, jakim jest – twarzą w twarz. Tak samo świątynia jest czymś ważnym, ale w niebie nie będzie już potrzebna; to Pan będzie świątynią dla zbawionych.
A Kościół? Pod względem trwałości przewyższa Biblię i sakramenty, które łącznie z Najświętszym Sakramentem w niebie staną się niepotrzebne. Kościół – Oblubienica Pana będzie trwać na wieki. Nie przyjdzie taki czas, że się zestarzeje czy stanie się niepotrzebna. Przeciwnie – właśnie w Dniu Ostatecznym zajaśnieje w całym swoim blasku i przepychu. Pan stawi ją przed sobą bez zmarszczki czy jakiejkolwiek zmazy (por. Ef 5:25-27).
Apokalipsa – oznacza „odsłonięcie”. Chodzi o odsłonięcie welonu przez panią młodą w dniu zaślubin z oblubieńcem. Odnosi się do Kościoła, który w obrazie doskonałej piękności Nowego Jeruzalem zstępuje od Boga na Gody Baranka:
„Weselmy się i radujmy, i dajmy Mu chwałę, bo nadeszły Gody Baranka, a Jego Małżonka się przystroiła, i dano jej oblec bisior lśniący i czysty» - bisior bowiem oznacza czyny sprawiedliwe świętych”. (Ap 19:7-8 BT).
Gody Baranka – to Eucharystia, w której wierni łączą się ze swoim Oblubieńcem tak ściśle, że stają się jednym ciałem. Teraz przez przyjmowanie Pana obecnego w znakach chleba i wina, które w niebie staną się niepotrzebne, bo tam nie będziemy potrzebować żadnych znaków.
Pan Jezus identyfikuje się ze swoją Oblubienicą, tak ściśle, że staje się z nią jednym ciałem. Ta jedność została zapowiedziana już w Raju: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2:24 BT). Te słowa odnoszą się do zjednoczenia małżeńskiego mężczyzny i kobiety, ale zgodnie z interpretację Apostoła Narodów, te słowa znajdują doskonałe wypełnienie w zjednoczeniu Chrystusa ze swoją Oblubienicą – Kościołem.
W Liście do Efezjan mowa o tym, że kobieta i mężczyzna stają się jednym ciałem. Paweł nakazuje mężczyznom kochać swoje żony, jak swoje własne ciało. Gdzie indziej napisał to właśnie o Kościele, że jest …Ciałem Chrystusa (por. Kol 1:24).
Tak, jak rodzina ludzka jest tylko obrazem czy cieniem Trójcy Świętej, tak samo zjednoczenie mężczyzny i kobiety w małżeństwie jest tylko obrazem zjednoczenia Chrystusa ze swoim Kościołem:
„Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz każdy je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus - Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła.” (Ef 5:25-32 BT)
Przyjdzie czas, że Biblia przeminie, ale nigdy nie przeminie czas Kościoła. Bo jest Oblubienicą nieśmiertelnego Oblubieńca, z którym została połączona w nierozerwalnej i wiecznej jedności.
Słowa zamieszczone w tytule pochodzą z Pieśni nad Pieśniami - biblijnej Księgi przypisywanej Salomonowi: „...jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol, żar jej to żar ognia, płomień Pański”. (8:6 BT). Te słowa zajmowały mnie i zajmują do dzisiaj. Jakie jest ich znaczenie? Co to znaczy, że „miłość jest potężna jak śmierć“? Na pewno na wiele sposobów można tłumaczyć to zdanie. Ale sądzę, że najgłębszy sens te słowa znajdują w kontekście zmartwychwstania Chrystusa. Pomocą w odkryciu tego sensu były dla mnie dzieła obecnego Ojca św. Benedykta XVI napisane w czasie, kiedy jeszcze był kardynałem.
Człowiek jest istotą wyjątkową. Więcej: jest istotą paradoksalną: z jednej strony jest ograniczony na wiele sposobów, w tym także jest ograniczony czasem życia na ziemi, a z drugiej strony każdy z nas nosi w sobie nieskończone pragnienia, w tym także pragnienie nieśmiertelności. I dlatego życie człowieka jest skierowane ku przyszłości.
Kard. Józef Ratzinger w jednej ze swoich książek opisał pewne wydarzenie. Jednej z rozgłośni radiowej udało się doskonale upozorować katastrofę końca świata. Przekaz okazał się tak wiarygodny, że wielu słuchaczy popełniło samobójstwo. Ci ludzie odebrali sobie życie, ...aby nie musieć umierać. Targnęli się na swoje własne życie, ponieważ nie widzieli przed sobą żadnej przyszłości. Człowiek pozbawiony nadziei dalszego życia nie może egzystować. Bo jest w nim pragnienie życia i to życia, które się nie kończy.
To pragnienie wyraziło się w podwójny sposób w historii narodów. Najpierw jest to dalsze życie w swoich dzieciach i dalszych potomkach. Jednak dość szybko człowiek odkrywa, że życie w dzieciach i wnukach nie jest jego własnym życiem. Wtedy ucieka do pomysłu sławy, które uczyniłaby go rzeczywiście nieśmiertelnym. Ale i ta próba kończy się tak samo, jak pierwsza. W sławie nie żyje on sam, ale raczej echo jego istnienia. Życie w potomkach czy też sława u potomnych to jakieś formy życia w innych. A człowiek nie tyle chce żyć w innych, ile pragnie żyć swoim życiem. I jest coś złego w tym, kiedy człowiek żyje raczej życiem innych, niż swoim. Dzieje się tak na przykład, kiedy ktoś utożsamia się z życiem postaci seriali telewizyjnych czy tzw. „gwiazd” kina czy piosenki.
Rzeczywistą odpowiedzią na tęsknotę obecną w sercu człowieka jest dopiero zmartwychwstanie Chrystusa. W Nim miłość i życie stają się silniejsze od śmierci. Bowiem życie Chrystusa i potęga Jego miłości pokonują śmierć. „O śmierci, gdzie jest twój oścień?” - pyta Apostoł. Wraz ze zmartwychwstaniem Chrystusa, także my otrzymaliśmy możliwość przezwyciężenia naszej śmiertelności; została nam dana możliwość wiecznego życia w Nim i z Nim. W Chrystusie? A więc nie w nas samych? Tak, możemy żyć wiecznie z Chrystusem i w Chrystusie, ale to nie jest równoznaczne z rozpłynięciem się w jakieś bezosobowości. Wręcz przeciwnie. Pełnia życia w Bogu i w Chrystusie oznacza zarazem zachowanie swojej własnej tożsamości, czyli życia w sobie samym. Bo Bóg jest Miłością, a miłość nie pragnie zawładnąć kochanym, ale oddać mu siebie i uczynić szczęśliwym. Bóg udzielając się kochanemu - ocala i zachowuje; On jest Miłością silniejszą od śmierci.
Co się stało? Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął. Ziemia się przelękła i zamilkła, bo Bóg zasnął w ludzkim ciele, a wzbudził tych, którzy spali od wieków. Bóg umarł w ciele, a poruszył Otchłań.
Idzie, aby odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę.
Pragnie nawiedzić tych, którzy siedzą zupełnie pogrążeni w cieniu śmierci; aby wyzwolić z bólów niewolnika Adama, a wraz z nim niewolnicę Ewę, idzie On, który jest ich Bogiem i synem Ewy. Przyszedł więc do nich Pan, trzymając w ręku zwycięski oręż krzyża. Ujrzawszy Go praojciec Adam, pełen zdumienia, uderzył się w piersi i zawołał do wszystkich: "Pan mój z nami wszystkimi!" I odrzekł Chrystus Adamowi: "I z duchem twoim!" A pochwyciwszy go za rękę, podniósł go mówiąc: "Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus. Oto Ja, twój Bóg, który dla ciebie stałem się twoim synem. Oto teraz mówię tobie i wszystkim, którzy będą twoimi synami, i moją władzą rozkazuję wszystkim, którzy są w okowach: Wyjdźcie! A tym, którzy są w ciemnościach, powiadam: Niech zajaśnieje wam światło! Tym zaś, którzy zasnęli, rozkazuję: Powstańcie!
Tobie, Adamie, rozkazuję: Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, abyś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych. Powstań ty, który jesteś dziełem rąk moich. Powstań ty, który jesteś moim obrazem uczynionym na moje podobieństwo. Powstań, wyjdźmy stąd! Ty bowiem jesteś we Mnie, a Ja w tobie, jako jedna i niepodzielna osoba.
Dla ciebie Ja, twój Bóg, stałem się twoim synem. Dla ciebie Ja, Pan, przybrałem postać sługi. Dla ciebie Ja, który jestem ponad niebiosami, przyszedłem na ziemię i zstąpiłem w jej głębiny. Dla ciebie, człowieka, stałem się jako człowiek bezsilny, lecz wolny pośród umarłych. Dla ciebie, który porzuciłeś ogród rajski, Ja w ogrodzie oliwnym zostałem wydany Żydom i ukrzyżowany w ogrodzie.
Przypatrz się mojej twarzy dla ciebie oplutej, bym mógł ci przywrócić ducha, którego niegdyś tchnąłem w ciebie. Zobacz na moim obliczu ślady uderzeń, które zniosłem, aby na twoim zeszpeconym obliczu przywrócić mój obraz.
Spójrz na moje plecy przeorane razami, które wycierpiałem, aby z twoich ramion zdjąć ciężar grzechów przytłaczających ciebie. Obejrzyj moje ręce tak mocno przybite do drzewa za ciebie, który niegdyś przewrotnie wyciągnąłeś swą rękę do drzewa.
Snem śmierci zasnąłem na krzyżu i włócznia przebiła mój bok za ciebie, który usnąłeś w raju i z twojego boku wydałeś Ewę, a ta moja rana uzdrowiła twoje zranienie. Sen mej śmierci wywiedzie cię ze snu Otchłani. Cios zadany Mi włócznią złamał włócznię skierowaną przeciw tobie.
Powstań, pójdźmy stąd! Niegdyś szatan wywiódł cię z rajskiej ziemi, Ja zaś wprowadzę ciebie już nie do raju, lecz na tron niebiański. Zakazano ci dostępu do drzewa będącego obrazem życia, ale Ja, który jestem życiem, oddaję się tobie. Przykazałem aniołom, aby cię strzegli tak, jak słudzy, teraz zaś sprawię, że będą ci oddawać cześć taką, jaka należy się Bogu. Gotowy już jest niebiański tron, w pogotowiu czekają słudzy, już wzniesiono salę godową, jedzenie zastawione, przyozdobione wieczne mieszkanie, skarby dóbr wiekuistych są otwarte, a królestwo niebieskie, przygotowane od założenia świata, już otwarte". (Źródło: Liturgia Godzin)